<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099</id><updated>2011-08-05T19:39:26.751+02:00</updated><title type='text'>Intertekstualność</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>56</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-1627608978906087888</id><published>2010-11-06T11:01:00.002+01:00</published><updated>2010-11-06T11:07:20.780+01:00</updated><title type='text'>Metro</title><content type='html'>Dawno nie było książki, której fragmenty mógłbym tu spokojnie wrzucić. A teraz jest &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Metro 2033&lt;/span&gt;. Może trochę przesadzę, ale napisana jest jak dobra powieść Eco. Z wierzchu porywająca książka przygodowa, niespodziewane zwroty akcji, ciekawi bohaterowie i fascynujący świat po zagładzie atomowej, który odkrywamy razem z głównym bohaterem. A w środku groteskowy obraz naszej cywilizacji. A może nie taki groteskowy i wykrzywiony, tylko właśnie prawdziwy? No dobra, przesadziłem, ale i tak trzeba by to przemyśleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Doczołgał się do plecaków i zaczął odczepiać od jednego z nich swoją starą broń. Może i była ciężka i nieporęczna, ale za to nienagannie robiła w celu dziury średnicy 7.62 mm, a mało komu udawało się dalej funkcjonować z takimi dodatkowymi otworami w organizmie.” (s. 183).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„- (…) Sądząc z tego, co działo się na Ziemi od chwili jej… eee… stworzenia, Bogu właściwe jest tylko jedno uczucie: uwielbia ciekawe historie. Najpierw robi jakąś drakę, a potem patrzy, co z tego wychodzi. Jak się robi nudno, dosypie trochę pieprzu. Tak że słuszność miał staruszek Szekspir: świat jest teatrem. Tyle że zupełnie nie takim, o jakim mówił – podsumował.&lt;br /&gt;- Tylko dziś od rana nagadałeś sobie kilka stuleci smażenia się w piekle – zauważył Siergiej Adriejewicz.&lt;br /&gt;- Czyli będziesz tam miał z kim gawędzić – Jewgienij Dimitriewicz przekazał fajkę koledze.&lt;br /&gt;- Z drugiej strony można tam nawiązać tyle ciekawych znajomości – powiedział Siergiej Adriejewicz.&lt;br /&gt;- Na przykład wśród wyższych hierarchów Kościoła katolickiego.&lt;br /&gt;- Tak, ci to już na pewno. Ale, szczerze mówiąc, nasi też…”&lt;br /&gt;(s. 324-325)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      "»(…) Jednak głównych sojuszników W.I. Leniowi, który uczył się alchemii i zaklinania duchów w zamkniętych szwajcarskich szkołach, udało się znaleźć po drugiej stronie bariery między światami. Właśnie w tym okresie pierwszy raz pojawiają się pentagramy jako symbole ruchu komunistycznego i Armii Czerwonej.&lt;br /&gt; (…) Szczegóły tajnej umowy z siłami ciemności są oczywiście niedostępne współczesnym badaczom. Jednak ich rezultat jest znany: w krótkim czasie pentagramy pojawiają się masowo na flagach, nakryciach głowy żołnierzy Armii Czerwonej i na jej, nielicznym na razie, sprzęcie wojskowym. Każdy z nich otwierał bramę do naszego świata demonowi obrońcy, który chronił posiadacza pentagramu od ciosów z zewnątrz. W samym XX wieku, według najskromniejszych obliczeń, w ofierze złożono około 30 milionów mieszkańców Rosji.&lt;br /&gt; (…) Miliony przywołanych duchów chroniły wszystko i wszystkich w państwie sowieckim: dzieci i dorosłych, budynki i maszyny, a same demony-władcy usadowiły się w olbrzymich rubinowych pentagramach na wieżach Kremla, dobrowolnie godząc się na uwięzienie w imię powiększenia swojej potęgi. (…)«”&lt;br /&gt;(s. 347-349)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wyobrazić sobie, jak żyli ludzie mieszkający w tych gigantycznych budowlach, przemieszczający się tymi maszynami, wtedy jeszcze błyszczącymi świeżą farbą i miękko sunącymi po równej nawierzchni ulicy na rozgrzanej gumie kół, schodzący do metra tylko po to, żeby jak najszybciej przedostać się z jednego punktu tego bezkresnego miasta na drugi… Niemożliwe. O czym myśleli każdego dnia? Czego się bali? Czego w ogóle mogą się bać ludzie, jeśli nie muszą w każdej sekundzie obawiać się o swoje życie i stale o nie walczyć, próbując przedłużyć je choćby o jeden dzień?”&lt;br /&gt;(s. 403.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie cytaty pochodzą z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Metro 2033&lt;/span&gt; Dimitrya Glukhovskyego [zapis z okładki, nie rozumiem czemu nie "Dimitrij Głuchowski"] w przekładzie Pawła Podmiotło. Książka została wydana przez Insignis Media w Krakowie w 2010 roku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-1627608978906087888?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/1627608978906087888/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=1627608978906087888' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1627608978906087888'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1627608978906087888'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2010/11/metro.html' title='Metro'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-4524802475747615240</id><published>2010-04-21T22:17:00.001+02:00</published><updated>2010-04-21T22:19:28.728+02:00</updated><title type='text'>Jedenaście</title><content type='html'>Kolejna książka pana co pisze brzydkie wiersze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakże miło pana poznać. Od razu widać, że nie jest pan stąd. Jestem Wiesław. Promotor kultury niezależnej. Człowiek owładnięty nowymi trendami. Do jaskrawych koszul noszę pastelowe krawaty w geometryczno-asymetryczne wzory. Lubię Amsterdam, albańskie jeziora i półwytrawne wino. Uwielbiam alternatywny Kraków. A pan, jak widzę, jest jednym z jego przedstawicieli. Czuję, że gdzieś pana widziałem. Czy nie jest pan twórcą prawdziwie niezależnej, szeroko rozumianej kultury krakowskiej? Czy aby nie spotkaliśmy się w czasie któregoś ze slamów? Bywam tam zawsze, jestem ich bardzo pilnym uczestnikiem. A może w którymś z magicznych krakowskich klubów? Albo na jakiejś manifie? Czy zrobił pan coś dla wolnego Tybetu?&lt;br /&gt;(s. 32-33)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale tamta znajomość skończyła się tragicznie.&lt;br /&gt;Pan Grzesio bardzo nie lubił tragicznych zakończeń.&lt;br /&gt;Bo nikt przecież nie lubi tragicznych zakończeń.&lt;br /&gt;(s. 52)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten typ wręcz ośmielił się skrytykować boga pana Wiesława, czyli zagranicznego myśliciela Žižka, a także niepochlebnie wyrażał się o Derridzie, a za to naprawdę należał się wyrok śmierci. &lt;br /&gt;(s. 69)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A niczego tak doskonale nie potrafił pan Wiesław, jak zepsuć ludziom dobry nastrój. Nic nie przynosiło mu tyle satysfakcji.&lt;br /&gt;Był przecież postmodernistą.&lt;br /&gt;(s. 71)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistrz nie umiał pić bez pretekstu.&lt;br /&gt;Myślał sobie zazwyczaj: „Skoro nie umiem pić bez pretekstu, to jeszcze nie jest tak źle.”&lt;br /&gt;Myślał sobie zazwyczaj: „Skoro jeszcze nie jest tak źle, to mogę się napić.”&lt;br /&gt;(s.77)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistrz nigdy nie rozumiał celu i sensu toastów, nie znał się na stukaniu kieliszkiem o kieliszek, mistrz nie rozumiał obcych ludzi, którzy wyciągają ku człowiekowi swój kieliszek i stukają tym kieliszkiem w kieliszek człowieczy, przecież w ten sposób można uronić coś z cennego płynu, przecież w ten sposób nie można, to jakieś bezsensowne barbarzyństwo, nie lubił tego (…).&lt;br /&gt;(s. 80)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistrz przestał się przyglądać tej historii. Była brzydka i okrutna. Taka jak wszystko.&lt;br /&gt;(s. 101)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mango mieszał danielsa z colą, co było świętokradztwem i kazirodztwem (…).&lt;br /&gt;(s. 115)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie koniecznie chcą wiedzieć, kto się kryje pod jakąś postacią literacką. Tak jakby było im to niezbędne do życia. Otóż ostatni raz odpowiadam: pod postaciami literackimi kryją się postaci literackie. Nikt inny.&lt;br /&gt;(s. 211)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie cytaty pochodzą z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jedenaście&lt;/span&gt; Marcina Świetlickiego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-4524802475747615240?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/4524802475747615240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=4524802475747615240' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4524802475747615240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4524802475747615240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2010/04/jedenascie.html' title='Jedenaście'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-2588032362554960344</id><published>2010-04-08T17:41:00.002+02:00</published><updated>2010-04-08T17:45:28.339+02:00</updated><title type='text'>intertext growy</title><content type='html'>Miało być o &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jedenaście&lt;/span&gt;, ale nie będzie. Zostało przełożone na potem w celu uniknięcia powtarzania wciąż jednego tematu. Teraz będzie o grach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś jakiś czas temu oświecił mnie, że wielkie RTSowe hity &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Blizzarda&lt;/span&gt; są tak naprawdę kopią z bitewniaków z serii &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Warhammer&lt;/span&gt; należącej do &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Games Workshop&lt;/span&gt;. Historia miała wyglądać tak – przychodzi &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Blizzard&lt;/span&gt; do &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Games Workshopa&lt;/span&gt; i mówi, że chce przenieść na komputerowe ekrany największe hity &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;GW&lt;/span&gt;, czyli &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Warhammera&lt;/span&gt; oraz &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Warhammera 40000&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;GW&lt;/span&gt; mówi, żeby się odwalili, bo po co nam gry komputerowe, skoro figurowe bitewniaki sprzedają się jak świeże bułeczki. I co robi &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Blizzard&lt;/span&gt;? Robi sobie własne dwa światy (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Warcraft&lt;/span&gt; to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Warhammer&lt;/span&gt;, a &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Starcraft&lt;/span&gt; to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Warhammer 40000&lt;/span&gt;), dosyć podobne do ich pierwowzorów, ale jednak różne. I na tych zrobionych światach robi ciężką kasę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dowody? Moim zdaniem najlepiej widać to na przykładzie drugim, czyli &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Starcraft&lt;/span&gt; w porównaniu z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Warhammerem 40k&lt;/span&gt;. Otóż, czy terrańscy marines nie są przypadkiem w tych swoich pancerzach łudząco podobni do space marines? Czy Protosi to nie Eldarzy? Czy Zergi to nie Tyranidy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie wszystko poukładało się w dość logiczną całość, a jak się poukładało, to mocno zaskoczyło. Bo okazuje się, że wielkie komputerowe hity, w które sam wiele godzin przegrałem, bazują na pomyśle podpatrzonym (bo jednak nie oficjalnie skradzionym) u kogoś innego. Że są wtórne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znów autorstwo się rozmywa i znów mamy intertekstualność. Mistrz Kompucjusz Diuk Nuk miałby kolejny temat do rozmyślań.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-2588032362554960344?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/2588032362554960344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=2588032362554960344' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2588032362554960344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2588032362554960344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2010/04/intertext-growy.html' title='intertext growy'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-4011500118090608544</id><published>2010-03-28T22:41:00.001+02:00</published><updated>2010-03-28T22:41:59.127+02:00</updated><title type='text'>Trzynaście</title><content type='html'>Książka takiego pana co pisze brzydkie wiersze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czego się pani napije?&lt;br /&gt;Mistrz lubi to pytanie.&lt;br /&gt;Brzmi mu ono mniej więcej podobnie do pytania „jak żyć?”.&lt;br /&gt;Jest to pytanie klasyczne i ponadczasowe.&lt;br /&gt;(s. 74)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(…) mężczyźni potrafią wszystko zmienić w chlew.&lt;br /&gt;(s. 128)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A zastanawiam się, czy ludzie poświęcają tyle czasu Panu Bogu, co oglądaniu telewizji? Chyba nie.&lt;br /&gt;- Albo czy poświęcają tyle czasu Panu Bogu, co zarabianiu pieniędzy?&lt;br /&gt;- Chyba nie.&lt;br /&gt;- A piciu wódki?&lt;br /&gt;- Zaraz, zaraz… Z wódką to jest coś zupełnie innego, proszę pana. Jak ja, proszę pana, piję wódkę, to tak, jakbym się modlił… - powiada mistrz.&lt;br /&gt;(s. 152)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(…) o, i poeta Świetlicki z Krakowa tam z nimi siedzi, skąd on się tu wziął, pewnie też po warszawskie pieniądze przyjechał, a odgrażał się, że niby taki niezależny (…).&lt;br /&gt;(s. 170-171).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie cytaty pochodzą z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Trzynaście&lt;/span&gt; Marcina Świetlickiego wydanej w 2007 przez EMG.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-4011500118090608544?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/4011500118090608544/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=4011500118090608544' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4011500118090608544'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4011500118090608544'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2010/03/trzynascie.html' title='Trzynaście'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-77592976082820463</id><published>2010-01-23T23:16:00.000+01:00</published><updated>2010-01-23T23:17:34.828+01:00</updated><title type='text'>Kino zmarnowanych szans</title><content type='html'>Miałem dzisiaj w perspektywie jakieś pięć godzin czekania w Katowicach. Wyciągnęli mnie do kina. Sam nawet zaproponowałem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Avatara&lt;/span&gt;, bo każdy inny film można sobie obejrzeć na DVD, a oglądanie w takiej formie filmu stworzonego dla kin 3D mija się z celem. A teraz muszę wyrzucić z siebie to, co we mnie się zbierało w czasie seansu (i to całkiem długiego, bo ponad 160 minut).&lt;br /&gt;Te wszystkie dowcipy, streszczające &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Avatara&lt;/span&gt; jako Pocahontas to oczywiście prawda. Fabuła filmu jest schematyczna i przewidywalna jak paprykarz szczeciński. Pretekst do tego, żeby Cameron pobawił się efektami specjalnymi. Problem polega jednak na tym, że ten film ma w sobie ogromny potencjał (w sferze fabuły i psychologii głównego bohatera).&lt;br /&gt;Oto żołnierz, który stracił władzę w nogach. To właściwie eliminuje go z jego zawodu. Powinien skończyć jak wielu innych inwalidów wojennych – stoczyć się do rynsztoka i zapić się na śmierć. Ale nie, oto otrzymuje od losu szansę. Jak los na loterii. Może mieć (za darmo) nowe, w pełni funkcjonalne ciało, jeszcze lepsze niż swoje własne. Jak się z tym czuje? Czy w ogóle chce zaczynać drugie życie? Może się boi? Czy cieszy się, że znowu może czuć piasek między palcami stóp?&lt;br /&gt;Nowym ciałem kieruje za pomocą myśli, zamknięty w specjalnej kapsule. Połączenie nerwowe zostaje przerwane, kiedy tylko nowe ciało zaśnie. W takim razie, które ciało jest ciałem ze snu? Które życie jest tym życiem prawdziwym? Cały ten problem nabiera rumieńców, kiedy zaczyna zdobywać zaufanie miejscowych, spółkować z ich samicą, a dni poza niebieskim ciałem zlewają mu się w jedną całość. Które życie jest prawdziwe?&lt;br /&gt;Niestety, żaden z tych problemów nie jest w filmie pokazany. A szkoda, bo poza całą serią efektów specjalnych (faktycznie, pierwsza klasa), byłoby jeszcze coś więcej, niż tylko cieniutka fabuła, która jest tylko pretekstem do pokazania, ile potrafią komputery w studiu Camerona. Film, który dla większości społeczeństwa jest potwierdzeniem, że kino &lt;span style="font-style:italic;"&gt;science-fiction&lt;/span&gt; opiera się wyłącznie na efektach. Przykre to.&lt;br /&gt;Filmu nie ratuje nawet babcia światowego SFu, czyli Sigourney Weaver w roli szefowej projektu avatarów. A przez pewien czas miałem nadzieję, że może w końcu nasi (czyli wojsko i korporacja) wygrają. O ja głupi naiwny! Przecież dobro zawsze zwyciężą. Nawet hen daleko w przestrzeni kosmicznej i nawet mając łuki i strzały przeciwko pojazdom opancerzonym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-77592976082820463?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/77592976082820463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=77592976082820463' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/77592976082820463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/77592976082820463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2010/01/kino-zmarnowanych-szans.html' title='Kino zmarnowanych szans'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-2223674357668224260</id><published>2010-01-04T19:55:00.000+01:00</published><updated>2010-01-04T19:57:20.467+01:00</updated><title type='text'>dżej di</title><content type='html'>Dlaczego Dukaj wielkim pisarzem jest? Ponieważ zachwyca. Co? Jak to nie zachwyca, skoro zachwyca?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oj zachwyca, zachwyca. Wiem, że nie wszystkich, ale mnie tak. Z każdą książką bardziej. Jestem w trakcie lektury &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lodu&lt;/span&gt;, przebrnąłem na razie przez około sto stron (8mm). I po raz kolejny jestem pod dużym wrażeniem sprawności, z jaką Dukaj operuje językiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie żebym nie widział tego wcześniej. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Inne pieśni&lt;/span&gt; zostały pięknie utkane z neologizmów, bazujących na języku greckim lub po prostu ze słów żywcem z greki wyjętych. Na koniec niespotykany eksperyment literacki z językiem pozbawionym formy. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Czarne oceany&lt;/span&gt; to po prostu popis wymyślania nazw dla rzeczy, których nie ma, nie będzie, a pewnie wielu ma problem, żeby je sobie w ogóle wyobrazić. A teraz &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lód&lt;/span&gt;, w którym jest dużo zapożyczeń z rosyjskiego, ale też nawiązania do dawnych polskich form językowych (aktualnych jeszcze w XIX. wieku), ale też mnóstwo ciekawych gier słownych. Bo w sumie jak nazwać świeczkę, która zamiast światła daje ciemność? &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ćmieczka&lt;/span&gt;. Jak nazwać świetlny cień rzucany na ścianę przez obiekty w takim &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ćmietle&lt;/span&gt;? &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Świecień&lt;/span&gt;. Jak nazwać metal, wydobywany na Syberii i odporny na niskie temperatury? &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zimnazo&lt;/span&gt;. Moim skromnym zdaniem bardzo zręczne nazwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno mi na razie powiedzieć cokolwiek o całości (no nie dziwota, bo przeczytałem ledwo jedną dziesiątą całości). Za to znów mam to dziwne uczucie, które towarzyszy mi za każdym razem, gdy otwieram nową książkę Dukaja – ciekawskie zagubienie. Od pierwszych stron zostajemy wrzuceni na głęboką wodę. Czytelnikowi nie tłumaczy się nic i od razu musi się on zmierzyć z dziwnymi terminami, określającymi nieistniejące rzeczy. Zawsze jednak potem jest podanych kilka szczątkowych wyjaśnień, ale pełnego wytłumaczenia wymyślonego przez Dukaja świata i rządzących nim zasad, trzeba szukać poza powieścią. Wydaje mi się, że Dukaj zawsze tworzy swoje światy do jakiegoś klucza. W &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Innych pieśniach&lt;/span&gt; była nim filozofia Arystotelesa, w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Czarnych oceanach&lt;/span&gt; monadologia. A &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lód&lt;/span&gt;? Na razie nie wiem, ale jest sporo logiki, więc wnioskuję, że nigdy nie poznam tego klucza (bo też logika nigdy moim konikiem nie była). Może to i lepiej, że nie będę znał klucza – zostaną jeszcze jakieś tajemnice do odkrycia w drugim podejściu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-2223674357668224260?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/2223674357668224260/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=2223674357668224260' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2223674357668224260'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2223674357668224260'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2010/01/dzej-di.html' title='dżej di'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-8185011900514034977</id><published>2009-12-18T21:32:00.001+01:00</published><updated>2009-12-18T21:35:04.828+01:00</updated><title type='text'>On the other side</title><content type='html'>Jestem po drugiej stronie. Uświadomiłem sobie to kilka dni temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś mówiłem, że nie oglądam seriali. Żadnych. Twierdziłem, że lepiej obejrzeć sobie zwykły pełnometrażowy film, niż czekać codziennie na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Modę na sukces&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;M jak miłość&lt;/span&gt;, czy inne &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Klany&lt;/span&gt;. Śmiałem się, kiedy ktoś ekscytował się &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Prison Breakiem&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lostami&lt;/span&gt;, czy innym &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Housem&lt;/span&gt;. Teraz jestem jednym z nich. Może nie sikam po nogach na kilka dni przed pojawieniem się nowego odcinka, ale jednak, czekam na niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewoluowało to bardzo powoli. Najpierw faktycznie nie oglądałem nic – wyłącznie pełnometrażówki. Potem twierdziłem, że jedynym serialem wartej mojej uwagi jest Malcolm in the middle. Dalej twierdzę, że to najlepszy i najbliższy memu sercu serial na świecie, ale nie poprzestałem na nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem wmawiałem sobie, że kreskówki się nie liczą. I tak obejrzałem wszystkie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;South Parki&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Family Guy’e&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Robot Chickeny&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Krowy i Kurczaki&lt;/span&gt;. Że niby to nie taki prawdziwy serial, pół-prawda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w pewnym momencie jednak skapitulowałem. Zaczęło się od &lt;span style="font-style:italic;"&gt;IT Crowda&lt;/span&gt;, potem nadszedł czas &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Big Bang Theory&lt;/span&gt; (który trwa po dzień dzisiejszy), a po drodze jeszcze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Breaking Bad&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Blackadder&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego zacząłem oglądać seriale, co siłą rzeczy ograniczyło moją moje możliwości oglądania filmów pełnometrażowych? Chyba chodziło o czas. Zaczęło się już w trakcie pisania pracy magisterskiej i mojej pracy w knajpie, kiedy akurat czasem nie dysponowałem w nadmiarze. Seriale dawały (i wciąż dają) możliwość obejrzenia ich w trakcie jedzenia obiadu. W przypadku &lt;span style="font-style:italic;"&gt;South Parka&lt;/span&gt; nie jest to może zbyt dobry pomysł, bo jedzenie za często ląduje na monitorze, ale takie to już ryzyko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto, jak tak teraz o tym myślę, seriale w sumie przekazują dużo więcej informacji. Film ma około dwóch godzin, czyli powiedzmy cztery-pięć odcinków serialu. Serial dostarcza informacje partiami, ale dzięki temu, może jej dostarczyć więcej. Z innej zaś strony patrząc seriale zazwyczaj nie mają rozwiązania akcji. Filmy są w większości zamknięte, seriale natomiast pozostawiają niedomówienia, nie rozstrzygają losów głównych bohaterów. No, ale w tym dochodzimy do takich wynaturzeń jak &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Moda na sukces&lt;/span&gt;. Znów ideałem wydaje się &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Malcolm&lt;/span&gt;, który trwał 7 sezonów, czyli do momentu skończenia szkoły przez głównego bohatera (a na kim myślicie wzorowała się Rowling?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seriale to nic strasznego, trzeba tylko znać umiar. Bo jest z nimi jak z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Heros of Might &amp; Magic&lt;/span&gt; – jest późno, masz już się kłaść spać, ale jeszcze jeden ruch (odcinek). I nagle robi się 4 rano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Big Bang Theory &lt;/span&gt;co wtorek ustawia mi rytm dnia i czuję się z tym bardzo dobrze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-8185011900514034977?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/8185011900514034977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=8185011900514034977' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/8185011900514034977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/8185011900514034977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/12/on-other-side.html' title='On the other side'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-3460340166094803070</id><published>2009-08-18T14:36:00.001+02:00</published><updated>2009-08-18T14:36:50.603+02:00</updated><title type='text'>Srpen</title><content type='html'>W ciągu miesiąca zdążyłem objechać Karpaty dookoła, wejść na najwyższy szczyt Bałkanów, dotrzeć do polskiej winnicy na styku granic Bułgarii, Grecji i Turcji oraz przekonać się, że polskie drogi wcale nie są takie złe. Ponadto widziałem silosy z majonezem i jeździłem na najlepszych gokartach w życiu (najbardziej podobały mi się half-pipe’y i płonące obręcze).&lt;br /&gt; Plany na drugą połowę wakacji obejmowały między innymi spisanie w cywilizowanej formie notatek nawigatora z operacji „Vihren”. Niestety, ktoś się nie bał i zajebał mi… notatnik. Albo może nie zajebał, tylko podczas mojej eskapady na (sz)kielecczyznę położył gdzieś, gdzie nie mogę go znaleźć. Zatem aktywność intelektualną z konieczności ograniczę (na razie) do czytania książek i oglądania filmów. Poza tym trzeba w końcu pobawić się też w drwala, bo belki na podwórku aż się proszą o potraktowanie ich piłą łańcuchową.&lt;br /&gt; I’m a lumberjack and I’m okay...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-3460340166094803070?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/3460340166094803070/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=3460340166094803070' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/3460340166094803070'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/3460340166094803070'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/08/srpen.html' title='Srpen'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-192836756567908174</id><published>2009-07-17T13:11:00.001+02:00</published><updated>2009-07-17T13:17:08.356+02:00</updated><title type='text'>Poprawność polityczna</title><content type='html'>Właściwie, korzystając z warunków, jakie daje nam szeroko pojęta polityczna poprawność, powinienem założyć organizację mięsożerców. Organizacja z jednej strony wspierałaby osoby, które czują zagrożenie ze strony swojego otoczenia, z powodu swoich preferencji kulinarnych. Z drugiej zaś walczyłaby o prawa roślin, które przecież też są żyjącymi istotami i też mają uczucia. Może jakaś bojówka, która spuszczała by regularne lanie wegetarianom i weganom? Nie, lepiej nie. To by było jak kopanie leżącego. Przecież wiadomo, że te chudzinki, co to wzdrygają się na widok karkówki na wystawie mięsnego, nawet nie potrafiłyby solidnie przywalić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę tylko wymyślić nazwę. Może jakaś taka maskująca prawdziwe cele organizacji? Na przykład Klub na rzecz Uprzywilejowania Roślin, Warzyw i (szeroko pojętej) Agrokultury. Trzeba to jeszcze przemyśleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to hasło już mamy. Pozwolę je sobie zaczerpnąć z gry Armed and Dangerous - „&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=cB2-JYACi4M&amp;feature=PlayList&amp;p=21C6EA6D1BAA8F20&amp;index=15"&gt;Death to the saladeaters!&lt;/a&gt;”. (A może organizację nazwać po prostu &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=xYRml8zZ8BU&amp;feature=PlayList&amp;p=21C6EA6D1BAA8F20&amp;index=9"&gt;Shrub Patrol&lt;/a&gt;?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i jeszcze trzeba jakieś plakaty stworzyć. Może na początek wykorzystajmy coś, co już jest. Zobaczymy jak się sprawdzi. Proponuję &lt;a href="http://www.welaf.com/resources/200805/pic/1211944604.jpg"&gt;taki&lt;/a&gt; plakat na początek. A &lt;a href="http://www.aysos.com/files/bc0b20363a43.jpg"&gt;to&lt;/a&gt; powinien być najważniejszy punkt naszego statusu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem przyjdzie czas na organizację na przykład heteroseksualistów. Poprawność polityczna jest, więc czemu mamy być terroryzowani przez wegetarian i homoseksualistów? Niedługo tacy ludzie, których organizacje chcę stworzyć, będą stanowili margines światowego społeczeństwa. Nie dajmy się! Organizujmy się! Mięsożerni! Heteroseksualni! Siostry i bracia, stawmy opór!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-192836756567908174?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/192836756567908174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=192836756567908174' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/192836756567908174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/192836756567908174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/07/poprawnosc-polityczna.html' title='Poprawność polityczna'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-8818411882556440265</id><published>2009-07-16T16:35:00.000+02:00</published><updated>2009-07-16T16:37:40.078+02:00</updated><title type='text'>Ekoterroryzm</title><content type='html'>Drażnią mnie ekolodzy. Ci z Greenpeace’u zwłaszcza, odkąd zaczęli zbierać w Katowicach podpisy pod kolejną petycją w obronie fok, czy innych słodkich stworzonek. Zdążyli mnie zaczepić, kiedy szedłem do i z biblioteki. Ich upór nie zna granic. Cholerni eko-terroryści. Ktoś ich powinien zdelegalizować. Było by mniej głupoty może.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, że wprowadzono w Polsce zakaz handlu towarami produkowanymi z foczych skór. Teraz nasi alpiniści i polarnicy muszą zaopatrywać się w nieprzemakalne i dobrze chroniące przed mrozem ubrania w krajach, w których takiego zakazu nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, że jakiś pacan wymyślił, żeby wpisać Zalew Czorsztyński na listę programu Natura 2000. W latach osiemdziesiątych ekologowie protestowali przeciwko utworzeniu tego SZTUCZNEGO zbiornika wodnego (już większe powody do protestów mieli ludzie, którzy musieli opuścić swoje domy). A teraz nagle ci sami ekologowie stwierdzają, że sztuczny zbiornik jest tak wspaniały, że powinien być chroniony programem Natura 2000. Sztuczny zbiornik, który musi być przez człowieka utrzymywany w odpowiednim stanie, stał się z dnia z dzień cudem natury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak samo rzeka Koszarowa, płynąca prze wieś o tej samej nazwie. W latach sześćdziesiątych postawiono na niej progi, które mają chronić okolicę przed powodziami. Teraz, kiedy te progi trzeba oczyścić za pomocą ciężkiego sprzętu, to nagle ekologowie podnoszą larum, że tam się zagnieździły jakieś żyjątka, a władze gminy czynią gwałt naturze i chcą te żyjątka zabić. To znaczy, że żyjątka ważniejsze od ludzi, którym co wiosnę i lato grozi zalanie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz dwie rzeczy z innej beczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Żałuję, że wcześniej nie słuchałem Biohazardu. Dopadłem ich niedawno w swoje łapska i lecą teraz prawie na okrągło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Martwiłem się o Agnes. Tak długo nic nie komentowała. Myślałem, że coś się stało. Ale okazało się na szczęście, że to chyba tylko okołomagisterska bieganina. &lt;a href="http://idolfreezone.blogspot.com/2009/07/dziwny-swiat.html"&gt;Tutaj&lt;/a&gt; mamy wielki powrót i to we wciąż tak samo wysokiej formie. Na szczęście wszystko wraca do normy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-8818411882556440265?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/8818411882556440265/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=8818411882556440265' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/8818411882556440265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/8818411882556440265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/07/ekoterroryzm.html' title='Ekoterroryzm'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-5281687375999991762</id><published>2009-07-12T20:33:00.000+02:00</published><updated>2009-07-12T20:34:42.054+02:00</updated><title type='text'>Próba beskidzka</title><content type='html'>Nie doceniałem Beskidów. Łączą w sobie majestat Tatr z jakąś taka dużo przyjemniejszą atmosferą. A zdążyłem się o tym przekonać w ciągu zaledwie 3 dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pilsko – warto zobaczyć, warto wejść, ale jak dla mnie jest to jedyna atrakcja Korbielowa. Amatorem dwóch desek nie jestem, więc ta miejscowość nie przyciągnie mnie zimą. A latem świeci pustkami. Lubię takie wyludnione okolice, ale wiem czemu ten rejon Beskidu Żywieckiego tak wygląda latem. Tam po prostu nie ma co robić. Na Pilsko warto wejść żółtym szlakiem z Hali Miziowej. Ciekawa droga z bardzo ładnymi widokami. Jeśli wchodzić od wschodniej strony szlakiem niebieskim, to trzeba ze sobą wziąć maczetę – trasa jest zarośnięta olbrzymimi paprociami (prawie jak w triasie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówią, że Babia Góra to przeniesiony w Beskidy kawałeczek Tatr. Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Zwłaszcza, jak się wychodzi żółtym szlakiem (zwala &lt;span style="font-style:italic;"&gt;percią akademików&lt;/span&gt;). Czasem trzeba się wspinać po łańcuchach uważając, aby nie poślizgnąć się na mokrych skałach. No i uważać na tych, co schodzą tą drogą do Markowych Szczawin. O ile po drodze mogliśmy obejrzeć piękną panoramę Beskidów, to sam szczyt Babiej Góry uraczył nas krajobrazem iście księżycowym. Akurat przyszła chmura i pochłonęła nas w swoje trzewia. Na około piaskowcowe rumowiska, szaro, zimno, mgła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z czystym sumieniem mogę powiedzieć – „Jestem gotowy na Riłę i Piryn.” Wysłużone, ale wciąż niezawodne buty nadal nie obcierają. Zadyszki (wbrew wcześniejszym obawom) nie łapię jeszcze tak szybko. Ból w nogach znośny. Pewnie będę się trochę bardziej męczył, bo więcej będę miał w plecaku, ale scenariusz, w którym bym &lt;span style="font-style:italic;"&gt;spuchł&lt;/span&gt; i gdzieś nie wszedł jest mało realny. Innymi słowy próba wypadła pomyślnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapewne w okolicy 20 lipca ruszamy na południe. W drodze powrotnej chcemy zahaczyć jeszcze o Drohobycz. Zobaczymy, czy nie zjedzą nas wściekłe borsuki na mołdawskiej granicy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-5281687375999991762?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/5281687375999991762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=5281687375999991762' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/5281687375999991762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/5281687375999991762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/07/proba-beskidzka.html' title='Próba beskidzka'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-8048996676788214767</id><published>2009-07-06T18:28:00.002+02:00</published><updated>2009-07-06T18:34:00.059+02:00</updated><title type='text'>Prędkość światała jest seksistowska</title><content type='html'>Jestem świeżo po lekturze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Modnych bzdur&lt;/span&gt; Sokala i Bricmonta. Książka daje do myślenia. Jest dowodem (przeprowadzonym z matematyczną wręcz dokładnością), że postmodernistyczni filozofowie często nie wiedzą o czym piszą. Albo piszą o rzeczach, o których nie mają pojęcia. Albo używają pojęć, które znają tylko bardzo powierzchownie. Ale wszystko jest napisane tak zawile, żeby czytelnik dochodził do wniosku, że to on jest niedostatecznie wykształcony, aby zrozumieć ten jakże uczony język, który przekazuje zapewne ponadczasowe prawdy. Przecież Lacan nie może pisać bzdur!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż, okazuje się, że może. A przynajmniej jego tok rozumowania jest dość dziwny. Na przykład, co ma &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wst%C4%99ga_M%C3%B6biusa"&gt;wstęga Möbiusa&lt;/a&gt; do struktury choroby psychicznej? Lacan twierdzi, że wstęga doskonale ją odwzorowuje, ale nie mówi czemu i na jakiej podstawie tak sądzi. Można po prostu skrócić to do stwierdzenia: „Ja Lacan mówię, że tak jest, więc tak musi być.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Julka Kristeva nie lepsza. Ta się zabrała za matematyczny aksjomat wyboru. Skoro w matmie funkcjonuje, to czemu nie w literaturze? Bo skoro w matmie, musi istnieć zbiór, który zawiera po jednym elemencie z innych zbiorów, to każde zdanie w powieści, musi zawierać w sobie sens całej powieści. Świetny związek przyczynowo-skutkowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale moim numerem jeden z tej książki jest Luce Irigaray, która uważa, że twierdzenie E=mc2 [nie ma indeksu górnego, ale wierzę, że tę dwójkę zrozumiecie jako "kwadrat"] jest wybitnie seksistowskie i mógł je wymyślić tylko mężczyzna. Również według jej poglądów, kobiety są dyskryminowane w fizyce, bo tak kobieca dziedzina jak mechanika płynów, jest mniej poznana, niż tak męska dziedzina jak mechanika brył sztywnych (oczywiście analogia do narządów rozrodczych). No takiej głupoty to dawno nie słyszałem. Że nam niby nic nie cieknie? Jeszcze sama w swoich tekstach strzela w kolano feministkom, bo twierdzi, że kobiety inaczej pojmują rzeczywistość (głównie czas, który – niby – dla kobiet jest cykliczny, a dla mężczyzn linearny). No to ja już się pogubiłem. To znaczy, że feministki uważają w końcu, że kobiety są takie same, jak mężczyźni, czy inne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podoba mi się styl tej książki. Umiarkowany. Nie ma żadnych radykalnych tez (ładny kontrast w porównaniu do ich ilości w analizowanych tekstach) i co krok autorzy podkreślają swój brak kompetencji w kwestiach filozofii, nauk społecznych czy literaturoznawstwa. Nie umniejszają jednocześnie rangi tych nauk, a pokazują tylko miejsca, gdzie banda ustawionych na świecznikach oszołomów, robi reszcie wodę z mózgu. I to skupiają się wyłącznie na tych miejscach, gdzie te oszołomy źle stosują pojęcia z ich poletka, czyli matematyki i fizyki. Polecam wszystkim, zwłaszcza radykalnym wyznawcom przedstawionych w książce autorów. Taki kubeł zimnej wody każdemu się przydaje i pozwala spojrzeć na całą sprawę bardziej obiektywnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast najbardziej zaciekawiła mnie pewna sprzeczność w poglądach przestawianych naukowców. Otóż są oni często związani z różnymi ruchami lewicowymi (od marksistów do wojujących ekologów), a piszą tak, żeby przypadkiem człowiek prosty (do którego przecież zwraca się lewica) nie zrozumiał o czym oni piszą. Gratuluję pomyślunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spieszę z wyjaśnieniem – nie czytałem Lacana, ani przytaczanych w tej książce dzieł Kristevej, ani nikogo innego. Nie mam zamiaru. Po raz kolejny sprawdza się teza, że dobry naukowiec potrafi nawet bardzo skomplikowany problem przedstawić prostym (lub w miarę prostym) językiem. Wodolejstwo tylko kamufluje niewiedzę, albo bardzo banalne stwierdzenia. Ot co.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I po raz kolejny zapunktowali u mnie fizycy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-8048996676788214767?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/8048996676788214767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=8048996676788214767' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/8048996676788214767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/8048996676788214767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/07/predkosc-swiataa-jest-seksistowska.html' title='Prędkość światała jest seksistowska'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-5555171646231304349</id><published>2009-07-05T22:41:00.000+02:00</published><updated>2009-07-05T22:42:45.839+02:00</updated><title type='text'>Friendface</title><content type='html'>Możemy to przedstawić w ten sposób – jestem dorosły, dojrzały, skończyłem studia i wiem, co robię. Wchodzę w kolejny etap życia i odkrywam obszary wcześniej przeze mnie nie znane. Chcę mieć kontakt ze znajomymi, chcę iść z duchem czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo w ten sposób – jestem spragnionym uwagi, rozpieszczonym bachorem. Chcę, żeby ludzie mnie lubili, chcę być zauważony. Idę razem z całą hałastrą, owczym pędem w owczym stadzie, żeby lansować się i pokazać jaki to nie jestem piękny i mądry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak faktycznie to chyba obydwa te wytłumaczenia po trochu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak należy rozumieć te dywagacje? Po prostu założyłem konto na fejsbuku. To chyba był dość logiczny krok po tym, jak już założyłem sobie konto na lastefemie. Wciąż tylko naszaszkapa mnie jakoś odrzuca. Albo inaczej, nie chcę tam robić zwykłego konta. Mam „szpiegowskie” (czyt.: fikcyjne, z dziwną nazwą i bez prawdziwych danych), żeby oglądać sobie jakiż to głupot ludzie nie wrzucają sobie na swoje profile. Żeby ich po prostu – jak sama nazwa wskazuje – szpiegować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrobiłem dzisiaj „szopa” (sałatkę szopską). Chyba muszę zacząć ją robić częściej, niż raz do roku, bo wychodzi mi coraz lepiej. Dzisiaj zniknęła z miski prawie cała. Innymi słowy nie jestem aż tak lewy, jeśli chodzi o zajęcia kuchenne. Trzeba się tylko częściej wybierać do supermarketów po ser, albo przywozić go hurtem z Bułgarii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro egzamin na studia doktoranckie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-5555171646231304349?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/5555171646231304349/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=5555171646231304349' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/5555171646231304349'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/5555171646231304349'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/07/friendface.html' title='Friendface'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-7706056286176662630</id><published>2009-07-04T11:07:00.002+02:00</published><updated>2009-07-04T11:11:31.680+02:00</updated><title type='text'>Faith</title><content type='html'>Jak powszechnie wiadomo – media kłamią. Nawet te uznawane za trzymające wysoki poziom i uznawane za opiniotwórcze. Albo może nie kłamią, tylko jak się ich słucha wyrywkowo, to można mieć dość fragmentaryczny obraz rzeczywistości (np. muzycznej). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem tego doskonały dowód ostatnio. W środę słuchałem sobie jadąc samochodem „&lt;a href="http://www.polskieradio.pl/trojka/alternatywny/?d=20090702"&gt;Programu Alternatywnego&lt;/a&gt;” w &lt;a href="http://www.polskieradio.pl/trojka"&gt;Trójce&lt;/a&gt;. „Program” był w całości poświęcony festiwalowi &lt;a href="http://www.opener.pl"&gt;Open’er&lt;/a&gt;. Trafiłem akurat na drugą godzinę audycji, w której Agnieszka Szydłowska zapowiedziała, że prezentowana muzyka będzie autorstwa zagranicznych gwiazd festiwalu. No i gitara, pomyślałem sobie, posłucham sobie trochę Fejtów. (Jakby ktoś nie wiedział, to spieszę z wyjaśnieniem, że jedną z gwiazd tegorocznego festiwalu Open’er są Faith No More, którzy grają pierwszy raz od kilkunastu lat). Ale jakież było moje zaskoczenie, kiedy słuchałem audycji, cierpiałem różne „nowe, piękne i niezależne” zespoły, a znanego głosu Mike’a Pattona nie dosłyszałem nigdzie. Kiedy audycja się kończyła, zniesmaczony puściłem sobie płytę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to Piotr „Stelka” Stelmach uratował honor Trójki. (Albo po prostu jego gust muzyczny jest mi bliższy, niż gust Agnieszki Szydłowskiej.) Wczoraj wieczorem, w audycji prowadzonej przez Stelkę właśnie, była również relacja z Open’era i rozmowa z organizatorami (m. in. na temat „Co to się stało, że na koncercie Arctic Monkeys trzy razy siadła cała technika?”). Stelka dopytywał się wyłącznie o jedno – o zespół Faith No More. Cała reszta schodzi na drugi plan, a najważniejsi są Fejci. Bardzo spodobało mi się takie podejście (zwłaszcza po tym, co usłyszałem – lub raczej czego nie usłyszałem – w Trójce w środę). Nie urągając innym artystom i nie umniejszając ich talentu, trzeba jednak powiedzieć, że Faith No More to jest legenda sceny rockowej i ich cudowne wyjście z mroków historii nie może zostać przemilczane. Jeszcze potem w Trójce puścili ich koncert z 1995 roku (niestety nie pamiętam gdzie nagrany). Miodzio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, dobrze, że jest taka różnorodność. Każdy znajdzie coś dla siebie. I nawet moje pierwotne oburzenie brakiem Faith No More u Agnieszki Szydłowskiej (które mogło być spowodowane jednak moją kilkuminutową nieobecnością przy radiu) spokojnie zmieniło się w czystą przyjemność obcowania z koncertem tej jakże ciekawej kapeli. No i Stelka znów u mnie zapunktował jako dziennikarz muzyczny bliski moim gustom i przekonaniom (stoi w jednym rzędzie z Piotrem Kaczkowskim oraz – od niedawna – Jarosławem Szubrychtem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz coś z zupełnie innej beczki. Znalezione na Wykopie. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=TFMs2w9Qexg"&gt;Amerykański nastolatek dostaje auto na szesnaste urodziny.&lt;/a&gt; Rozbestwienie i rozpieszczenie sięga zenitu. Nawet porządnie kijem nie potrafi pieprząć w to auto, tylko je tak maca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-7706056286176662630?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/7706056286176662630/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=7706056286176662630' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/7706056286176662630'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/7706056286176662630'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/07/faith.html' title='Faith'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-3943213300425913221</id><published>2009-06-30T16:00:00.002+02:00</published><updated>2009-06-30T16:06:16.378+02:00</updated><title type='text'>Filozofia i zabawa</title><content type='html'>Odkąd dowiedziałem się, z czym wiążą się postmodernistyczne teorie, coś mi się wydawało, że tworzy je banda oszołomów. A może to po prostu mój światopogląd jest wystarczająco różny od światopoglądu wojujących feministek, ekologów i marksistów, żeby robiło mi się niedobrze, kiedy słyszę, co oni nowego wymyślili.&lt;br /&gt;Dziś natrafiłem na &lt;a href="http://mateusz.pl/wdrodze/nr318/318-03-wlodek.htm"&gt;ten artykuł&lt;/a&gt;. Przyznaję – przypadkiem, bo nie jestem stałym czytelnikiem prasy katolickiej (może z wyjątkiem &lt;a href="http://www2.tygodnik.com.pl/"&gt;Tygodnika Powszechnego&lt;/a&gt;, ale to trochę inna – o ironio – parafia). Znalazłem na &lt;a href="http://www.wykop.pl"&gt;Wykopie&lt;/a&gt;. I uśmiałem się jak głupi z bateryjki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W chwili pomiędzy lekturą wyżej wspomnianego artykułu, a tworzeniem tego tekstu, zamówiłem już sobie polski przekład &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fashionable nonsense&lt;/span&gt; w mojej bibliotece uniwersyteckiej i mam go zamiar odebrać jutro. Przeczytam cholera wie kiedy. Pewnie jak najszybciej, bo to, co przeczytałem w artykule Tomasza Włodka zachęciło mnie bardzo. Poza tym jest jeszcze jeden czynnik – trzeba odebrać dyplom magisterski, a nie mogę tego zrobić, póki nie oddam wszystkich książek do biblioteki i nie podbiję karty obiegowej. No, ale na to jeszcze mam trochę czasu. Za to chcę korzystać póki mogę i przeczytać tę jakże zajmującą analizę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żal mi tylko Julki (Kristevej). Szkoda, że dziewucha nie potrafi się zachować i spokojnie, z zimną krwią, przyjąć krytyki czy też odpowiedzieć na takową krytykę jakimiś konkretnymi argumentami. Krzyczy jak jakiś pospolity babsztyl wsłuchany w audycje nadawane z Torunia. Szkoda. Ale z drugiej strony jakieś jej matematyczne teorie poezji nie za bardzo mnie interesują. Dla mnie przede wszystkim jest ważny jej wpływ na teorię intertekstualności. Cytując herolda z Facetów w rajtuzach: „The rest of you can… bugger off!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Moje rozrywki ostatnimi czasy są dość mocno ograniczone obowiązkami przyszłego doktoranta. Praca, konspekt, książki, artykuły, bibliografia – cały tej bajzel. Ale i tak znajduję czas na jakże przyjemne LANy oraz wieczory w dojo sensei Mietka. Na LANach króluje niepodzielnie Call of Duty 4 – wspomniana w poprzednim wpisie strzelanka wszechczasów z wyjątkowo uzależniającym trybem rozgrywki wieloosobowej. Po prostu kocham ten dźwięk, kiedy ktoś o ułamek sekundy za późno orientuje się, że właśnie uzbroił zostawioną przeze mnie minę zbliżeniową i zaraz nastąpi detonacja. Emocje, emocje i dużo krzyku. Ale również i dużo radości, kiedy dwuosobowa drużyna złożona z Mietka i mnie robi podręcznikową rozgrywkę w trybie „sabotaż” na planszy „Broadcast”. Dumny jestem z tego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Wczoraj znów miał być LAN – nie wyszło. Za to pograliśmy u Mietka w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dead or alive 3&lt;/span&gt;. Sensei Mietek nauczył nas podstawowej zasady bijatyk, czyli „zawsze wstawaj z lołkikiem”. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;I come to kick ass&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; A jeszcze a propos rozrywek, byłem niedawno pierwszy raz w życiu na kręglach. Fajna zabawa, gdybym potem tylko nie miał tych zakwasów w plecach. Ale z chęcią powtórzę, bo mimo wszystko mi się podobało. Trochę mniejsze emocje niż na LANie, ale może być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; I w ten sposób połączyłem filozofię z rozrywkami. Niedbale, bo niedbale, ale w sumie cały ten wpis jest na jeden temat. Rozrywki. Bawimy się realnymi filozoficznymi głupotami tworzonymi przez realnych oszołomów. Bawimy się w strzelanie do siebie z wirtualnych karabinów. Bawimy się w kopanie się wirtualnymi nogami bo wirtualnych głowach. Bawimy się w rzucanie realnych kul w kierunku realnych pachołków. Wszystko jedno co i jak, byle by się dobrze bawić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-3943213300425913221?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/3943213300425913221/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=3943213300425913221' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/3943213300425913221'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/3943213300425913221'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/06/filozofia-i-zabawa.html' title='Filozofia i zabawa'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-7338428724335573590</id><published>2009-06-03T22:32:00.002+02:00</published><updated>2009-06-03T22:42:45.316+02:00</updated><title type='text'>Kryzys w branży</title><content type='html'>Trochę się przeraziłem. Dostałem ostatnio od Qlka &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=9FuHXUBEkHQ"&gt;trailer&lt;/a&gt; gry, która ma się ukazać jakoś niedługo. Fabuła osadzona jest w uniwersum Gwiezdnych Wojen, a gra ma się wpisywać w czasy Starej Republiki (byliśmy już świadkami dwóch odsłon niezłych gier RPG z serii The Knights of the Old Republic). Trailer oczywiście bardzo zachęcająco przedstawia nam grę &lt;a href="http://www.swtor.com/"&gt;Star Wars: The Old Republic&lt;/a&gt;. MMORPG…&lt;br /&gt;Wiem, mnóstwo ludzi się ucieszy, że będzie kolejna możliwość przeżycia razem z tysiącami ludzi wspaniałej przygody. Owszem, ma to swoje zalety. Ale chciałbym spojrzeć na tę „drugą stronę medalu” i zapłakać nad przyszłością gier komputerowych (zwłaszcza tych na pecety). &lt;br /&gt;Chyba już bezpowrotnie minęły czasy, kiedy gra była wielką opowieścią, mająca ciekawą, często mocno zagmatwaną fabułę, wiele wątków pobocznych i charakterystycznych bohaterów. Może po prostu jestem staromodny, ale dla mnie gry to często były interaktywne książki. Wystarczy choć chwilę pograć w choćby Baldur’s Gate, czy  Deus Ex, żeby znaleźć dużo lepsze fabuły do ekranizacji niż Mortal Kombat. Ale jak zawsze liczy się tylko kasa, a najlepiej sprzedają się rzeczy lekkostrawne.&lt;br /&gt; Największa kasa w tym momencie jest w grach wieloosobowych przez Internet, czyli MMOG. Wystarczy ukraść skądś świat (albo przerobić jakiś istniejący gdzieś indziej), wymyślić kilka postaci, kilka zadań i hop! gotowe. Trzepiemy kasy jak lodu i to jakim małym wysiłkiem. A gdzie nam tworzyć zagmatwane fabuły z zaskakującymi zwrotami akcji. Po cholerę się wysilać?&lt;br /&gt;Ale są przypadki, które udowadniają, że jednak się da. Jak głosi stare powiedzenie – cieć to buc (czyt.: chcieć to móc). Call of Duty 4. Bardzo proszę. Kampania zapierająca dech w piersiach, ciekawa (jak na strzelankę, czyli na poziomie wybitnej powieści sensacyjnej) z wielką ilością niespodzianek. Efekt potęgowany jest jeszcze przez bezpośrednie uczestnictwo odbiorcy w całej tej historii, jako jeden z głównych bohaterów. Do tego mamy dodany wciągający tryb wieloosobowy, który gwarantuje prawie nieskończoną zabawę (chyba, że przez całą noc gracie we dwójkę na jednej planszy to idzie się znudzić). Widać jak się przyłożyć, to można zrobić grę, która jednocześnie gwarantuje niezapomniane (oj tak!) przeżycia w trybie singlowym i wiele godzin zabawy (oraz kokosy dla twórców) w trybie wieloosobowym.&lt;br /&gt;Ale jak zawsze wszyscy idą na łatwiznę, a ja uciekam się do takich gier jak Battle for Wesnoth. Swoją drogą polecam, bo to godny następca Fantasty Generala. Gra się cały czas rozwija, dostępna jest w wielu wersjach językowych, ma ciekawe kampanie i (co równie ważne) jest za darmo. Można ją ściągnąć &lt;a href="http://www.wesnoth.org/"&gt;stąd&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-7338428724335573590?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/7338428724335573590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=7338428724335573590' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/7338428724335573590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/7338428724335573590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/06/kryzys-w-branzy.html' title='Kryzys w branży'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-5871193074387502673</id><published>2009-05-21T19:40:00.003+02:00</published><updated>2009-05-21T19:50:32.095+02:00</updated><title type='text'>Miasto dupy</title><content type='html'>Świat faktycznie jest mały. Byłem dzisiaj na chwilę w Breslau. Dosłownie na pół godziny. Obróciłem w obie strony w pięć godzin. Ale przez moment miałem wrażenie, że nie jestem w mieście europejskim, promującym się jako najbardziej zielone w Polsce i sławiącym swoją niepowtarzalną atmosferę. Przez chwilę wydawało mi się, że nagle znalazłem się w Mogadiszu. Nawet w pewnym momencie zacząłem sobie nucić &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=EC6x74S_BEY"&gt;ten oto&lt;/a&gt; motyw muzyczny Hansa Zimmera, napisany na potrzeby filmu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Black Hawk Down&lt;/span&gt;. I nie był to mój pierwszy raz, kiedy poczułem się we Wrocławiu jak gdzieś, gdzie nie obowiązują zasady ruchu drogowego. Zacznijmy jednak od początku.&lt;br /&gt;Sprawa ogólnie dość zabawna – kochana mamusia robi remont tarasu i ganku. Źle obliczyła zapotrzebowanie na kafelki i brakło jej jednej (!) paczki. Okej, nie problem. Wystarczy podjechać do pierwszego lepszego marketu budowlanego i kupić. Tak, gdyby to było takie proste. Bo akurat te kafelki, tej firmy, które już leżą na ganku, najbliżej można dostać w Łodzi lub we Wrocławiu. Wykorzystaliśmy więc moją kuzynkę w Breslau (pozdrowienia dla Madzi) oraz jej chłopaka Grzegorza, żeby kupili paczkę kafelków. Po krótkich rachunkach okazało się też, że taniej jest przyjechać po płytki naszą biała pigułą, niż wysłać kurierem (zrozumiałe, ważą przecież dobrze ponad 20 kg).&lt;br /&gt;No to jadę. Akcja dopięta na ostatni guzik. Przed ósmą rano biorę auto od taty z pracy z Katowic, jadę do Breslau, odbieram kafelki i wracam do Katowic przed 15.00. Do Wrocławia dojechałem na 10.00 i zaczęło się, jak tylko wjechałem do miasta. Na obrzeżach jeszcze jakoś się jechało, ale im dalej w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;gorod&lt;/span&gt; tym gorzej. Zaczęło się od remontu na ulicy Wyścigowej i wynikłego z tego powodu gigantycznego korka. Rzecz normalna, remont drogi. Przyzwyczaiłem się jeżdżąc po Katowicach, gdzie panuje permanentny remont. Ale okazuje się, że we Wrocławiu potrafią jeszcze lepiej, bo robią kierowców w konia oznaczeniami remontów. Sytuacja wygląda tak: dwa pasy ruchu w każdą stronę, między nimi pas zieleni. Korek. Posuwam się żółwim tempem po prawym pasie, bo widzę na nawigatorze, że niedługo mam skręcać w prawo. Ciężarówka przede mną rusza i odsłania znak ostrzegawczy „zwężenie jezdni z lewej strony”. Myślę sobie, że się dobrze ustawiłem, bo teraz nie będę się musiał pchać na lewy pas, żeby ominąć roboty drogowe. Ale we Wrocławiu myśli się inaczej, więc jak się niedługo okazało, jezdnia zwężała się z prawej strony i musiałem pchać się na lewy pas. Potem tylko gorzej. Bombaj, Mogadiszu, Rzym, Sofia. Żadnych pasów, nawierzchnia pamiętająca cesarza Franciszka Józefa i samowolka na jezdni. Dobrze, że chociaż światła funkcjonowały jako tako, bo w przeciwnym wypadku ulice zmieniłyby się w nieopanowany żywioł. W drodze powrotnej również przejeżdżałem przez ulicę Wyścigową. Oczywiście, z drugiej strony, remont jezdni również jest oznaczony na odwrót. Chłopaki z robót drogowych chyba sobie pomylili znaki.&lt;br /&gt;W sumie wiedziałem, czego się spodziewać, bo już parę razy dane mi było jeździć po Wrocławiu i za każdym razem czułem się jak gdzieś w południowo-wschodniej Azji. Ale dzisiaj do mnie dotarło, że to miasto przez dobrych parę wieków było germańskie. Niemców wyrzuciliśmy po 1945, a nasi uczeni poczęli udowadniać, że to miasto to nie żadne &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Breslau&lt;/span&gt; tylko &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wrocław&lt;/span&gt; właśnie i plemiona słowiańskie mieszkają tu od niepamiętnych czasów. Nie mogę się z tymi opiniami nie zgodzić. Taką rozpierduchę mogą zrobić tylko Słowianie. Podczas koncertu Cool Kids Of Death usłyszałem kiedyś ze sceny, że „Mysłowice to nie pierdolony Manchester”. Parafrazując - „Wrocław to nie pierdolone Breslau”. To nasz polski, swojski, rozjebany do granic możliwości Wrocław.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-5871193074387502673?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/5871193074387502673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=5871193074387502673' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/5871193074387502673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/5871193074387502673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/05/miasto-dupy.html' title='Miasto dupy'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-7792353176122281727</id><published>2009-05-15T10:20:00.002+02:00</published><updated>2009-05-15T10:23:03.668+02:00</updated><title type='text'>Drugi wpis spontaniczny</title><content type='html'>Kocham technologię. Czemu ja nie poszedłem na studia informatyczne? W tej chwili sram. Siedzę na kiblu we własnym domu, a jednocześnie mogę przeglądać wiadomości w sieci i jeszcze zrobić ten oto wpis na blogu. Piękne czasy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-7792353176122281727?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/7792353176122281727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=7792353176122281727' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/7792353176122281727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/7792353176122281727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/05/drugi-wpis-spontaniczny.html' title='Drugi wpis spontaniczny'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-9212225763876707286</id><published>2009-05-10T20:38:00.003+02:00</published><updated>2009-05-10T20:49:21.691+02:00</updated><title type='text'>Balkan music</title><content type='html'>Miało być niby o Houku, ale nie będzie. W zamian za to dwa zespoły, które ostatnio wciąż chodzą mi po głowie, a które do pewnego stopnia są ewenementem w swojej okolicy. Jakiej okolicy? Bułgarii oczywiście. Zaraz o nich opowiem, ale najpierw przydługi nieco wstęp.&lt;br /&gt; Jakby kto nie wiedział, Bułgaria jest krajem bałkańskim. Oznacza to dwie rzeczy – po pierwsze, że leży na Półwyspie Bałkańskim (nieprawdopodobne, co nie?); po drugie, że jej scena muzyczna charakteryzuje się przewagą melodii skocznych i miłych dla ucha. W każdym kraju bałkańskim istnieje coś, co jest ichniejszą odmianą naszego disco polo, a które w Bułgarii nazywa się &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pop-folkiem&lt;/span&gt; lub &lt;span style="font-style:italic;"&gt;czałgą&lt;/span&gt;. Muzyka ta składa się z:&lt;br /&gt;a) ognistego, orientalnego rytmu idealnego do zabawy;&lt;br /&gt;b) łatwo wpadającej w ucho i równie orientalnej melodii;&lt;br /&gt;c) tekstu, na który właściwie nie zwraca się uwagi, bo i tak jest kretyński;&lt;br /&gt;d) wokalistki, która ma w sobie więcej silikonu niż wy macie we wszystkich waszych oknach, łazienkach i kuchniach.&lt;br /&gt;Jeżeli ktoś tworzy muzykę alternatywną wobec &lt;span style="font-style:italic;"&gt;czałgi&lt;/span&gt;, to już jest coś. Jednak większość tej alternatywy również przedstawia bardzo przyjemne melodyjki, czyli różne wersje brit-popu i a’la Myslovitz’owskiego grania (&lt;a href="http://www.myspace.com/ostava"&gt;Остава&lt;/a&gt;) lub różne wariacje w okolicach punk-ska-reggae (&lt;a href="http://www.myspace.com/wickedabg"&gt;Уикеда&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.myspace.com/hipodil"&gt;Хиподил&lt;/a&gt;). Cokolwiek by nie mówić o muzyce i melodiach, często nie można im odmówić pomysłowych i oryginalnych tekstów. Ale wciąż nie tego szukamy.&lt;br /&gt;Dobrze, to może jakieś bardziej etno klimaty? To też niby jest wszędzie na Bałkanach, a jednak można w tym obszarze tworzyć bardzo ciekawą muzykę. Proszę bardzo, mamy w Bułgarii takie rarytasy jak &lt;a href="http://www.myspace.com/balkandji"&gt;Балканджи&lt;/a&gt;, którzy bardzo umiejętnie łączą ludowe tematy muzyczne oraz teksty z muzyką rockową. Smaczniutkie. Jest też etno-ambient inspirowany średniowiecznym ruchem hesychazmu, &lt;a href="http://www.myspace.com/isihia"&gt;Исихия&lt;/a&gt;, który to zespół nagrywa świetną muzykę na wyciszenie się, albo na tło. Ale wciąż kręcimy się w bałkańskich okolicach, bo i muzykę etniczną i orientalną i skoczną mają wszystkie narody na tym półwyspie.&lt;br /&gt;Jednej rzeczy nie mają. Ciężkich brzmień. Bułgaria jest jedynym krajem z tej części Europy, który ma całkiem nieźle rozwiniętą scenę black i death metalową – przykład &lt;a href="http://www.myspace.com/pagbg"&gt;Primitive Angel Gospoden&lt;/a&gt; (czyli Primitive Anioł Pański). Mnie natomiast ostatnio w ucho wpadła muzyka, którą trudno mi określić. Alternatywna jest na pewno, mocno grają i szybko, ale czasem zwolnią, wokalista się drze jak stare prześcieradło babci i czasem wchodzi na takie rejestry, że początkowo myślałem, że w zespole śpiewa jakaś pani. Bardzo dynamiczne, z wyraźnym rytmem, ale rytmem potłuczonym, dziwnym, nieznanym w naszej części Europy.&lt;br /&gt;Piszę i piszę, a nie powiedziałem kto. &lt;a href="http://www.myspace.com/sepuko6"&gt;Сепуко 6&lt;/a&gt; (Seppuko 6). Wydaje mi się, że najlepiej będzie ich po prostu posłuchać. Polecam zwłaszcza takie piosenki jak &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dushkomfort&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oksid&lt;/span&gt; lub &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sublimation&lt;/span&gt;. Mam nadzieję, że się spodoba.&lt;br /&gt;Drugim zespołem, który mi ostatnio chodzi po głowie, jest &lt;a href="http://www.myspace.com/skr4"&gt;Skre4&lt;/a&gt; (czyt.: "skrecz"). Trochę z innej bajki niż Seppuko, bo jest to jakieś dziwne połączenie mocnej, metalowej muzyki z hip-hopem. Jeśli miałbym to porównywać, to ich styl można określić jako podobny do Rage Against The Machine, Papa Roach, czy Beastie Chłopców.&lt;br /&gt;Tak, robię bułgarską propagandę, mającą na celu popularyzację tamtejszej muzyki. Może coś z tego wyjdzie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-9212225763876707286?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/9212225763876707286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=9212225763876707286' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/9212225763876707286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/9212225763876707286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/05/miao-byc-niby-o-houku-ale-nie-bedzie.html' title='Balkan music'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-1304163561522665565</id><published>2009-05-09T20:51:00.003+02:00</published><updated>2009-05-10T20:09:18.409+02:00</updated><title type='text'>Excelsior!</title><content type='html'>Znalazłem dzisiaj w wiadomościach Wirtualnej Polski &lt;a href="http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Giertych-pozywa-do-sadu-telewizje-TVN,wid,11111410,wiadomosc.html"&gt;takie oto&lt;/a&gt; doniesienie prasowe. Przeczytałem i najpierw zacząłem się śmiać jak głupi z bateryjki. Romek znowu robi cyrk. Ale potem wzięło mnie na przemyślenia - ludzie są jednak w stanie zrobić wszystko, żeby zaistnieć w mediach. Bo ja rozumiem, że pan Giertych jest wielkim patriotą, spadkobiercą ideowym Dmowskiego oraz żarliwym obrońcą katolickich wartości, ale żeby za taką pierdołę do sądu pozywać? Dla mnie wytłumaczenia są dwa.&lt;br /&gt;Pierwsze (mniej prawdopodobne) – panu Giertychowi już do cna odbiło na punkcie patriotyzmu i popadł w paranoję.&lt;br /&gt;Drugie (bardziej prawdopodobne) – pan Giertych zatęsknił za błyskiem fleszy i uwagą reporterów, postanowił więc pozwać ogólnopolską stację telewizyjną (znaną na dodatek z poglądów przeciwnych jego przekonaniom) do sądu za to, że nie pokazali jego obecnego domu.&lt;br /&gt;Nic innego, jak polska wersja Ala Gore’a przedstawionego w kilku odcinkach &lt;span style="font-style:italic;"&gt;South Parku&lt;/span&gt;. W tej oto &lt;a href="http://www.southparkstudios.com/episodes/103675/"&gt;kreskówce&lt;/a&gt; wytłumaczone jest wprost, odkąd przestał pełnić funkcję wiceprezydenta, Gore tak zatęsknił za uwagą mediów, że wymyślił sobie człeko-świnio-niedźwiedzia, przed którym musi uratować ludzkość. Mniej więcej koło 4 minuty tata Stana tłumaczy chłopcom motywy jego działania, którymi według mnie kieruje się też Roman Giertych (jedyna różnica polega na tym, że Gore był wiceprezydentem, a Giertych wicepremierem). Innymi słowy popadł w paranoję. Ciekawe, na jakim etapie jest Roman Giertych i czy skończy tak jak Al Gore.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe też, czy również ja zostanę pozwany, za obrażanie wybitnego męża stanu na moim smarkatym blogu. No, przynajmniej ta strona powinna zostać zaatakowana przez członków Młodzieży Wszechpolskiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-1304163561522665565?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/1304163561522665565/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=1304163561522665565' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1304163561522665565'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1304163561522665565'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/05/excelsior.html' title='Excelsior!'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-1976279071275082636</id><published>2009-05-02T15:49:00.002+02:00</published><updated>2009-05-02T15:54:52.980+02:00</updated><title type='text'>Rdz 32, 25-32.</title><content type='html'>Przypomniałem sobie jeden tekst Kaczmarskiego i łazi za mną od paru dni. Tekst w sumie traktujący o tym, że to człowiek jest najpotężniejsza istotą we wszechświecie, a Bóg (jakikolwiek, nie będę tu wchodził w spory teologiczne) jest mu podporządkowany. To człowiek posiada realną władzę.&lt;br /&gt; Zazwyczaj przypomina mi się ta piosenka, kiedy potrzebuję jakiejś większej motywacji do osiągnięcia uprzednio wyznaczonych celów. Póki co gonią mnie terminy, a ja nie mam inspiracji na stworzenie kolejnego rozdziału pracy magisterskiej. Może powinienem tego więcej słuchać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kiedy walczył Jakub z aniołem&lt;br /&gt;I kiedy pojął że walczy z Bogiem&lt;br /&gt;Skrzydło świetliste bódł spoconym czołem&lt;br /&gt;Ciało nieziemskie kalał pyłem z drogi&lt;br /&gt;I wołał Daj mi Panie bo nie puszczę&lt;br /&gt;Błogosławieństwo na teraz i na potem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kaftan jego cuchnął kozim tłuszczem&lt;br /&gt;A szaty Pana mieniły się złotem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On sam zaś Pasterz lecz o rękach gładkich&lt;br /&gt;W zapasach wołał: Łamiesz moje prawa&lt;br /&gt;I żądasz jeszcze abym sam z nich zakpił&lt;br /&gt;Ciebie co bluźnisz grozisz błogosławił! -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A szaty Pana mieniły się złotem&lt;br /&gt;Kaftan Jakuba cuchnął kozim tłuszczem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W niewoli praw twych i w ludzkiej niewoli&lt;br /&gt;Żyłem wśród zwierząt obce karmiąc plemię&lt;br /&gt;Jeśli na drodze do wolności stoisz&lt;br /&gt;Prawa odrzucę precz a Boga zmienię!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w tym spotkaniu na bydlęcej drodze&lt;br /&gt;Bóg uległ i Jakuba błogosławił&lt;br /&gt;Wprzód mu odjąwszy władzę w jednej nodze&lt;br /&gt;By wolnych poznać po tym że kulawi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(cyt. za http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/w/walka_jakuba_z_aniolem.php)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Sama piosenka jest bardzo dobra przede wszystkim ze względu na tekst. Z oryginalnym wykonaniem trochę gorzej. No bo Gintrowski nie ma jeszcze tego przepitego głosu dwusuwowego silnika, a sama aranżacja jednak wydaje mi się dość uboga jak na taki piękny tekst. O ile jestem bardzo sceptyczny wobec wszelkich prób przerabiania piosenek Kaczmarskiego i do tej pory uważam, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Murów&lt;/span&gt; nikt nigdy nie zrobi lepiej od niego, to &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=4vEEl5-r-VI"&gt;wersja&lt;/a&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Walki Jakuba z aniołem&lt;/span&gt; zespołu Strachy na lachy bardzo pozytywnie mnie rozczarowała. Bardzo sceptyczny byłem nastawiony wobec całej płyty &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Autor&lt;/span&gt; (zwłaszcza po tym, co z twórczością Kaczmarskiego zrobił HabaCOCK). Natomiast poza &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Murami&lt;/span&gt; właśnie i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Czerwonym autobusem&lt;/span&gt;, który najzwyczajniej w świecie mi się przejadł, to zamieszczone na płycie aranżacje faktycznie zasługują na uwagę. Wydaje mi się, że poza spektaklem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Krzyk wg. Jacka Kaczmarskiego&lt;/span&gt; są to jedyne warte przesłuchania przeróbki Kaczmarskiego. Cokolwiek by nie mówić o pozostałej twórczości Grabaża i s-ki.&lt;br /&gt; Pewnie w najbliższym czasie jeszcze będzie coś o Huku, bo jakoś tak przypomniał mi się ten jakże godny uwagi polski zespół. W sumie nawet dopiero teraz się dowiedziałem, że ich liderem był niejaki Dariusz „Maleo” Malejonek, który potem założył Maleo Reggae Rockers. No i po co? Jakby Houk komuś przeszkadzał. A MRR (mówiąc oględnie) do moich ulubionych zespołów nie należy. Ale pewnie chłopaki wzięli sobie do serca fakt, że żeby zespół stał się kultowy, to musi się rozpaść. Dobrze przynajmniej, że nikt się nie zastrzelił, żeby zwiększyć sprzedaż płyt.&lt;br /&gt; Miejmy nadzieję, że po tej małej rozgrzewce pisanie magisterki pójdzie mi już jak po maśle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-1976279071275082636?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/1976279071275082636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=1976279071275082636' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1976279071275082636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1976279071275082636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/05/rdz-32-25-32.html' title='Rdz 32, 25-32.'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-4463944048740655766</id><published>2009-04-20T16:52:00.004+02:00</published><updated>2009-04-20T21:17:28.835+02:00</updated><title type='text'>Życie zaczyna się po 50 (ml)</title><content type='html'>Mojemu tatulkowi stuknie w tym roku pięćdziesiątka. Zaczął się w związku z tym zastanawiać, co się wydarzyło ważnego w roku jego urodzin. Po tej chwili zastanowienia powtarza wszystkim, że 1959 to doskonały rocznik, bo w tym samym roku do władzy na Kubie doszedł Fidel Castro, a Miles Davis wydał doskonałą płytę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kind of blue&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt; Zacząłem się więc zastanawiać, co takiego wydarzyło się w 1985. Nie skłania mnie do tego żadna okrągła rocznica urodzin (ćwiartka dopiero w przyszłym roku), ale po prostu inspiracja tatą i zwykła ludzka ciekawość. Posiłkując się Wikipedią dowiedziałem się, że w 1985 roku:&lt;br /&gt;- pierwszym sekretarzem KC KPZR został Michaił Gorbaczow i rozpoczął w ZSRR „Pierestrojkę”&lt;br /&gt;- odbył się koncert Live Aid&lt;br /&gt;- Microsoft zaprezentował system operacyjny Windows 1.0&lt;br /&gt;- francuski wywiad zatopił statek Rainbow Warrior należący do Greenpeace’u (informację zamieszczam wyłącznie dlatego, że nie lubię tych ekoterrorystów).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok 1985 w muzyce również nie był ubogi. Zostały wydane takie albumy jak:&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style:italic;"&gt;First and Last and Always&lt;/span&gt; Sisters of Mercy&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Brothers in Arms&lt;/span&gt; Dire Straits&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dare to be stupid&lt;/span&gt; Yankovica&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dream of the Blue Turtles&lt;/span&gt; Stinga&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hell Awaits&lt;/span&gt; Slayera&lt;br /&gt;- oraz najważniejsza płyta w tym całym zestawieniu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rain Dogs&lt;/span&gt; Toma Waitsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z literaturą trochę gorzej. Światło dzienne ujrzały takie książki jak: &lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Miłość w czasach zarazy&lt;/span&gt; Márqueza,&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pachnidło&lt;/span&gt; Süskinda &lt;br /&gt;- oraz przede wszystkim &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nieznośna lekkość bytu&lt;/span&gt; Kundery.&lt;br /&gt;Jednak z drugiej strony, do lepszego świata odeszli:&lt;br /&gt;- Arkady Fidler&lt;br /&gt;- Leopold Tyrmand&lt;br /&gt;- oraz nieodżałowany Janusz Zajdel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pośród zmarłych w 1985 roku są też:&lt;br /&gt;- Konstantin Czernienko (pierwszy sekretarz KC KPZR)&lt;br /&gt;- Enver Hoża (udzielny władca Albanii)&lt;br /&gt;- Orson Wells (który zdążył jeszcze udzielić głosu Unicronowi w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Transformers: The Movie&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;Ale okazało się, że pośród moich rówieśników są takie sławy jak:&lt;br /&gt;- Alicja Janosz (zwyciężczyni pierwszej edycji &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Idiota,&lt;/span&gt; śpiewająca takie hity jak &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Za horyzont patrz i jajecznica&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;- Frankie Munitz (odtwórca tytułowej roli w moim ulubionym serialu, czyli &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Malcom in the Middle&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;- Levis Hamilton (kierowca Formuły 1 jakby kto nie wiedział)&lt;br /&gt;- Rafał Blechacz (zwycięzca XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Chopina)&lt;br /&gt;- Paweł Korzeniowski (pływak).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co? Jak zwykle – i dobrze, i źle. Ważne coby żyć w zgodzie z własnym sumieniem, a nie przejmować się jakimiś pierdołami, które miały miejsce w roku twoich urodzin.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-4463944048740655766?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/4463944048740655766/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=4463944048740655766' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4463944048740655766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4463944048740655766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/04/zycie-zaczyna-sie-po-50-ml.html' title='Życie zaczyna się po 50 (ml)'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-5994024021815758474</id><published>2009-04-10T21:45:00.002+02:00</published><updated>2009-04-10T21:53:23.374+02:00</updated><title type='text'>Do you folks like coffee?</title><content type='html'>Anomalia statystyczna – zjawisko opisane przez Stanisława Lema, ale nie jestem sobie w stanie w tym momencie przypomnieć tytułu książki, w której jest przedstawiony ten problem. Na pewno coś o literaturze fantastycznej, jakiś taki traktat analityczny. Anomalia statystyczna to chwyt, często wykorzystywany w literaturze grozy, a spotykany i w realnym świecie. Otóż chodzi o zachwiania zwykłej statystyki zdarzeń. Przykład: w ciągu jednego dnia dostrzegamy na ulicach naszego miasta około dwudziestu osób z różnymi deformacjami twarzy i zaczynamy się zastanawiać, jak to możliwe, żeby aż tylu ludzi ze zdeformowanymi twarzami mogło przebywać w jednej okolicy. Tworzymy sobie do tego różne, często i nieprawdopodobne wyjaśnienia. A jest to zwykła anomalia statystyczna, wypadek przy pracy rachunku prawdopodobieństwa.&lt;br /&gt; Po co o tym wszystkim mówię? Otóż mam od dwóch dni głupie wrażenie, że jestem świadkiem takiej właśnie statystycznej anomalii. Ale jej przedmiotem nie są ludzie o zdeformowanych twarzach, tylko kawa.&lt;br /&gt; Niedługo po powrocie do domu na Wielkanoc zauważyłem na parapecie w kuchni puszkę po kawie. Puszkę bardzo ładną, ozdobną, stylizowaną jakby na początek XX wieku (tylko plastikowe wieczko trochę nie pasuje, ale za to dobrze trzyma aromat). Na puszce jest zamieszczona krótka historyjka o hrabim Prądnickim, a której fragment mnie wprost urzekł swoją prawdziwością i który wciąż chodzi mi po głowie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „I słusznie panie hrabio… Kawa, taka prawdziwa […], powinna być mocna jak miłość, czarna jak noc poślubna i gorzka jak pożycie małżeńskie…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Następnie, w ostatnim numerze „Tygodnika Powszechnego” (z 12. kwietnia 2009), natrafiłem na artykuł Wojciecha Nowickiego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Łagodna arabika, kwaśna robusta&lt;/span&gt;. Piękny, z lekka sentymentalny, ale ukazujący prawdziwe oblicze tego „diabelskiego naparu”, który nad Wisłę przywędrował w XVII wieku, kiedy to pewien szlachcic przywiózł jako łup spod Wiednia worki z jakimiś czarnymi ziarnami. Dużo ciekawostek i dużo stwierdzeń, po których przeczytaniu każdy kawowy miłośnik odłoży na chwilę gazetę i będzie gapił się w ścianę kiwając głową, uśmiechając się przy tym głupkowato.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „W piciu kawy nie ma aż tyle ceremoniału, co w herbacie. Jest za to wiele zachowań na pograniczu nerwowego tiku: wychodzenie z kawiarni, kiedy ktoś zajął ulubiony stolik, kompulsywne zamawianie kawy, kiedy się tylko nadarza okazja, łączenie kawy z papierosem(jak w filmie Jarmuscha), jakby to był jakiś odruch Pawłowa. Kruchość filiżanki, kulturowa skorupka, i ordynarna, koleinowa podnieta; taka jest kawowa dychotomia, w której coraz trudniej rozróżnić jedną część od drugiej.”&lt;br /&gt;(W. Nowicki: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Łagodna arabika, kwaśna robusta&lt;/span&gt;. "Tygodnik Powszechny" 15/2009, s. 54.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Dziś od rana chodziłem jak struty, bo postanowiłem w ramach Wielkiego Piątku nie pić rano kawy. Byłem wrakiem człowieka – nic mi się nie chciało, ziewałem co pięć minut, na nic nie miałem siły. Nie mogłem się wprost doczekać popołudniowej kawy, która miała mnie postawić na nogi. Wreszcie nadszedł ten czas. Usiadłem sobie z kawą i gazetą, żeby celebrować ten kwadrans spokoju. Czytam sobie w najlepsze, aż tu nagle!… plask!… pół kubka wylało się na spodnie, sporo na gazetę. Tyle dobrze, że większość poszła na spodnie, a nie na kanapę, ale i tak chodzi wciąż za mną widmo zmarnowanej, przepysznej kawusi.&lt;br /&gt; Ot i cała anomalia statystyczna. Dodać należy, że autor powyższego wpisu jest uzależniony od kawy od (mniej więcej) szóstego roku życia, kiedy zaczął jeść ziarna kawy i zasmakował w tym niecnym procederze.&lt;br /&gt; Żegnam się bardzo pasującą do tego wpisu piosenką Dethkloka - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=RBH0Bd9Z1VA&amp;feature=related"&gt;Duncan Hills Coffee Jingle&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-5994024021815758474?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/5994024021815758474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=5994024021815758474' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/5994024021815758474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/5994024021815758474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/04/do-you-folks-like-coffee.html' title='Do you folks like coffee?'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-672844676023848278</id><published>2009-04-03T17:11:00.003+02:00</published><updated>2009-04-04T12:21:38.916+02:00</updated><title type='text'>Panteon</title><content type='html'>Póki co, wszystko wskazuje na to, że Jonathan Littell dołączy do mojego panteonu pisarzy ulubionych. Łaskawe to jedna z ciekawszych książek jakie czytałem. W ogólnym przesłaniu zdaje się być bardzo podobna do książek Houellebecq’a – nigdzie nie widać, żeby ludzie mogli się wzajemnie pokochać, czy nawet porozumieć. Każdy żyje sam, odizolowany od reszty, mimo, iż ciągle przebywa z innymi ludźmi.&lt;br /&gt;W panteonie jak do tej pory mamy pisarzy: Fiodora Dostojewskiego za &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Braci Karamazow&lt;/span&gt;; Arthura C. Clarke’a za &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Odyseję kosmiczną&lt;/span&gt;; Phillipa K. Dicka za &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?&lt;/span&gt;; Jacka Dukaja za &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Czarne oceany&lt;/span&gt;; Williama Whartona za &lt;span style="font-style:italic;"&gt;W księżycową jasną noc&lt;/span&gt;; Michelle’a Houellebecq’a za &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Możliwości wyspy&lt;/span&gt;;&lt;br /&gt;oraz poetów: Zbigniewa Herberta; Marcina Świetlickiego; Andrzeja Bursę; Tadeusza Różewicza.&lt;br /&gt;Panteon wciąż się rozrasta, ale niewielu twórców ma do niego wstęp. Muszą stworzyć dzieła (oczywiście według moich popapranych, subiektywnych kryteriów) doskonałe i trafić do mnie, przekonać mnie. Littell ma duże szanse.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„[…] bo nagle stało się dla mnie przeraźliwie jasne, że męska kontrola i dominacja to mit, że mężczyźni to dzieci, zabawki, służące kobietom do osiągania przyjemności, przyjemności nigdy nie zaspokojonej i o tyle osobliwej, że – chociaż mężczyźni mają złudzenie kontroli i sądzą, że panują nad kobietami – w rzeczywistości to one wysysają z nich wszystko, rujnują ich dominację i łamią kontrolę, żeby na koniec dostać od nich dużo więcej, niż oni sami chcieliby dać. W swej świętej naiwności mężczyźni uważają, że kobiety są bezbronne i że trzeba je w związku z tym wykorzystywać lub chronić, a tak naprawdę to kobiety, pełne tolerancji i uczucia, a czasem także pogardy, kpią sobie z dziecięcej i nieskończonej bezbronności mężczyzn, z ich wrażliwości, z kruchości, prowadzącej tak często do całkowitej utraty kontroli, z tego, jak bardzo są podatni na załamania, i z próżności zamkniętej w silnych męskich ciałach. Dlatego zapewne kobiety zabijają tak rzadko. Tak, ich cierpienie jest większe, ale to one mają zwykle ostatnie słowo.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jonathan Littell &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Łaskawe&lt;/span&gt;, s. 176.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-672844676023848278?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/672844676023848278/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=672844676023848278' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/672844676023848278'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/672844676023848278'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/04/panteon.html' title='Panteon'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-2061124407067980008</id><published>2009-03-31T23:52:00.003+02:00</published><updated>2009-04-02T10:33:27.899+02:00</updated><title type='text'>Jako twój adwokat...</title><content type='html'>Krótki wpis z dedykacją dla tych co zrozumieją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W pokoju 318 w akademiku w Sosnowcu siedzi Konrad i Tymczas. Siedzą do siebie plecami, każdy ma przy ścianie biurko i coś stuka na własnym laptopie. Na każdym biurku kubek herbaty. Pokój w nieładzie, łóżka niepościelone. Rozlega się pukanie do drzwi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KONRAD: Proszę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Do pokoju wchodzi Marysia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MARYSIA: Cześć!&lt;br /&gt;KONRAD: Heja!&lt;br /&gt;TYMCZAS: Cześć!&lt;br /&gt;MARYSIA: Mogę wam zadać osobiste pytanie?&lt;br /&gt;TYMCZAS: Osobiste? To ja nie odpowiadam bez mojego adwokata.&lt;br /&gt;KONRAD: Jako twój adwokat radzę ci...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Konrad i Tymczas wybuchają kolejnymi salwami gromkiego śmiechu uderzając przy tym czołami w blaty biurek. Marysia stoi na środku pokoju zakłopotana.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew wszelkim podejrzeniom, powyższy wpis nie ma na celu kompromitacji Marysi, a zobrazowanie, jak zachowują się w towarzystwie ludzie, którzy przeczytali za dużo tych samych książek i obejrzeli za dużo tych samych filmów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-2061124407067980008?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/2061124407067980008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=2061124407067980008' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2061124407067980008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2061124407067980008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/03/jako-twoj-adwokat.html' title='Jako twój adwokat...'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-8072868064342491285</id><published>2009-03-31T10:56:00.002+02:00</published><updated>2009-03-31T10:59:31.566+02:00</updated><title type='text'>Łaskawe</title><content type='html'>Notka już gotowa, loguję się na blog, a tu widzę dzisiejszy komentarz od Mietka pod poprzednim wpisem. Tak, zająłem się magistrem i nie mam zbyt wiele czasu na to. Ale jakaś notka chodziła za mną od dłuższego czasu. Wczoraj w nocy już wiedziałem co to będzie. Bardzo proszę. Smacznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tuż obok prowadzono następną grupę; napotkałem wzrok pięknej, młodej dziewczyny, prawie nagiej, lecz nadal pełnej elegancji, spokojnej, jej oczy wypełniał bezbrzeżny smutek. Odszedłem na bok. Gdy wróciłem, jeszcze żył, leżała na boku, kula przeszyła ją na wylot i wyszła pod piersią. Dziewczyna rzęziła, zastygła w bezruchu, jej ładne usta drżały, jak gdyby chciała coś powiedzieć, nie odrywała ode mnie wielkich, zdziwionych oczu, pełnych niedowierzania, oczu zranionego ptaka, i to spojrzenie wbiło się we mnie, rozpruło mi brzuch, wysypała się ze mnie strużka trocin, stałem się zwyczajną kukłą i nie czułem nic, a jednocześnie pragnąłem z całego serca pochylić się i zetrzeć ziemię i pot z jej czoła, pogładzić ją po policzku, powiedzieć, że już dobrze, że teraz będzie lepiej, a zamiast tego konwulsyjnie strzeliłem jej prosto w głowę, w sumie na jedno wyszło, w każdym razie dla niej na pewno, bo mnie na myśl o tym bezsensownym ludzkim marnotrawstwie, ogarnęła wielka, przesadna wściekłość; strzelałem nieprzerwanie, aż jej głowa pękła jak owoc, a wtedy moja ramię wyrwało się z ciała i rzuciło na oślep przez wąwóz, strzelając na wszystkie strony; pobiegłem za nim, machając drugim ramieniem, krzyczałem, żeby zaczekało, ale nic z tego, ono robiło mi na złość, samo dobijało rannych, beze mnie, wreszcie zabrakło mi tchu, stanąłem i się rozpłakałem. Teraz, myślałem, teraz to już koniec, ramię nigdy nie wróci, lecz ku mojemu zaskoczeniu, ono znów było częścią mojego ciała, było na miejscu, solidnie przytwierdzone do obojczyka, a Häfner podszedł do mnie i powiedział: 'W porządku Obersturmführer. Zmieniam pana'."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jonathan Littell &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Łaskawe&lt;/span&gt;, s. 140&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-8072868064342491285?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/8072868064342491285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=8072868064342491285' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/8072868064342491285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/8072868064342491285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/03/askawe.html' title='Łaskawe'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-977393000506790613</id><published>2009-03-11T15:30:00.003+01:00</published><updated>2009-03-11T15:49:08.210+01:00</updated><title type='text'>Jeszcze raz na ludowo</title><content type='html'>Przypomniała mi się dzisiaj jedna bułgarska pieśń ludowa, śpiewana głównie w Macedonii, ale znana w całym kraju. Tylko żeby nie było niedomówień - Macedonia to nie państwo, tylko kraina geograficzna. Obecna Była Jugosłowiańska Republika Macedonii (tak się to państwo nazywa na arenie międzynarodowej), w skrócie FYROM, obejmuje jedynie Macedonię Wardarską. Macedonia Egejska leży na północy Grecji, a Macedonia Pirińska we wschodniej Bułgarii. Inna sprawa, że Bułgarzy nie uznają języka macedońskiego, bo to tylko dialekt bułgarskiego (patrząc na to obiektywnie - coś jest na rzeczy). A do tego w całym kraju powszechnie śpiewa się macedońskie pieśni ludowe. Jak na przykład tę (tytuł &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Назад, назад моме Калино)&lt;/span&gt;:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Назад, назад, моме Калино,&lt;br /&gt;не оди подир мене,&lt;br /&gt;че у нази имам юбава жена&lt;br /&gt;со две дребни дечиня.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ке се престорам на църна чума,&lt;br /&gt;жена ке умарам, дечиня ке гледам,&lt;br /&gt;вечно твоя ке бида.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jest ostatnia zwrotka, więc postaram się streścić poprzednie. Chodzi w sumie o to, że facet nie chce, żeby dziewczyna (Kalina) do niego przyszła. Niespełniona miłość i takie śmoje boje. Najpierw jej mówi, że między nimi jest wysoki las. Ona na to, że zmieni się w ptaka, przefrunie ten las i mimo wszystko dotrze do niego. W drugiej zwrotce motyw się powtarza, ale z morzem. Ona mówi, że zamieni się w rybę i ono morze przepłynie. Cyrki zaczynają się w ostatniej zwrotce. Pokuszę się o jakieś luźne tłumaczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odejdź, odejdź, Kalino&lt;br /&gt;Nie przychodź do mnie&lt;br /&gt;Bo u siebie mam piękną żonę&lt;br /&gt;Z dwójką malutkich dzieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamienię się w czarną dżumę&lt;br /&gt;Żonę ci zabiję, dzieci ci wychowam&lt;br /&gt;Wiecznie będę twoja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość to straszna rzecz. Zwłaszcza nieodwzajemniona. Ale ja nie o tym. Chodziło mi głównie o małe porównanie z polskimi pieśniami ludowymi. Co prawda nie znam się na nich zbyt dobrze, ale nie słyszałem jeszcze nigdy takiej, w której byłby motyw morderstwa z miłości. Tylko, że szła Halinka po wodę, spotkała Janka, poszli na siano i wszystko ładnie pięknie. Chyba bardziej do mnie przemawia bułgarska pieśń ludowa. Zdaje się być bliżej prawdziwego życia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-977393000506790613?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/977393000506790613/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=977393000506790613' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/977393000506790613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/977393000506790613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/03/jeszcze-raz-na-ludowo.html' title='Jeszcze raz na ludowo'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-3320467555711295192</id><published>2009-03-09T19:20:00.004+01:00</published><updated>2009-03-10T11:36:04.299+01:00</updated><title type='text'>War saw - Piła wojenna</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;3,5,0,1,2,5, Go!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Joy Division - Warsaw&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czwartek i piątek byłem w Warszawie na konferencji. Obserwacje:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Konferencje to nic strasznego. Jeśli tylko ktoś nie boi się występować publicznie, nie będzie miał z nimi problemu. Przy okazji można się czegoś dowiedzieć i poznać ciekawych ludzi. Ale w sumie to takie kółko wzajemnej adoracji. Poza tym, byłem tam z zupełnie innej bajki. Wszyscy gadali o politologii, etnologii, kulturoznawstwie i historii. A ja o literaturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Warszawa nie jest w cale taka brzydka jak pamiętałem. Ostatni raz na Starym Mieście byłem chyba w 1999 roku. 10 lat temu. Kilka lat temu zdarzyło mi się być w stolicy, ale szwędałem się głównie w okolicach Śródmieścia. Teraz zawitałem na Krakowskie Przedmieście, Plac Zamkowy, pl. Piłsudskiego. Nie wygląda źle - wszystko jest odnowione, graffiti nie rzuca się w oczy (a chyba w ogóle go tam nie ma) i całkiem miła atmosfera unosi się w powietrzu. Warszawa nie jest taka zła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- PKP idzie do przodu. Nie dość, że z Bukowna do Warszawy jest bezpośredni pociąg, to jeszcze w wagonach są kontakty, żeby można było sobie laptopa podładować. A w drodze powrotnej okazało się, że ulubioną rozrywką pasażerów PKP InterCity jest oglądanie filmów na laptopach. Robi to co druga osoba w przedziale.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-3320467555711295192?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/3320467555711295192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=3320467555711295192' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/3320467555711295192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/3320467555711295192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/03/war-saw-pia-wojenna.html' title='War saw - Piła wojenna'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-2096980800723856006</id><published>2009-02-27T20:51:00.002+01:00</published><updated>2009-02-27T20:58:36.547+01:00</updated><title type='text'>Raz na ludowo</title><content type='html'>Przeżyłem dzisiaj coś pięknego. Ale nie o to teraz chodzi. Kidy wracałem do akademika zdałem sobie sprawę, dlaczego podobają mi się bułgarskie pieśni ludowe. Powód jest prosty - mnóstwo w nich wątków picie po stracie ukochanej. Niżej tekst nie ludowy, ale prawie. No i nie ma nic o piciu. Kapela Балканджи. Kapela, z którą związane jest wiele wspomnień (zwłaszcza lato 2006). Dzisiaj te wspomnienia powróciły z siłą... nawet nie mam porównania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Звездице моя,&lt;br /&gt;в сън намери ме, до тебе пусни ме...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;В миг на видение&lt;br /&gt;От теб заслепение&lt;br /&gt;да видя пътя&lt;br /&gt;към туй що желая.&lt;br /&gt;В миг на видение&lt;br /&gt;от теб заслепение&lt;br /&gt;да видя пътя,&lt;br /&gt;пътя към тебе...звездице!&lt;br /&gt; (Балканджи - Звездице)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; [Bałkandżi - Gwiazdeczko]&lt;br /&gt;Gwiazdeczko moja,&lt;br /&gt;we śnie odnajdź mnie, puść mnie do siebie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W chwili przejrzenia&lt;br /&gt;Zaślepiony przez Ciebie&lt;br /&gt;Żebym zobaczył drogę&lt;br /&gt;Do tego, czego chcę.&lt;br /&gt;W chwili przejrzenia&lt;br /&gt;Zaślepiony przez Ciebie&lt;br /&gt;Żebym zobaczył drogę,&lt;br /&gt;Drogę do Ciebie... Gwiazdeczko!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, po polsku nie brzmi nawet dobrze. Pretensjonalnie, grafomańsko, fatalnie. Ale w tym momencie to najlepsza piosenka, którą mogę opisać swój nastrój. Ale po bułgarsku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-2096980800723856006?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/2096980800723856006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=2096980800723856006' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2096980800723856006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2096980800723856006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/02/raz-na-ludowo.html' title='Raz na ludowo'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-4703141804187642688</id><published>2009-02-25T21:31:00.002+01:00</published><updated>2009-02-25T22:14:37.593+01:00</updated><title type='text'>BG - Baldurs Gate</title><content type='html'>Było po czesku, to musi być i po bułgarsku. Tym razem jednak dopiszę tłumaczenia. Własne, nie zawsze piękne, ale starające się jak najdokładniej oddać myśl autora (gorzej z formą).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Пари, пари ще наброя&lt;br /&gt;Чуден свят ще си създам&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Парите движат любовта&lt;br /&gt;Парите ще спасят света&lt;br /&gt; (Остава - Парите)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; [Ostawa - Pieniądze]&lt;br /&gt;Pieniądze, pieniądze uzbieram&lt;br /&gt;Piękny świat sobie stworzę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pieniądze napędzają miłość&lt;br /&gt;Pieniądze zbawią świat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Пропих се, щото някаква си кучка&lt;br /&gt;ме чупи и сега не знам си кво.&lt;br /&gt;Седя си сам, рева и слушам Моцарт&lt;br /&gt;и вените си режа със стъкло...&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;А бях глупак и мислех че успеха&lt;br /&gt;е моята единствена съдба.&lt;br /&gt;Сега със кръв оцапах всички дрехи&lt;br /&gt;и Моцарт ми звучи като пръдня.&lt;br /&gt; (Хиподил - Моцарт)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; [Hipodil - Mozart]&lt;br /&gt;Spiłem się jak jakiś kundel&lt;br /&gt;gryzie mnie coś i teraz nie wiem co.&lt;br /&gt;Siedzę sam, płacze i słucham Mozarta&lt;br /&gt;i żyły sobie tnę szkłem...&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;Byłem głupi i myślałem, że sukces&lt;br /&gt;jest moim jedynym przeznaczeniem.&lt;br /&gt;Teraz krwią poplamiłem wszystkie ciuchy&lt;br /&gt;a Mozart mi brzmi jak pierdzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Триумф на злата вест -&lt;br /&gt;Хиподил - в студио!&lt;br /&gt;Слепите - оглушават,&lt;br /&gt;Глухите - ослепяват,&lt;br /&gt;Сакатите- умират,&lt;br /&gt;На останалите им&lt;br /&gt;миришат краката!&lt;br /&gt; (Хиподил - Триумф на злата вест)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; [Hipodil - Triumf złej nowiny]&lt;br /&gt;Triumf złej nowiny - &lt;br /&gt;Hipodil - w studiu!&lt;br /&gt;Ślepi - głuchną,&lt;br /&gt;Głusi - ślepną,&lt;br /&gt;Kulawi - umierają,&lt;br /&gt;A pozostałym&lt;br /&gt;śmierdzą nogi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Балканците са хора, които имат почти сходни езици, но никога не се разбират.&lt;br /&gt; (Мартин Карбовски - Тайгърланд)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; [Martin Karbowski - Tigerland]&lt;br /&gt;Bałkańczycy to ludzie, który mają prawie identyczne języki, ale nigdy się nie rozumieją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Всъщност всеки мъж е усещал това водно съвкупление с природата, отбивайки колата край пътя. Зад храстите или върху девствено белия сняг, върху който дори можеш да изрисуваш нещо в стил късен Пикасо.&lt;br /&gt; (Георги Господинов - Естесствен роман)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; [Georgi Gospodinow - Powieść naturalna]&lt;br /&gt;W rzeczywistości każdy mężczyzna doświadczył kiedyś tego wodnego pojednania z przyrodą, zatrzymując samochód gdzieś przy drodze. W krzakach albo na nieskazitelnie białym śniegu, na którym nawet można narysować coś w stylu późnego Picassa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Довчера имаше всичко, широк апартамент в един от хубавите квартали на града, телефон, две котки, сравнително добра работа, 2-3 приятелски семейства, с които се виждаха често. Пропусна жена си. Макар в последните няколко месеца с нея да общуваха само пред гостите, тя беше онази сила, която държеше дома в приличен вид. Спокойствие, в което той трябваше да търси единствено време за писане. Всичко това се беше срутило за няколко дни. Рушенето всъщност тръгваше поне от година по-рано, но и двамата си затваряха очите с някакво мазохистично удоволствие. Стана и извади от сака пакет цигари от неприкосновения си запас. Снощи бяха изпушили всичко. На 30 години никак не му се започваше отначало. Да започнеш отначало. Най-тъпият израз, добър за второстепенни романи и касови филми. Да обърнеш гръб на всичко. Да се изправиш, след като си паднал. Воля за ново начало. Глупости.&lt;br /&gt;Откъде? Какво начало изобщо. Да се върне пет години назад. Не, пет бяха прекалено малко. Десет, петнайсет... Всичко е започнало много по-рано.&lt;br /&gt;Наближаваше обед. Имаше няколко варианта. Да зареже всичко и да избяга в друг град, а ако успее - в друга държава. Да се обеси на казанчето в кенефа. Да събере всичките си пари, да си купи 5 стека цигари и още толкова бутилки ракия, да се затвори в стаята и да чака да пукне. Да слезе долу и да си вземе сандвич с двойно кафе.&lt;br /&gt;След 15 минути реши да започне с последното.&lt;br /&gt; (Георги Господинов - Естесствен роман)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; [Georgi Gospodinow - Powieść naturalna]&lt;br /&gt;Do wczoraj jeszcze miał wszystko, przestronne mieszkanie w jednej z lepszych dzielnic miasta, telefon, dwa koty, stosunkowo dobrą pracę, 2-3 zaprzyjaźnione rodziny, z którymi spotykał się z żoną dość często. Opuścił swoją żonę. Mimo, iż w ciągu ostatnich miesięcy rozmawiali ze sobą tylko przy gościach, to właśnie ona była tą siłą sprawczą, która utrzymywała dom w przyzwoitym stanie. Spokój, w którym on musiał już tylko znaleźć sobie czas na pisanie. Rozpad zaczął się po prawdzie przynajmniej rok wcześniej, ale oboje udawali, że go nie zauważają doświadczając jakiejś masochistycznej przyjemności. Wstał i wyciągnął z worka paczkę papierosów ze swoich żelaznych zapasów. Wczoraj wypalili wszystko. Przez 30 lat nijak nie chciało mu się zaczynać od początku. Zacząć od początku. Najgłupszy zwrot na świecie, dobry do kiepskich powieści i filmów klasy B. Odwrócić się plecami do wszystkiego. Wstać, po tym jak się upadło. Idiotyzm. Skąd zacząć? Jaki w ogóle początek? Żaby tak się cofnąć o jakieś pięć lat. Nie, pięć to za mało. Dziesięć, piętnaście… To wszystko zaczęło się dużo wcześniej. Zbliżało się południe. Miał kilka opcji. Rzucić to wszystko i uciec do innego miasta, albo jak się uda – do innego kraju. Powiesić się na rezerwuarze w kiblu. Zebrać wszystkie swoje pieniądze, kupić 5 kartonów papierosów i jeszcze raz tyle butelek rakii, zamknąć się w pokoju i czekać aż sczeźnie. Zejść na dół, kupić kanapkę i podwójną kawę.&lt;br /&gt;Po 15 minutach namysłu postanowił zacząć od tego ostatniego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Тежко, тежко! Вино дайте!&lt;br /&gt;Пиян дано аз забравя&lt;br /&gt;туй, що, глупци, вий не знайте&lt;br /&gt;позор ли е или слава!&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;Ще да пия на пук врагу,&lt;br /&gt;на пук и вам, патриоти,&lt;br /&gt;аз вече нямам мило, драго,&lt;br /&gt;а вий... вий сте идиоти!&lt;br /&gt; (Христо Ботев - В механата)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; [Hristo Botew - W karczmie]&lt;br /&gt;Ciężko, ciężko! Wina dajcie!&lt;br /&gt;Obym pijany zapomniał&lt;br /&gt;to, o czym, głupcy, wy nie wiecie&lt;br /&gt;czy jest hańbą czy chwałą!&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;Będę pił na pohybel wrogu,&lt;br /&gt;Na pohybel i wam, patrioci,&lt;br /&gt;nie mam już nic miłego, drogiego,&lt;br /&gt;a wy... wy jesteście idioci!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-4703141804187642688?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/4703141804187642688/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=4703141804187642688' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4703141804187642688'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4703141804187642688'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/02/bg-baldurs-gate.html' title='BG - Baldurs Gate'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-4056233381287486956</id><published>2009-02-24T22:23:00.006+01:00</published><updated>2009-02-25T00:15:25.209+01:00</updated><title type='text'>Bůh je, anebo Bůh není?</title><content type='html'>Widziałem dzisiaj &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Braci Karamazow&lt;/span&gt; Petra Zelenki. Dobry film. Zwłaszcza polecam scenę wywiadu z Dostojewskim po słoweńsku oraz rozmowę Iwana Karamazowa z diabłem. Od paru dni noszę się ze zrobieniem notki z czeskich tekstów, które uważam za ciekawe. Głównie Jarka Nohavicy. Dzisiaj w kinie do tego ostatecznie dojrzałem. Nie mam zamiaru niczego tłumaczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale dokud se zpívá ještě se neumřelo.&lt;br /&gt; (Nohavica - Dokud se zpívá)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jdou po mně jdou jdou jdou&lt;br /&gt;na nočních stolcích mají fotku mou&lt;br /&gt;kdyby mě klofly jó byl by ring&lt;br /&gt;být pod pantoflí je hůř než v Sing-Sing&lt;br /&gt; (Nohavica - Jdou po mně jdou)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sláva&lt;br /&gt;cukr a káva&lt;br /&gt;a půl litru becherovky&lt;br /&gt;hurá&lt;br /&gt;půjč mi bůra&lt;br /&gt;útrata dnes dělá čtyři stovky&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Všechny cukrářky z celé republiky&lt;br /&gt;na něho dělají slaďounké cukrbliky&lt;br /&gt;a on jim za odměnu zpívá zas a znovu&lt;br /&gt;tuhletu Cukrářskou bossanovu&lt;br /&gt; (Nohavica - Cukrářská bossanova)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nechej vodu vodou&lt;br /&gt;jen ať si klidně teče&lt;br /&gt;chápej že touha je touha&lt;br /&gt;a čas se pomalu vleče&lt;br /&gt;cigareta hasne&lt;br /&gt;káva stydne&lt;br /&gt;krev se pění&lt;br /&gt;hmm hmm&lt;br /&gt;bylo by to krásné&lt;br /&gt;kdyby srdce bylo klidné&lt;br /&gt;ale ono není &lt;br /&gt; (Nohavica - Zatímco se koupeš)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Až budu starým mužem&lt;br /&gt;budu černý oblek mít&lt;br /&gt;a šedou vázanku&lt;br /&gt;až budu starým mužem&lt;br /&gt;budu místo vody pít&lt;br /&gt;lahodné víno ze džbánku&lt;br /&gt;koupím si pergamen&lt;br /&gt;a štětec a tuš&lt;br /&gt;a budu mlčet jako mlčí&lt;br /&gt;ti kdo vědí už&lt;br /&gt;starý muž&lt;br /&gt;starý muž&lt;br /&gt; (Nohavica - Starý muž)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pane můj na výsostech pane nejvyšší&lt;br /&gt;pane můj copak nevidíš a neslyšíš&lt;br /&gt;pane můj mrtvý bože můj&lt;br /&gt; (Nohavica -   Litanie u konce století)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mému žalu na světě není rovno&lt;br /&gt;vy jste tím vinna Naděždo Ivanovno&lt;br /&gt;vy jste tím vinna až mě zítra najdou&lt;br /&gt;s dírou ve spánku&lt;br /&gt; (Nohavica - Petěrburg)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sahám si na zápěstí a venku už je zítra&lt;br /&gt;hodiny odbíjejí signály Dobrého jitra&lt;br /&gt;jsem napůl bdělý a napůl ještě v noční pauze&lt;br /&gt;měl bych se smát ale mám úsměv Mikymauze&lt;br /&gt;lásku bych zrušil&lt;br /&gt; (Nohavica - Mikymauz)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Až obuju si rano černe papirove boty&lt;br /&gt;až i moja stara pochopi že nejdu do roboty&lt;br /&gt;kdybych co chtěl dělal všechno malo platne&lt;br /&gt;mohlo to byt horši nebylo to špatne&lt;br /&gt;až to se mnu sekne&lt;br /&gt;kdybych co chtěl dělal všechno malo platne&lt;br /&gt;mohlo to byt horši nebylo to špatne&lt;br /&gt;(Nohavica - Až to se mnu sekne)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po starých kopcích zas chladný vítr vál&lt;br /&gt;Zrodil novou epopej a píseň katedrál&lt;br /&gt;Na vlnách fantazie hlasy znějí v moll&lt;br /&gt;A slova chorálů tě nesou na vrchol&lt;br /&gt;Povadlé růže a kříže podél cest&lt;br /&gt;A bledý oblak kouře z vypálených měst&lt;br /&gt;Exustio Domine pravil Torkemáda&lt;br /&gt;A jeho kočár smrti zase jede tmou&lt;br /&gt; (XIII Století - Fatherland)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teď povedem svatou válku&lt;br /&gt;Přichází noc venku je úplněk&lt;br /&gt;Pokolení šesté matky&lt;br /&gt;Šestá dcera která zplodí stín&lt;br /&gt;Spolu povedem svatou válku&lt;br /&gt;Se mnou zemřeš ale budeš žít&lt;br /&gt;Tvůj anděl létá v oblacích&lt;br /&gt;Země černých kozlů&lt;br /&gt;Vítá duši tvou&lt;br /&gt; (XIII Století - Svatá válka)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-4056233381287486956?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/4056233381287486956/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=4056233381287486956' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4056233381287486956'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4056233381287486956'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/02/cesky.html' title='Bůh je, anebo Bůh není?'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-1551972971061435382</id><published>2009-02-22T00:25:00.001+01:00</published><updated>2009-02-22T00:26:15.139+01:00</updated><title type='text'>Wpis spontaniczny</title><content type='html'>Ona ma wszystkie moje byłe, mojego najlepszego przyjaciela i mojego współlokatora. Jestem przerażony.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-1551972971061435382?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/1551972971061435382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=1551972971061435382' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1551972971061435382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1551972971061435382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/02/wpis-spontaniczny.html' title='Wpis spontaniczny'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-8506496635910053369</id><published>2009-02-20T12:44:00.001+01:00</published><updated>2009-02-24T23:20:44.968+01:00</updated><title type='text'>Obserwacje</title><content type='html'>Obserwacje poczynione w Hiszpanii (w Katalonii właściwie, bo nie należy zapominać, że każdy hiszpański region ma sporą autonomię – w tym własny parlament).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Głęboki lokalny patriotyzm. Katalończycy najpierw określają się Katalończykami właśnie, a dopiero potem Hiszpanami. W metrze barcelońskim napisy mają następujący schemat: „kataloński / hiszpański / angielski”. Ni mniej nie więcej tylko „Katalonia über alles”. Gadacze w metrze (znane w polskiej wersji jako „Następna stacja – Pola Mokotowskie”) też mówią wyłącznie po katalońsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Dowiedziono, że przez &lt;span style="font-style:italic;"&gt;siestę&lt;/span&gt; Hiszpania traci co roku olbrzymie pieniądze, kwoty idące w miliardy euro. W Barcelonie ponoć i tak jest to jedna z krótszych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;siest&lt;/span&gt; w całym kraju. Rozumiem, że ma to sens latem, kiedy po południu robi się nieznośnie gorąco i praca jest w ogóle nie możliwa. Ale w lutym? I tak, chodząc około 15.00 po Barcelonie nie znaleźliśmy ŻADNEGO otwartego hiszpańskiego sklepu. Gdyby nie Pakistańczycy i Filipińczycy to hiszpańska gospodarka już dawno ległaby w gruzach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Nie wiem jak oni to zrobili, że na mecze ligowe przychodzą takie tłumy i to jeszcze pośród nich sporą część stanowią matki z dziećmi. I wszyscy jak jeden mąż kibicują miejscowej drużynie. Kibice jednak rzadko wspierają swoją drużynę na wyjeździe. Ale prawie zawsze stadion jest wypełniony w około 70%. Poza tym organizacja jest dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Na godzinę przed meczem w stronę stadionu zaczynają kursować darmowe autobusy. Hiszpanie grzecznie czekają na swoją kolej, a organizatorzy meczu pilnują, żeby za dużo ludzi do jednego autobusu nie weszło. Za to za chwilę przyjeżdża następny i każdy kibic na pewno zostanie dowieziony na stadion. Pięknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Przynajmniej połowa (jeśli nie więcej) samochodów w Barcelonie jest obita lub porysowana. Czy to tylko lekkie wgniecenia, czy przecięta karoseria, czy stłuczony reflektor. Większość aut ma jakieś uszkodzenia. Niech to świadczy o poziomie hiszpańskich kierowców. Choć w zasadzie nie ma się co dziwić. Powszechnie wiadomo, że im dalej na południe, tym gorsi kierowcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Barcelona jest czyściutka. Co noc w okolicy godziny 2.00 na ulice ruszają tłumy pracowników BCNeta! i myją wszystkie ulic wodą. Dlaczego u nas tak nie można? Oni jakoś postarali się o małe, zwrotne polewaczki, które są w stanie się przecisnąć przez wąskie uliczki dzielnicy Bari Gotic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Jeszcze a propos nocy – w Barcelonie oświetlone nocą są tylko najważniejsze zabytki i (siłą rzeczy) port. Nie rzuciły mi się w oczy żadne neony, reklamy, czy świetliste ozdoby tak popularne w Polsce. Przynajmniej oszczędza się u nich trochę prądu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– W Barcelonie na ulicach nie ma bezpańskich psów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Zapomnij o łacinie Internetu. Wszystko, co wmawiają ci w szkole o tym, że wszędzie dogadasz się po angielsku, to bujda na resorach. Nawet z młodymi Hiszpanami ciężko się porozumieć, a co dopiero ze starszym pokoleniem. Chyba wychodzą z założenia, że skoro mogą się spokojnie po swojemu dogadać z Włochami i Francuzami, to więcej im nie trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Palmy, o ile wyglądają ładnie, dają schronienie najbardziej drażniącym z ptaków – papugom. Skrzeczą tak, że po chwili przyjemnego spaceru człowiekowi zaczyna głowa pękać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Mieszkając w Barcelonie kilka miesięcy, możesz nic nie zobaczyć. System metra jest tak doskonale zorganizowany, że dojeżdża prawie w każdy punkt miasta. Możesz przejechać je całe wzdłuż i wszerz nie wychodząc spod ziemi. Mają dziewięć nitek, a budują dziesiątą. Porównajcie z Warszawą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Pierwszy raz widziałem kilkudniowy niedopałek po blancie na ulicy. Najwięcej ich jest na terenie uniwersytetu. Ponoć w słoneczny dzień, nie trzeba wcale palić, żeby poczuć działanie THC. Opary, które unoszą się nad całym campusem doskonale dają sobie radę z twoją głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Straż Miejska się nie czepia pierdół. Niby na ulicy spożywać nie wolno, ale póki nie robisz burd, to oni też nie zwracają uwagi na ciebie. Podobnie jest ze światłami. Hiszpanie nagminnie przechodzą na czerwonym, jeśli nic nie jedzie. A sam byłem świadkiem, kiedy dwóch strażników miejskich czekało na zielone na przejściu, a para Hiszpanów jak gdyby nigdy nic przeszła obok nich na czerwonym. A strażnicy co? Nic. Dalej czekali na zielone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ceny benzyny na stacjach benzynowych są podawane do 3 miejsca po przecinku. Czemu? W końcu wiem. Bo jak się tankuje po naście czy dzieścia litrów, to ta trzecia cyferka po przecinku się przydaje. Wiadomo ile masz zapłacić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-8506496635910053369?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/8506496635910053369/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=8506496635910053369' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/8506496635910053369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/8506496635910053369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/02/obserwacje.html' title='Obserwacje'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-2513852118217826422</id><published>2009-02-18T23:50:00.004+01:00</published><updated>2009-02-19T14:29:48.157+01:00</updated><title type='text'>Pueblo</title><content type='html'>Wróciłem. Jestem znów na swoim pueblo. W tydzień zdążyłem pojechać na drugi koniec Europy i wrócić do domu. Piękne to jest. Świat zrobił się mały jak pomarańcza, a ktoś jeszcze obiera go ze skórki.&lt;br /&gt;O ironio! Więcej czasu zajęło mi dotarcie na lotnisko, a potem z lotniska do domu, niż pokonanie ponad 2000 kilometrów do Barcelony. Kochane PKP. Martin Lechowicz się kłania.&lt;br /&gt;Swoją drogą miałem bardzo ciekawego współpasażera w drodze na lotnisko. Znaczy dwóch, bo oczywiście wszędzie podróżowałem z bratem, który jest współpasażerem niezmiernie ciekawym. Za to jechał z nami też młody twórca polskiej fantastyki Jakub Ćwiek. Jego opis podróży macie &lt;a href="http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/2009/02/16/hi-23-6/"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Jedna rzecz - podróż i ten wpis dopełniły mojego obrazu o tym człowieku. Więcej pisać nie będę, bo nie jest wart uwagi nawet tak marnego bloga jak mój.&lt;br /&gt;Zacząłem pisać dziennik. Nie skończyłem. Za dużo się działo, a ja miałem za mało wolnego czasu, żeby się nim zająć. Poniżej publikuję to co udało mi się zapisać. Wyciąłem wszystkie rzeczy związane z poprzednim akapitem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10022009-2312&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zepsułem brulion. Piszę od jego końca, żeby zupełnie nie zerwać przedniej okładki. Pociągiem oczywiście trzęsie, piszę krzywo. Siedzimy z Szymkiem sami w przedziale. Każdy z nas słucha innej muzyki. Ja Anathemy. Szym czyta polisę ubezpieczenia studenckiego.&lt;br /&gt; – Patrz, w Euro fundowali trumnę i opłacali pobyt jednego członka rodziny, który przyjechał po zwłoki, a tu masz tylko sprowadzenie zwłok do kraju.&lt;br /&gt; – Jebane PKP.&lt;br /&gt; – Co?&lt;br /&gt; – Stoimy.&lt;br /&gt; – Stacja.&lt;br /&gt; – Co? Już Mysłowice?&lt;br /&gt; – Nie wiem. Tam jest napisane ”Żydzew”.&lt;br /&gt; Każda podróż musi zacząć się od małego kroku. Tak Rzymianie mawiali. Wyjście z domu. Pożegnanie z domownikami. Ostatnie skinienie ręką. A potem? Pusty dworzec w Jaworznie o jedenastej w nocy i perspektywa spędzenia w pociągu następnych siedmiu godzin. Nawet nie czuję się jakbym jechał na drugi koniec Europy. Chyba faktycznie świat się skurczył. Wydaje mi się, jakby nasza podróż miała skończyć się w Poznaniu. A zaraz za rogatkami Poznania była Barcelona. Bo po prawdzie, to prawie tak jest. Dłużej będziemy jechać pociągiem do Poznania, niż stamtąd do Barcelony. Taki teleport.&lt;br /&gt; – Słuchaj tego! Polisa nie obejmuje obrażeń doznanych na skutek inwazji wojsk obcego państwa, niezależnie od tego, czy wojna została wypowiedziana czy nie. Musisz sobie to przeczytać. Kupa śmiechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10022009-2332&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojeżdżamy do Katowic. Piękna noc. Widać Gwiazdy.&lt;br /&gt; – Compensa nie zwraca kosztów poniesionych na zakup środków antykoncepcyjnych. A wiesz, że złamanie kręgosłupa w odcinku szyjnym to tylko 40% trwałego uszczerbku na zdrowiu?&lt;br /&gt; Wiozę w prezencie dla kumpla na Erazmusie książkę Zafona &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cień Wiatru&lt;/span&gt;. Cała akcja rozgrywa się w Barcelonie w latach 40tych. A on właśnie w Barcelonie studiuje. Specjalnie właśnie tę wiozę mu w prezencie. Ale dopiero teraz do mnie dotarło, że sam czytałem tę książkę będąc na Erazmusie (tyle że w Bułgarii). Zafon pisze erazmusowe książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11022009-0919 – Poznań Ławica&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; – Prawo do wysrania się w ludzkich warunkach powinno być zapisane w konstytucji.&lt;br /&gt; Poranek w Poznaniu upłynął na poszukiwaniach kibla na dworcu Poznań Główny. W końcu kawa przyspiesza pewne czynności fizjologiczne. Baliśmy się jaka będzie paczka dla Ani. Matka Kuby wcisnęła nam prawie 5 kilo (głównie jedzenia – ktoś gotów pomyśleć, że tam głodują). Ale kamień spadł mi z serca, kiedy zobaczyłem Asię (siostrę bliźniaczkę Ani) tylko z torebką. Trochę kosmetyków, dwie gazety. Luksus. Nie musimy się już obawiać pokrzywionych kręgosłupów.&lt;br /&gt; Latanie samolotem zasadniczo ogranicza się do czekania. Najpierw na odprawę, potem na kontrolę paszportów i bagażu, a potem na wejście na pokład. Potem czekasz na start, potem na lądowanie i potem znowu na odprawę. I tak w koło Macieju.&lt;br /&gt; Trochę opornie idzie mi to czekanie. Jestem zmęczony po nocy w pociągu i pieką mnie oczy. Szym zabija czas robiąc mi zdjęcia. Nieźle się uzupełniamy. Ja robię reportaż, on fotoreportaż. Choć na razie to tylko sprawdza aparat pożyczony od sąsiadów. Czekamy dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11022009-1114 – Gdzieś w niemieckiej przestrzeni powietrznej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Trzeszczy mi w uszach. Chyba jedyna rzecz, która przeszkadza mi w lataniu. Mam prawie non-stop zatkane uszy. Żeby jeszcze widoki były fajne. A tak, Szym leci pierwszy raz i jedyne co widzi pod nami to chmury. Całe morze chmur. Morze… Chyba zaczynam rozumieć określenie „statek powietrzny”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12022009-1226 – Barcelona, przy ul. Portal Nou&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Temat pracy magisterskiej Julki – &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Skateborderzy w Barcelonie na tle prawa&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt; Dydmen gra w klocki, które przywiózł mu Szym. Wczoraj zrobiliśmy polską enklawę w Barcelonie. Eloy (czy jak się pisze jego imię – hiszpański współlokator) był znowu wściekły, że nic nie rozumie. Przypałętał się jeszcze Brandon – nowozelandzki couchsurfer. Wieczorem jeszcze był spacerek po Barcy. Ramble, pomnik Kolumba. Dodupcamy na Monjuic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13022009-1301 – Barcelona&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; – What was your name again?&lt;br /&gt; – Szymon.&lt;br /&gt; – Are you jewish?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nie mam kiedy pisać. Ciągle coś robimy. Wczoraj wdrapaliśmy się na twierdzę Monjiuc i w końcu zobaczyliśmy prawdziwe „lufos”. Muzeum bardzo lekko pół-średnie i jeszcze o mało nas nie zamknęli w środku (chyba to lubią). Cmentarz, po którym skakali Ania z Kubą faktycznie wygląda jak osiedle na Niepodległości. Nawet antena jest. Takie przeciwieństwo Osiedla Młodych (w Olkuszu). Osiedle Umarłych. Teraz czekamy, aż nasi gospodarze wrócą z zajęć. Dzisiaj uderzamy na Tibidabo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tutaj dziennik się kończy. To właściwie tylko zapis drogi do Barcelony. Resztę napiszę przy odrobinie wolnego czasu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-2513852118217826422?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/2513852118217826422/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=2513852118217826422' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2513852118217826422'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2513852118217826422'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/02/pueblo.html' title='Pueblo'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-6285531120095049615</id><published>2009-02-05T14:42:00.006+01:00</published><updated>2009-02-06T11:28:43.596+01:00</updated><title type='text'>Intertext</title><content type='html'>Daruję sobie chyba pisanie własnych tekstów. Po cholerę? Przecież (jak powszechnie wiadomo) wszystko już było. Chyba ograniczę się tylko do co ciekawszych cytatów, bo zaczyna mi się to podobać. Taka forma patchworku, jakiś obrazek posklejany z różnych mniejszych czy większych łatek. A jednak razem dają one zupełnie nową jakość. W końcu ma być Intertekstualność. Chyba Tuli napisała taką książkę - z samych cytatów. Wiem, że Gospodinow w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Estestwen Roman&lt;/span&gt; chciał napisać książkę z samych początków różnych tekstów.&lt;br /&gt;  Gdyby jeszcze coś ciekawego się ze mną działo, to bym się zabrał za pisanie dziennika. Na razie nic się nie dzieje, więc zostają cytaty. Ale 10. lutego zaczynam podróż do Katalonii, więc może wtedy forma dziennika będzie miała większy sens.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Całkiem niedawno jadłem kolację w Sztokholmie w gronie znajomych akademików. Towarzystwo było międzynarodowe i wielojęzyczne. W pewnym momencie moja przyjaciółka, Brazylijka wykładająca w Szwecji niemiecką filozofię, nachyliła się do filozofa angielskiego wykładającego w Nowym Jorku filozofię francuską i powiedziała: »Jeśli chcesz, żebyśmy zostali przyjaciółmi, musisz czytać Pessoę«. Nie znałem kontekstu ich rozmowy, zrozumiałem jednak od razu, co chciała powiedzieć: przyjaźnie definiują się poprzez te same przeczytane książki, poprzez podobną wrażliwość wpisaną w literaturę.”&lt;br /&gt;(s. 52)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Chlew także należy do naszego domu, nie tylko salon. Opowieści z salonu są – jak wiemy od Chamforta, Balzaka, Prousta, Jamesa – pouczające. Kto jednak nie był nigdy w chlewie (takim śmierdzącym, brudnym, zaświnionym), opowieści tych naprawdę nie pojmie, albowiem życie ludzkie nie ogranicza się jedynie do gładkich sal salonu.”&lt;br /&gt;(s. 53)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Życie na miarę literatury oznacza też, że literatura pozwala poszerzać nasze rozumienie świata, innych ludzi, pozwala przejąć się losem słabszych i podziwiać mocniejszych. Pozwala dostrzec inne światy i innych ludzi w tych światach, do których częstokroć bronimy sobie dostępu. Kto nie płakał, gdy umierał Nereczek, nie zapłacze już nigdy. Kto nie płynął z Marlowem w dół Konga, nie zrozumie nigdy przerażenia obcością. Kto nie stawał z Rastignakiem nad dachami Paryża, nie wie, czym jest resentyment. Lista jest nieskończona i każdy uzupełnia ją po swojemu.”&lt;br /&gt;(s. 53)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powyższe trzy cytaty pochodzą z artykułu Michała Pawła Markowskiego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Życie na miarę literatury&lt;/span&gt;, opublikowanym w „Tygodniku Powszechnym”, nr 1-2/2009, strony 52-53.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Bój o wzg[órze] 295 trwał do godz. 4.30, kiedy to po walce wręcz nieprzyjaciel zdobył wzgórze. Tak o końcowych walkach pisał mjr Arnold Jaworski: »schodząc ze wzgórza, dowódca batalionu polecił adiutantowi kpt. R. Neumanowi i dowódcy kompanii ckm kpt. Moreniowi bronić wzgórza w miarę możności do nadejścia odwodu brygady. […] Obrońcy posługiwali się tylko karabinami i granatami ręcznymi, natomiast nieprzyjaciel, który liczebnie przewyższał obrońców przynajmniej pięciokrotnie, działał wyłącznie przy pomocy pistoletów maszynowych i rkm, co dawało mu olbrzymią przewagę ogniową. Kpt. Moreń […] został zabity serią z pistoletu maszynowego z odległości kilku kroków. W następnej jednak chwili Niemiec ów został zabity ze zwykłego pistoletu przez adiutanta batalionu. […] Szef kompanii karabinów maszynowych II batalionu – starszy sierżant – otoczony przez Niemców, sam jeden bronił się przez kilkanaście godzin, siedząc w szczelinie skalnej, aż został odbity przez żołnierzy IV batalionu.«”&lt;br /&gt;(Zbigniew Wawer: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Decydująca bitwa o Narwik&lt;/span&gt;. W: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gen. Zygmunt Bogusz-Szyszko i walki o Narwik&lt;/span&gt;. Cykl „Rzeczpospolitej” „Batalie i wodzowie wszechczasów”, nr. 54, 24 stycznia 2009, s. 13)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „To Montgomery był winien wyznaczenia miejsca desantu »o jeden most za daleko«, wysłania najpierw brytyjskiej dywizji, a potem polskiej brygady w teren wprost najeżony hitlerowskimi lufami, z rozpoznaniem i logistyką niewartymi funta kłaków. I co robi potem wielki bohater Monty? Oto zwala winę za krwawą jatkę na polskiego generała Stanisława Sosabowskiego. Krzywdę naszego bohaterskiego dowódcy potęgował fakt, że Samodzielna Brygada Spadochronowa nie poleciała – wbrew wcześniejszym uzgodnieniom – do walczącej Warszawy. W powstaniu walczył syn generała, porucznik AK, który w walce stracił wzrok… Najważniejsze, że Monty ocalił swą »sławę żołnierską«.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Maciej Rosalak: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zemsta różowego sweterka&lt;/span&gt;. W: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bernard Law Montgomery pod Alamajn&lt;/span&gt;. Cykl „Rzeczpospolitej” „Batalie i wodzowie wszechczasów”, nr. 55, 31 stycznia 2009, s. 3)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-6285531120095049615?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/6285531120095049615/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=6285531120095049615' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/6285531120095049615'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/6285531120095049615'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/02/intertext.html' title='Intertext'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-7656234951083116353</id><published>2009-02-04T11:38:00.001+01:00</published><updated>2009-02-04T11:40:09.415+01:00</updated><title type='text'>Imperium</title><content type='html'>Żałuję, że wcześniej nie sięgnąłem po Kapuścińskiego. Zrobiłem to dopiero teraz i to jeszcze w celach naukowych. Ale faktycznie, jest to kawał dobrej literatury. Nawet, jeśli (ponoć) wszędzie wpycha on natrętnie swoją lewicową ideologię. Osobiście tego nie zauważyłem. Może dlatego, że na razie przeczytałem tylko &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Imperium&lt;/span&gt;. W najbliższym czasie muszę nadrobić braki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Światu grożą trzy plagi, trzy zarazy.&lt;br /&gt;Pierwsza – to plaga nacjonalizmu.&lt;br /&gt;Druga – to plaga rasizmu.&lt;br /&gt;Trzecia – to plaga religijnego fanatyzmu.&lt;br /&gt;Te trzy plagi mają tę samą cechą, wspólny mianownik – jest nim agresywna, wszechwładna, totalna irracjonalność. Do umysłu porażonego jedną z tych plag nie sposób dotrzeć. W takiej głowie pali się święty stos, który tylko czeka na ofiary. Wszelka próba spokojnej rozmowy będzie mijać się z celem. Nie o rozmowę mu chodzi, tylko o deklarację. Żebyś mu przytaknął, przyznał rację, podpisał akces. Inaczej w jego oczach nie masz znaczenia, nie istniejesz, ponieważ liczysz się tylko jako narzędzie, jako instrument, jako oręż. Nie ma ludzi – jest sprawa.&lt;br /&gt;Umysł tknięty taką zarazą to umysł zamknięty, jednokierunkowy, monotematyczny, obracający się wyłącznie wokół jednego wątku – swojego wroga. Myśl o wrogu żywi nas, pozwala nam istnieć. Dlatego wróg jest zawsze obecny, jest zawsze z nami.”&lt;br /&gt;(I. s. 250.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pisarz rosyjski Jurij Boriew porównał historię ZSRR do jadącego pociągu:&lt;br /&gt;»Pociąg jedzie w świetlaną przyszłość. Prowadzi go Lenin. Nagle – stop, dalej nie ma torów. Lenin wezwał do dodatkowej pracy w soboty, położono szyny i pociąg pojechał dalej. Teraz poprowadził go Stalin. Znów skończyła się droga. Stalin kazał rozstrzelać połowę konduktorów i pasażerów, pasażerów resztę zmusił do kładzenia nowych torów. Pociąg ruszył. Stalina zastąpił Chruszczow, a kiedy skończyły się szyny, polecił rozbierać te, po których pociąg już przejechał, i układać je przed parowozem. Chruszczowa zamienił Breżniew. Kiedy znowu skończył się tor, Breżniew decyduje się zasłonić okna i tak kołysać wagonami, żeby pasażerowie myśleli, iż pociąg jedzie dalej.«&lt;br /&gt;(J. Boriew – „Staliniada”).”&lt;br /&gt;(I. s. 307)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obydwa cytaty pochodzą z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Imperium&lt;/span&gt; Ryszarda Kapuścińskiego (Czytelnik, Warszawa 1993).&lt;br /&gt;A jeszcze a propos tego ostatniego cytatu, przypomniał mi się pewien kawał z czasów Polski Ludowej.&lt;br /&gt;„Za Bieruta było jak w tramwaju – jeden prowadzi, niektórzy wiszą, a inni siedzą.&lt;br /&gt;Za Gomułki było jak w autobusie – jeden prowadzi, niektórzy siedzą, ale wszyscy się trzęsą.&lt;br /&gt;A za Gierka było jak w samolocie – niby komfort, a jednak rzygać się chce.”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-7656234951083116353?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/7656234951083116353/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=7656234951083116353' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/7656234951083116353'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/7656234951083116353'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/02/imperium.html' title='Imperium'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-9181670256316617595</id><published>2009-01-29T01:10:00.000+01:00</published><updated>2009-01-29T01:11:18.519+01:00</updated><title type='text'>Wprawka literacka nr 1</title><content type='html'>Katharsis przyszło nagle. Bez ostrzeżenia. Niespodziewanie. W chwili, kiedy to sobie uświadomiłem, zrozumiałem, co mieli na myśli Grecy. To istotnie było oczyszczenie. Brutalne i pełne bólu, ale zostawiające po sobie tylko spokój i harmonię.&lt;br /&gt; Zaczęło się normalnie. Budzik. Śniadanie. Praca. Telefony. Maile. Pisma. Papiery. Spotkanie. Koniec pracy. Kawa w Filharmonii.&lt;br /&gt; Rano nigdy nie mam czasu na gazetę. Zawsze po pracy idę na kawę do Filharmonii, do centrum Miasta. Tam sobie robię przegląd prasy. To taka przystań przed powrotem do domu, w którym czeka na mnie tylko kot.&lt;br /&gt; Jasiek przyniósł mi kawę. O tej porze zazwyczaj nie rozmawiamy, najwyżej po prasówce. Przeglądałem strony z wiadomościami ekonomicznymi, gdy nagle ta myśl spadła na mnie jak osiemnastotonowy odważnik na kojota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; (Nawiasem mówiąc, Kojot zawsze wydawał mi się najbardziej tragiczną postacią w kreskówkach. Nigdy nic mu nie wychodziło. Zawsze jakoś mi go było żal. Odkąd ojciec kupił mi w podstawówce koszulkę z Kojotem (nie pytajcie, jak, bo nie wiem) zaczęli za mną wołać „Kojot”. Albo „Willie” czy w polskiej wersji „Wiluś”. Tak już mi zostało.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Zapomniałem Jej nazwiska. Panieńskiego nazwiska mojej byłej żony. Zamarłem z filiżanką w połowie drogi ze spodka do ust i z ręką w połowie przewracania strony. Pusta. Żadnego śladu. Jaka była pierwsza litera? R? T? Ona była –ska czy –icz? A może jeszcze inaczej? Nie wiem gdzie szukać. Nie pamiętam. Żadnych śladów. Żadnych skojarzeń.&lt;br /&gt; I teraz, po uderzeniu odważnika, nastał spokój. Błogi, niczym nie zmącony spokój wolnego człowieka. Człowieka, którego właśnie opuściły demony przeszłości, żale i smutki.&lt;br /&gt; Całkowicie odprężony opadłem na fotel, wciąż z filiżanką w ręce.&lt;br /&gt; Nareszcie. Poczułem, że już więcej mi się nie przyśni ten dzień, kiedy Ona odeszła. Nie przyśni mi się Jej twarz, ani ten dzień, kiedy powiedziała, że jest w ciąży z innym.&lt;br /&gt; Poczułem się wolny. Pamiętałem Jej imię, Jej pseudonimy i przezwiska począwszy od przedszkola, ale za nic nie mogłem sobie przypomnieć jej nazwiska.&lt;br /&gt; Tak, teraz nareszcie mogłem zacząć od nowa, jakkolwiek głupio to brzmi. Bo żeby naprawdę zacząć od początku, musiałbym cofnąć czas o jakieś dziesięć lat. Może nawet piętnaście. Ale teraz przynajmniej wiem, że w chwili uniesienia, nie nazwę Innej Nią. Mogę całkowicie oddać się Innej i budować od początku, na placu, z którego właśnie usunąłem ostatnie gruzy poprzedniego domu.&lt;br /&gt; Dobrze, że mnie Jasiek nie widzi. Wyglądam pewnie jak kretyn. Wyłożony w fotelu, filiżanka zimnej już kawy w prawej ręce, a na twarzy głupkowaty uśmiech. Jeszcze gotów pomyśleć, że coś paliłem.&lt;br /&gt; Po chwili dochodzę do siebie. Dopijam kawę, chowam gazetę do teczki i odnoszę filiżankę Jaśkowi na bar. Krótkie „do jutra” i wychodzę.&lt;br /&gt; Na progu (może to od kontaktu z mroźnym, styczniowym powietrzem) mój mózg zaczyna pracować inaczej.&lt;br /&gt; Surowicz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-9181670256316617595?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/9181670256316617595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=9181670256316617595' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/9181670256316617595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/9181670256316617595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/01/wprawka-literacka-nr-1.html' title='Wprawka literacka nr 1'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-3833297149308173302</id><published>2009-01-22T11:55:00.002+01:00</published><updated>2009-01-22T12:20:59.424+01:00</updated><title type='text'>Potęga smaku</title><content type='html'>Ten tytuł to wiersz Herberta. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Potęga smaku&lt;/span&gt;. Piękny, chociaż mówi zwłaszcza o komunie. Ale (jak większość tekstów Herberta) można go przenieść na wyższą płaszczyznę abstrakcji. Staje się wtedy uniwersalnym tekstem o samodzielnym myśleniu i podchodzeniu z dystansem do wszystkiego, co chcą nam inni wcisnąć (nie ważne kim by ci inni byli). Bo najważniejsze, to mieć poczucie smaku, gustu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tak więc, estetyka może być pomocna w życiu&lt;br /&gt;Nie należy zaniedbywać nauki o pięknie"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ten cały wstęp o wzniosłych wartościach i innych takich wprowadza nas w sprawę dość błahą. Pory roku w kontekście estetyki.&lt;br /&gt;Większość ludzi kocha wiosnę i lato (ew. złotą polską jesień). Wciąż nie mogę się nadziwić, dlaczego, jak tylko spadnie śnieg, ludzie zaczynają chodzić przygnębieni, przybici. Niektórzy się zachowują tak, jakby ktoś ich oszukał w interesach czy umarł im ktoś z bliskich. Ale czemu? Dobra, rozumiem kierowców i służby drogowe, bo jednym ciężko się jeździ, a drudzy (z wielką niechęcią) muszą wziąć się do pracy. Ale reszta?&lt;br /&gt;Przecież zima to najbardziej estetyczna pora roku. Wszystko przykryte jest białym kobiercem śniegu. Maskuje on niedoskonałości na ziemi. Taki makijaż. Do tego dzieci mają mnóstwo zabawy ze śniegiem. Poza tym, kiedy przychodzi zima, liczba chorych na grypy, anginy i inne świństwa spada radykalnie. Czemu? Bo zarazki zdychają na mrozie i nie ma kto nas zarażać. Do tego, jak idą mrozy, to sami ubieramy się cieplej, więc automatycznie trudniej nam zachorować.&lt;br /&gt;A z drugiej strony, przychodnie lekarskie przeżywają oblężenie wiosną. A, bo przecież tak ciepło, to mogę się już tak grubo nie ubierać. Wystarczy jeden cieplejszy dzień i przeziębienie murowane. Do tego śnieg zaczyna topnieć i:&lt;br /&gt;a) chodniki zamieniają się w bagna, jak żywcem wyjęte z trzeciej bitwy pod Ypres. Po śniegu przejdziesz suchą nogą, a teraz nie licz na to, że będziesz mieć suche spodnie.&lt;br /&gt;b) gołoledź jeszcze gorsza niż przy ciągłych mrozach. Bo za dnia wszystko topnieje, wylewa się na chodniki i ulice, a nocą zamarza. Potłuczone auta oraz kości ogonowe to drobiazgi przy takiej pogodzie. Zazwyczaj kończy się dużo gorzej.&lt;br /&gt;c) znika cała estetyka. Bo jak inaczej to nazwać? Biały kubraczek się topi, a spod niego wyłazi wiosna w postaci psiego gówna, które zima starała się skrzętnie zasłonić. Wiosna kocha psie gówno.&lt;br /&gt;Zatem wiosna skrupulatnie niszczy wszystko, co zima starała się stworzyć przez te kilka miesięcy swojego panowania. A lato... szkoda gadać. Bo o ile wiosna, kiedy raz rozkwitnie, bywa całkiem przyjemna, to lato w ogóle nie wie co to jest piękno.&lt;br /&gt;Zazwyczaj przedstawia się pory roku jako kobiety. Jeśli zima to skrupulatna, piękna dziewczyna, która jest świadoma tego, co dzieje się wokół niej i wie czego chce; jeśli wiosna to dzierlatka, trochę głupiutka, ale mimo wszystko dość ładna; to lato musi być wiejską dziewuchą, o czerwonej twarzy, która uwielbia stylistykę odpustu.&lt;br /&gt;Lato to - spoceni ludzie, śmierdzący w autobusie; śmierdzące nogi; bandy ćwierćmózgich turystów; gówniarzeria na wakacjach i upał, którego nie da się znieść. Najchętniej bym się co roku w czerwcu hibernował i budził się we wrześniu.&lt;br /&gt;A do takich oto estetycznych rozważań nad porami roku skłoniła mnie odwilż, która ostatnio zawitała do naszego pięknego kraju nad Wisłą. Już na chodnikach jest błoto, psie gówno leży wszędzie, a wokół roztacza się ten drażniący zapach topniejącego śniegu. Mam tylko nadzieję, że wiosna nie nadejdzie zbyt szybko, a ja zdążę się jeszcze nacieszyć wspaniałymi zaspami i białym puchem spadającym z nieba.&lt;br /&gt;Samolubna świnia ze mnie? Może. Ale chciałbym jeszcze zaspokoić swoją potrzebę przeżyć estetycznych związanych z tegoroczną zimą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-3833297149308173302?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/3833297149308173302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=3833297149308173302' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/3833297149308173302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/3833297149308173302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/01/potga-smaku.html' title='Potęga smaku'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-1082577317121610730</id><published>2009-01-12T01:19:00.003+01:00</published><updated>2009-01-12T01:46:16.190+01:00</updated><title type='text'>Cytaty</title><content type='html'>"Kładę się z powrotem i usiłuje sobie wymyślić stosowne przyzwoite słowo na wyrażenie moich uczuć. Jeszcze się jednak do końca nie obudziłem. Przychodzi mi do głowy tylko 'kurwa'. Ojciec mówi, że myśląc ich kategoriami, poddajemy się wewnętrznie. Może właśnie dlatego mnie mianowali dowódcą drużyny. Może także dlatego mam sraczkę: jestem zbrukany wewnętrznie."&lt;br /&gt;WKJN, s. 20&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jesteśmy dobrzy w rozwiązywaniu testów, krzyżówek, gramy w brydża, w szachy i inne gry, czytamy bez opamiętania - i już nam się wydaje, że jesteśmy Bóg wie czym. Jak na to spojrzeć obiektywnie to mądre są takie głupki jak Love i Ware. Oni pozostają przy życiu. To się nazywa inteligencja!"&lt;br /&gt;WKJN, s. 30.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Po rozgrywce karty wracają do mnie. [...] Lewa górna kieszeń bluzy polowej pęka mi w szwach od tych kart, wyglądam jak jakaś jednostronna Mae West. Może kiedyś utkwi mi w tym miejscu kawałek szrapnela i rozdania brydżowe uratują mi życie, tak jak to zwykle czyli Biblia dla pobożnych protestantów. Wolałbym być zbawiony przez dobrą kartę niż przez palec Boży."&lt;br /&gt;WKJN, s. 67-68.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Przekazuję butelkę Mundy'emu. Mundy rozdaje salami. Każdemu po plasterku, jak przy komunii - hostia z płatków salami. Krew przemieniona w sznapsa."&lt;br /&gt;WKJN, s. 177.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Matka założył mu turnikiet, używając w tym celu pasa z inskrypcją 'Gott mit uns'. Nawet jeżeli Gott rzeczywiście jest z nimi, to dzisiaj zrobił sobie wolne."&lt;br /&gt;WKJN, s. 203.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Byłoby dla mnie - dla nas wszystkich - o wiele lepiej, gdybyśmy mogli dać sobie nawzajem pociechę i oparcie, którego tak potrzebujemy, ale młodzi mężczyźni nie potrafią dzielić wielkich emocji. Chyba między innymi dlatego na świecie stale wybuchają wojny."&lt;br /&gt;WKJN, s. 213.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Fakt, że człowiek musi się od czasu do czasu wysikać, bardzo skutecznie przywraca mu poczucie realizmu."&lt;br /&gt;WKJN, s. 217.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Pamiętaj chłopcze, że człowiek rozumny zawsze woli stać na uboczu, gdyż świat znacznie lepiej widać, kiedy samemu jest się skrytym w mroku."&lt;br /&gt;PiK, s. 180.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Człowiek przypomina wiejski dom. [...] Musisz w nim przemieszkać najmniej rok, zanim poznasz, czy dokonałeś dobrego zakupu. Jaki jest latem, a jaki zimą, czy nie przecieka w czasie burzy, czy nie zajmie się natychmiast ogniem, gdy zaprószysz iskrę... I tak dalej, i tak dalej."&lt;br /&gt;PiK, s. 189.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Da się stworzyć post z samych cytatów.&lt;br /&gt;Powyższe pochodzą z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;W księżycową jasną noc&lt;/span&gt; (WKJN) Williama Whartona (tłum.: Jolanta Kozak, Rebis, Poznań 2008) oraz z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Płomień i krzyż&lt;/span&gt; T1 (PiK) Jacka Piekary (Fabryka Słów, Lublin 2008).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-1082577317121610730?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/1082577317121610730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=1082577317121610730' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1082577317121610730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1082577317121610730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/01/cytaty.html' title='Cytaty'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-485799113666759155</id><published>2009-01-10T13:27:00.003+01:00</published><updated>2009-01-10T13:45:02.451+01:00</updated><title type='text'>IRONia</title><content type='html'>Skończyłem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;W księżycowa jasną noc&lt;/span&gt;. Po raz czwarty o ile mnie pamięć nie myli. Dopiero teraz zauważyłem zdanie, które mógłbym włączyć w zbiór życiowych sentencji. Bo pasuje nie tylko do zimy 1944/45, ale też na wszystkie czasy ludzkości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Błagam Cię, Boże, daj mi przez to wszystko przebrnąć tak, żebym się za bardzo nie zeszmacił."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma się co łudzić - czysty i niewinny nikt z nas nie będzie. Wszyscy się ubrudzimy, ulegniemy skażeniu. Ale jakoś też wolałbym być wśród tych, co się za bardzo nie zeszmacili. Zwłaszcza, że ostatnio staje się to dość trudne, a ja lubię wyzwania (tak, tak samo jak Grimlock).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero w ciągu ostatnich dni zacząłem zauważać wszechogarniającą ironię. Ona atakuje mnie ze wszystkich stron. Nie żebym narzekał - bardzo lubię ironię. Ale jakoś do tej pory nie była ona aż tak wyraźna. Teraz dopiero ją dostrzegam. Może po prostu do niej dorosłem?&lt;br /&gt;Niedawno otworzyli w Sosnowcu Smile Shop (dopalacze i "legalne" narkotyki jakby ktoś nie wiedział). Sklep mieści się w samym centrum miasta, przy tzw. Patelni. Czy tylko przypadkiem, w tej samej bramie, znajduje się centrum medycyny alternatywnej "Klinika duszy i ciała"?&lt;br /&gt;Kupiłem sobie pod choinkę prezent - książkę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;W księżycową jasną noc&lt;/span&gt;. Akcja toczy się w Ardenach zimą 1944/45 w okolicy Bożego Narodzenia. Kupić sobie na Gwiazdkę książkę o Gwiazdce sprzed 64 lat?&lt;br /&gt;Pracuję w barze, ale chodzenie po knajpach jest raczej na końcu mojej listy wypełniania czasu wolnego. Pracuję z ludźmi, chociaż uważam ich (w tym i siebie oczywiście) za najgłupszy gatunek na tej planecie. A mimo wszystko ta praca mi się podoba. Jak to możliwe?&lt;br /&gt;Zadurzam się w dziewczynie, którą dwa razy puściłem kantem i która mieszka 300 kilometrów stąd. Głupie nie?&lt;br /&gt;Ogólnie rzecz biorąc, zupełnie inaczej patrzę na ironię odkąd przeczytałem White'a. Facet trafił z objaśnieniem ironii w samo sedno. Metaforycznie, ale chyba właśnie dlatego tak często posługujemy się metaforami. Są trafniejsze niż zwykłe sformułowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ironia to deszcz na pikniku meteorologów."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy wolnej chwili muszę wrócić do czytania mistrza ironii - Eco. Nie doczytałem do końca drugiego tomu "Zapisków na pudełku od zapałek". Należy te braki nadrobić jak najszybciej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-485799113666759155?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/485799113666759155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=485799113666759155' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/485799113666759155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/485799113666759155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2009/01/ironia.html' title='IRONia'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-1380542650055565986</id><published>2008-12-19T13:14:00.004+01:00</published><updated>2008-12-19T13:43:06.744+01:00</updated><title type='text'>A midnight clear</title><content type='html'>Było o muzyce, to będzie jeszcze o książkach. Dukaj już był, ale teraz czas trochę się wywnętrznić.&lt;br /&gt;W kwestii muzyki ciężko mi określić coś ulubionego. Ulubionego wykonawcę, płytę, gatunek muzyczny. Nie potrafię nic takiego wskazać. Ale z literaturą jest inaczej. Dużo inaczej. Wprost potrafię wskazać ulubioną książkę (z ulubionym pisarzem już gorzej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;William Wharton &lt;span style="font-style: italic;"&gt;A midnight clear &lt;/span&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W księżycową jasną noc&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trafia do mnie, bo jest w niej wszystko, co jest mi bliskie, czym się interesuję.&lt;br /&gt;II wojna światowa. Pewien amerykański porucznik dostaje rozkaz sformowania plutonu zwiadowczo-rozpoznawczego. Trafia jednak do niego tylko pierwszy człon tej nazwy - inteligence. Zatem bardzo rozgarnięty pan porucznik zaczął grzebać w dokumentach dywizji i wynalazł 24 najinteligentniejszych ludzi w całej jednostce. Średnia IQ plutonu wynosiła ok. 150.&lt;br /&gt;Książka zaczyna się, kiedy z 24 zostaje ich tylko 6. Posłali ich na zwiad w Zagłębiu Saary. Stany straciły 18 przyszłych naukowców, prawników i mężów stanu. Armia zyskała kilka jardów terenu. Oczywiście armia uważa, że zrobiła doskonały interes.&lt;br /&gt;Tych pozostałych sześciu dostaje zadanie - na tydzień zamelinować się w opuszczonym pałacyku i obserwować ruchy wroga. Ardeny, rok 1944, grudzień. Nikomu się już nie chce walczyć, intelektualistom już zupełnie. I nagle dostają przydział do pałacu. Żyć nie umierać.&lt;br /&gt;Głównemu bohaterowi rodzice zrobili dowcip. Nazwisko - Knott. Imię - William. Will Knott - Won't. Wołali tak na niego już od podstawówki. A koledzy z plutonu pokłócili się, czy pisać to z apostrofem czy bez.&lt;br /&gt;Won't ma wieczną sraczkę. Za każdym razem kiedy się zdenerwuje, zje coś na szybko, wypije za dużo kawy, dostaje rewolucji żołądkowej. Często musi prać "ogólnowojskowe gatki w kolorze khaki". Rozumiem go doskonale.&lt;br /&gt;Chłopaki ze zwiadu czytają książki. Żeby szło szybciej mają opracowany system jednocesnego czytania jednej książki w sześciu. Rozdzierają książkę na 6 części. Ten który czyta najszybciej, dostaje pierwszą część. Przekazuje ją po przeczytaniu drugiemu, a sam bierze drugą część. I tak dalej, aż wszyscy przeczytają lekturę. Książki to oczywiście &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pożegnanie z bronią &lt;/span&gt;oraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na zachodzie bez zmian&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Do tego grają w wolnych chwilach w brydża. Talia z kartonów po racjach żywnościowych byłaby ogromna i nieporęczna, więc wymyślili inny sposób. Rozpisują rozdania na kartonach, każdy dostaje swoją rękę. Licytacja przebiega normalnie, a potem, kiedy dokładają karty, mówią co kładą i skreślają to z kartonu. Czterech gra, dwóch układa rozdania. Wśród układaczy jest Won't oraz "Matka" Wilkins. Matka układa zawsze takie rozdania, że nikt nie jest w stanie zrobić wylicytowanego kontraktu.&lt;br /&gt;Drużyna ma Matkę i Ojca. Matka zawsze zrzędzi, że reszta do brudasy. Nie myją się, nie sprzątają. Sam zaś jest niejako mentorem dla reszty. 26 lat (gdzie inni mają po 19), żonaty. Faktycznie czasami im matkuje. "Ojciec" Mudny to niedoszły ksiądz. Dba o zdrowie duchowe chłopaków. Zabronił im przeklinać i mówić na Niemców "szkopy". Twierdzi, że muszą być elitą armii.&lt;br /&gt;Miły pobyt w pałacu komplikuje się w chwili, kiedy okazuje się, że nie są w lesie sami. Niedaleko stacjonują Niemcy. I co z tym fantem zrobić? Nie będę zdradzał fabuły, ale jest to niewątpliwie doskonała książka na Boże Narodzenie. "Kit le fuj!"&lt;br /&gt;Jak to Whartona, prawie każde zdanie z osobna nadaje się do cytowania. Facet ma dar trafnych spostrzeżeń. Na koniec jedno o majorze Love, który jest przełożonym plutonu zwiadowczo-rozpoznawczego.&lt;br /&gt;Love w cywilu jest grabarzem. Przez całą wojnę zajmuje się tylko jednym - dostarczaniem pracy kolegom po fachu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-1380542650055565986?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/1380542650055565986/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=1380542650055565986' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1380542650055565986'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/1380542650055565986'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/12/midnight-clear.html' title='A midnight clear'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-818634387454129329</id><published>2008-12-12T13:49:00.002+01:00</published><updated>2008-12-12T14:17:58.922+01:00</updated><title type='text'>90's kid</title><content type='html'>Jak powszechnie wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość śmierdzi. Będzie to krótka analiza muzyki (i rzeczy wokół niej), która wpłynęła w moim przekonaniu na moje pokolenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, tylko od czego zacząć? Chyba od czegoś, co było przedmiotem rozmyślań i pietyzmu setek tysięcy nastolatek w latach 90-tych. Wiadomo - samobójstwo Kurta Cobaina. (Na marginesie - czy to nie ciekawe, że w latach 90-tych kultura popularna sprowadzała się głównie do grunge'u?). Nirvany nie lubiłem bardzo długo. Polubiłem ich dopiero, jak dowiedziałem się, że Cobain miał straszne problemy z kichami. Przez to zaczął ćpać, to wpłynęło w dużej mierze na jego teksty. Poza tym, jak powszechnie wiadomo, Cobain samobójstwa nie popełnił - ja go zabiłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Here we are now! Entertain us!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamknijmy grunge i Nirvanę w dwóch teledyskach, które w dzieciństwie śniły mi się po nocach.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=SK7Ai9dWrRQ"&gt;Nirvana - Heart shaped box&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=qiSkyEyBczU"&gt;Soundgarden - Black hole sun&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oba były straszne i oba utkwiły w moich dawnych wspomnieniach z dzieciństwa, kiedy na MTV leciała jeszcze muzyka. Ale ten drugi to moim zdaniem majstersztyk. Sama piosenka jest arcydziełem. Też wciąż czekam na to słońce, które przyjdzie i wszystko pochłonie. Nawet ciężko to wyrazić, ale wystarczy zobaczyć teledysk, żeby zrozumieć o co chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekam wciąż na ostatni dzień i na to co ma nadejść&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to co ma nadejść, nadejdzie jutro we Wrocławiu. Tak, Illusion. Uuu, nie zapomnę min dziewczyn z naszej klasy, kiedy na dyskotece w podstawówce w pewnym momencie zamiast Kelly Family poleciała &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Vendetta&lt;/span&gt; Illusion. My bawiliśmy się świetnie, one trochę gorzej.&lt;br /&gt;Illusion to była kwintesencja dobrej, polskiej muzyki lat 90-tych. Tyle razy słuchałem Illusion 1, że wszystkie teksty znam na pamięć. Zobaczymy co będzie w Breslau. Szkoda tylko, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nóż&lt;/span&gt; mi się tak przejadł. Taka dobra piosenka, a co z nią potrafi zrobić puszczanie przy każdej okazji? Przecież Illusion ma tyle świetnych kawałków, a ludzie się na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nóż&lt;/span&gt; uparli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jocker is funny...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz za Illusion szli Acid Drinkers. Trzy płyty pochłonęły mnie w klasach 5-8. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Infernal Collection&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fishdick&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The State of Mind Report&lt;/span&gt;. I właściwie nie ma nic więcej do dodania. Klasyki. Acidzi skończyli się po odejściu Litzy, reszta to popłuczyny. Titus i Litza to była dusza zespołu. Żadne Olassy go nie zastąpią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... jak tylko kłopoty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i oczywiście cały Kazelot. Znaczy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ostateczny krach systemu korporacji&lt;/span&gt; (6 klasa), &lt;span style="font-style: italic;"&gt;12 groszy &lt;/span&gt;(5 klasa), &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kazik na żywo&lt;/span&gt; (7-8 klasa). Uuu, też się dziewczyny denerwowały jak śpiewało się, że czasem sa upadki i wzloty. To jest już kanon (o ile o kanonie w ogóle można mówić) polskiej muzyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w 8 klasie usłyszałem po raz pierwszy, że można śpiewać po czesku. Najpierw było &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ztraceni v Karpatech &lt;/span&gt;XIII. Stoleti, a potem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Divne stoleti&lt;/span&gt; Jaromira Nohavicy. Przyznaję się bez bicia, jak pierwszy raz to usłyszałem, to sie turlałem ze śmiechu na podłodze. Ale przy drugim przesłuchaniu zaczęło robić się ciekawe. I nawet rozumiałem teksty! (w miarę) Ostatecznie posłało mnie to na slawistykę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni temu wymieniłem telefon. Pobawiłem się trochę muzyką na komputerze i zacząłęm ciąć piosenki na dzwonki. Jako główny wybrałem w końcu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Black hole sun&lt;/span&gt; (aczkolwiek długo zastanawiałem się nad &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sunshine of your love&lt;/span&gt;). Muszę tłumaczyć dlaczego?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-818634387454129329?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/818634387454129329/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=818634387454129329' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/818634387454129329'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/818634387454129329'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/12/90s-kid.html' title='90&apos;s kid'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-519237327118067518</id><published>2008-12-11T10:03:00.002+01:00</published><updated>2008-12-11T10:37:37.011+01:00</updated><title type='text'>B-man</title><content type='html'>Kojarzycie film &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Amelia?&lt;/span&gt; Na pewno. Bardzo podoba mi się przedstawianie w nim ludzi przez to, co lubią, a czego nie lubią. Ale to jednak konkretni ludzie. A czy da się jakąś większą grupę określić w ten sposób? Spróbujmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Barman lubi:&lt;br /&gt; - jak goście odnoszą butelki i szklanki na bar.&lt;br /&gt; - jak goście wychodzą przed godziną zamknięcia.&lt;br /&gt; - jak goście nie sikają na deskę (o zgrozo! robią to głównie panie!)&lt;br /&gt; - stałych klientów.&lt;br /&gt;A ten konkretnie barman lubi jeszcze kota, który szwęda się cały czas w okolicy jego knajpy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Barman nie lubi:&lt;br /&gt; - sprzątania zarzyganego kibla.&lt;br /&gt; - 15 zamówień naraz.&lt;br /&gt; - jak się go pogania.&lt;br /&gt; - jak ludzie zamówią nargilę (popularnie zwaną shishą) i czekają przy barze, bo myślą, że to się robi ot tak, jak drinka.&lt;br /&gt;A ten konkretnie barman nie lubi jeszcze małolatów, którzy chcą się wbić na piwo czy co innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj miałem dwie takie sytuacje. Za pierwszym razem weszło takich czterech. Na pierwszy rzut oka coś było nie tak, bo zamiast jak ludzie usiąść przy stoliku, rozpłaszczyć się i coś zamówić to stali w przejściu i się naradzali. Jak drużyna futbolu amerykańskiego. Po dłuższej chwili dwóch z tych czterech podeszło do baru.&lt;br /&gt;Pierwszy (przepalony marychą czy innym spice'em niczym od lat nie czyszczony komin): Po ile jest duże palenie?&lt;br /&gt;Ja: Słucham? Jakie palenie? Smile Shop jest przy patelni.&lt;br /&gt;Drugi (mniej przepalony, piec nie czyszczony od miesięcy): Ile kosztuje shisha?&lt;br /&gt;Ja: 12 złotych.&lt;br /&gt;Drugi: A jakie są smaki?&lt;br /&gt;Podałem mu grzecznie kartkę, na której jest wypisanych jakieś 30 smaków naszych tytoni do szisz. Temu pierwszemu chyba jeszcze było mało, bo sprawdzał, czy jest coś na drugiej stronie. Ale byłem już pewien, że ci dwaj co nie podeszli do baru są nieletni. A jak byk wisi na drzwiach "WSTĘP OD 18 LAT" (rysunek autorstwa Mietka-Gracza). Drugi podchodzi znowu po dłuższej chwili i mówi, że chce mix owocowy.&lt;br /&gt;Ja: Mhm, oczywiście. Ale jeszcze od wszystkich panów dowody poproszę.&lt;br /&gt;Drugi (wybałuszając oczy): Od wszystkich?!&lt;br /&gt;Ja: Tak. Lokal jest przeznaczony dla osób pełnoletnich. Pełnoletni mogą zostać, a resztę zapraszam po skończeniu 18 lat. (tekst standardowy).&lt;br /&gt;I się zmyli. Tylko potem brat Kudłatego, Adam, rzucił "Uuu, ale ostro".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Notatka na marginesie - Adama, brata Kudłatego, widziałem wczoraj 2 raz w życiu i drugi raz wyszedł z knajpy pijany jak świnia. No, i tak w sumie lepiej niż ostatnio. Kiedy widziałem Adama pierwszy raz, jeden kolega musiał pomagać mu opuścić lokal, bo brat Kudłatego miał problemy z zachowaniem pozycji wertykalnej. Lubię obserwować ludzi.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga sytuacja była jeszcze bardziej drażniąca, bo związana z tłumem. Odsyłam do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czarnych oceanów&lt;/span&gt; Jacka Dukaja, w kwestii niszczycielskich zdolności tłumu.&lt;br /&gt;Wbija mi do lokalu kilkanaście osób. Znam te pyski. Na oko 16-17 lat i chyba juz tu kiedyś byli. Po chwili dociera do mnie, że to te same gówniarze, które zarezerwowały kiedyś stolik na 20 osób. Trzeba wam wiedzieć, że jak w tej knajpie jest 30 osób, to zaczyna się robić tłoczno. Byliśmy więc trochę przerażeni tym tłumem. Ale wszystko załatwiła kontrola dowodów tożsamości. Myślałem, że nie zobaczę ich dopóki nie zaopatrzą się w dowody. A jednak, niektórzy muszą sparzyć się dwa razy, żeby na zimne dmuchał. Jakoś tłumaczyć ich może to, że przyszli z 18letnim Francuzem.&lt;br /&gt;Wchodzą, wpadają za stolik, robi się młyn. Podchodzę, nawet nic nie zdążyłem powiedzieć, jakiś koleś wyskakuje to mnie z dowodem. Ale nie naszym, tylko francuskim właśnie.&lt;br /&gt;Francuz (z akcentem Pascala Brodnickiego): "Jestem Fhancuzem"&lt;br /&gt;Popatrzyłem na dowód, na niego, na laskę, która wyglądała na kogoś kierującego tym całym tałatajstem.&lt;br /&gt;Ja: Ok, great. You can stay, but the rest? Are they 18?&lt;br /&gt;Ja (do laski): Macie państwo dowody?&lt;br /&gt;Laska: No, nie wszyscy mają 18 lat.&lt;br /&gt;Ja: Przepraszam, widzieli państwo kartkę na drzwiach? Lokal jest dla osób pełnoletnich. Kto ma 18 lat może zostać, reszta musi opuścić lokal.&lt;br /&gt;Szmery, szepty, ktoś kopniakiem posłał pufę na jej właściwe miejsce. Wychodzą, zostawiając za sobą smród niedowartościowania i drugiej porażki na tym samym polu.&lt;br /&gt;To całe użeranie się z gówniarzami nawet przyćmiło moje zniesmaczenie z powrotu w nasze gościnne (a jakże) progi młodzieżówki Unii Polityki Realnej. Ci goście ranią moje pozuczie estetyki i działają jak ostrzeżenie. "Nie babraj się w polityce, bo będziesz taki jak oni".&lt;br /&gt;Czyli jednak do czegoś się politycy przydają.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-519237327118067518?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/519237327118067518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=519237327118067518' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/519237327118067518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/519237327118067518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/12/b-man.html' title='B-man'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-9181718705874601843</id><published>2008-11-27T10:03:00.003+01:00</published><updated>2008-11-27T10:38:26.091+01:00</updated><title type='text'>There's a lot of sick people in this town</title><content type='html'>Zaczyna się. Zaczynam się powoli czuć jak bohater piosenek Waitsa. Przychodzą do mnie życiowi wykolejeńcy, nie tylko żeby się napić, ale głównie, żeby mieć do kogo gębę otworzyć. Chociaż nie tylko. Ale różne ludzie się mi przed barem przewijają.&lt;br /&gt;Zaczęło się od dziadka w tramwaju. tak, to nie knajpa, ale dziadek mnie urzekł swoją, okłamującą samego siebie postawą. Dziadek (na oko bezdomny) siedział w tramwaju, który właśnie dojeżdżał do pętli. W pewnym momencie wyciągnął z torby butelkę Starogardzkiej i pociągnął z niej porządnie. Po dłuższej chwili pyta mnie, czy to teraz będzie Dańdówka. Ja mu mówię spokojnie, że Dańdówkę już przegapił, ale tramwaj zaraz zawraca na pętli, więc sobie wróci. On na to (ni z gruchy ni z pietruchy): "Pan oczywiście wie, że nie piję". Popatrzyłem na niego (w moim mniemaniu) badawczo i rzuciłem sarkastycznie: "A w tej butelce po Starogardzkiej to pewnie woda była, nie?". Zaczerwienił się i odwrócił.&lt;br /&gt;Następny był przedstawiciel handlowy Kompanii Piwowarskiej. Przyjechał, jak to ma w zwyczaju, raz na miesiąc, zoostawić jakieś materiały promocyjne i spytać, czy wszystko mamy. Ale jak usłyszał z głośników &lt;span style="font-style: italic;"&gt;When a blindman cries&lt;/span&gt; to zaczęło się. "O, nigdy wcześniej nie słyszałem tutaj Parpli". Następne pół godziny przegadaliśmy o Deep Purple, Black Sabbath, Satrianim i różnych muzycznych perełkach. Ale za Chiny Ludowe nie mam pojęcia jak się koleś nazywa (podpis nieczytelny). Może dlatego spotkanie dwóch muzycznych fanatyków było takie niezwykłe.&lt;br /&gt;A teraz gwóźdź programu - deszczowy pies Adam Polski (pseudonim artystyczny). Przyszedł do mnie przedwczoraj, niedługo przed zamknięciem. Nalana twarz, wielki czerwony nos, biało-czerwona narciarska kurtka, a na ramieniu torba. Jakieś takie groteskowe skrzyżowanie św. Mikołaja (komercyjnego) z Rudolfem, czerwononosym reniferem. Bardzo mu się spodobało, kiedy powiedziałem, że każdy jest poetą, to tylko kwestia okoliczności. Zaczęliśmy gadać. Okazało się, że jest poetą. Wydał nawet jeden tomik własnym sumptem. Człowiek, który założył pierwszą w Polsce firmę windykacyjną (bujda na resorach) i który zastrzelił Miłosza (metaforycznie). Potem wyszło, że jest alkoholikiem. Cóż, wyszło dopiero, jak był w połowie drugiego piwa. Aczkolwiek stwierdził, że czasem pijak jest trzeźwiejszy od niejednego abstynenta. Za to jedno jego zdanie bardzo mi się spodobało. "Kobietę należy zawsze poznawać, rozpoczynając od stóp. Dlaczego? Żeby niczego nie przegapić." Chociaż, jak się teraz zastanawiam, to chyba nie jego (mimo, że przytoczył je podczas naszego spotkania), ale i tak dobre.&lt;br /&gt;To był prawdziwy deszczowy pies. Alkoholik, poeta liryczny, biedny, utrzymujący się ze sprzedaży wkładek do butów. Nawet dostałem jedną parę. Stwierdził, że św. Mikołaj w tym roku się pospieszył. Każde zdanie zaczynał od "Wie pan co, ..."&lt;br /&gt;Reszta przy Adamie Polskim to cieniasy. Chociaż Mariusz to był ciekawy jegomość.&lt;br /&gt;Przyszedł wczoraj, powiedział, że tylko na chwilę. W końcu usiadł przy barze i zamówił setkę. Pociągła twarz, gładko ogolony, wiecznie błądzący wzrok. Każde zdanie zaczynał od 'Tak myślisz..." albo "A wiesz...". W toku rozmowy wyszło, że przyszedł tu tylko po to, żeby z kims pogadać, bo ostatnio nie za bardzo ma z kim. Gównierze od sąsiadów otruli mu psa. Mariusz jest chyba paranoikiem, czy może nawet schizofrenikiem. Twierdzi, że Niemcy chcą rządzić światem. On nie chce mieć z nimi nic do czynienia, on Niemcowi ręki nie poda. Potem wyszło, że gdyby miał dostęp do dobrego "koksu", to cały czas by chodził nagrzany. Kobiety by nigdy nie zgwałcił, ale zlać, owszem, bez problemu.&lt;br /&gt;A wisienką na torcie było wczorajsze zebranie młodzieżówki UPR w Operze. Jak tak na nich patrzyłem, to widziałem tylko jakiś dziwnych kalkulatorków, nerdów, kujonów, ludzi, dla których idealne wymiary kobiety to 1024x768. Kolesia, który (jak się okazało później) był szefem tego zgromadzenia, pytałem o dowód. Rocznik '88. Czyli ma 20 lat, a dalej wygląda jak chłopczyk z liceum, który 25 godzin na dobę siedzi w książkach i przy komputerze. Ale trzeba było zobaczyć, jak takie kalkulatorki się kłócą. Ktoś tam był z zewnątrz, spoza UPR. Skrytykował raz program, to mało kalkulatorki nie wydrapały mu oczu i nie przetrąciły karku laptopami. A jak się poteem dowiedziałem, ten ich szef, któremu sprawdzałem dowód, jak się spije, to chodzi po ulicy szukając pretekstu do bitki i śpiewa "urodzony biaaaaaaałym!" podnosząc rękę w geście pozdrowienia (rzymskiego oczywiście).&lt;br /&gt;Mam co chciałem - życiowych wykolejeńców, czy po prostu nietuzinkowych ludzi przychodzących do mojej knajpy. Mam nadzieję tylko, że zostanie na takkim poziomie, a nie zejdzie jeszcze niżej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-9181718705874601843?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/9181718705874601843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=9181718705874601843' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/9181718705874601843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/9181718705874601843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/11/theres-lot-of-sick-people-in-this-town.html' title='There&apos;s a lot of sick people in this town'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-2800436074397315470</id><published>2008-11-13T10:09:00.005+01:00</published><updated>2008-12-11T10:06:21.389+01:00</updated><title type='text'>Walcz narzędziami</title><content type='html'>Nie myślałem, że biali potrafią zrobić dobry hip-hop. Do tej pory znałem tylko jednego. Nie, to nie Eminem. Bo wierzę, że biały hip-hop jest inny od czarnego. Nie gorszy, nie lepszy, a po prostu inny. Tyle, że do tej pory tylko Everlast potrafił robić biały hip-hop. Eminem cały czas udawał Murzyna, co może i dało mu mnóstwo kasy, ale na pewno nie zyskał w moich oczach. Everlast natomiast nie próbował nigdy przekonywać innych, że ma inny kolor skóry. Wystarczy nawet spojrzeć na jego inne pseudonimy - Mr. White, Whitey Ford.&lt;br /&gt;A teraz usłyszałem coś, co również mogę zakwalifikować jako biały hip-hop. Dobry biały hip-hop. Zespół Flobots nagrał niedawno płytę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fight with tools&lt;/span&gt;. Jak dla mnie cudo i odkrycie roku. Przynajmniej pod względem muzycznym, bo z tekstami często się nie zgadzam.&lt;br /&gt;Najbardziej zaimponowało mi instrumentarium użyte na płycie. Skrzypce, perkusje, gitary elektryczne, gitary klasyczne, trąbki, całe sekcje dęte. Znajdźcie mi kogoś, kto używa tylu instrumentów. I to nie sampli. Nie zapętlonych, dziesięciosekundowych kawałków dłuższych melodii. To jest prawdziwa muzyka! Całe melodie wygrywane na skrzypcach doskonale zgrywają się z melorecytowanymi tekstami. Nadają im tę śpiewność, której hip-hopowi często brakuje. Ostre, gitarowe riffy podkreślają co bardziej agresywne fragmenty. Trąbki wplatają się między skrzypce, żeby jeszcze dodać melodyjności. A na skrzypcach często się gra palcami, a nie smyczkiem.&lt;br /&gt;Cuda się tam dzieją. Ciężko jest pisać o muzyce. Muzykę trzeba usłyszeć. Ale jeśli cokolwiek można powiedzieć o &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fight with tools&lt;/span&gt; to dawno nie słyszałem nic tak odkrywczego. Żaden album hip-hopowy od czasu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ghost Doga&lt;/span&gt; nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Nie słyszałem jeszcze nic tak mieszającego ze sobą tyle różnych instrumentów, ale nie robiąc z tego grochu z kapustą. Tutaj wszystko współgra, tworzy rytm, melodię, piosenki.&lt;br /&gt;Ale szczęśliwi ci, którzy nie rozumieją tekstów. No, dobra, bez przesady. Przecież takie teksty by nie powstały, gdyby nie było na nie zapotrzebowania i gdyby nie było ludzi, którzy chcą ich słuchać. Jakie są te teksty? Jak dla mnie zbyt alternatywne i zbyt lewicowe.&lt;br /&gt;O legalizacji trawy, o zamykaniu Guantanamo, o zabójstwach zleconych przez rząd. Chociaż, niektóre rzeczy są ciekawe. Jak na przykład:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stand up! We shall not be moved!&lt;br /&gt;Except by a child with no socks and shoes...&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Co by nie mówić, takie rzeczy chyba zawsze pozostaną na czasie. Ale całe to obalanie Babilonu, walka z korporacjami i anarchia to już mi się przejadły&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. &lt;/span&gt;Chociaż z drugiej strony miło przekonać się, że są jednak na tym świecie jeszcze ludzie świadomi tego, co się dzieje wokół nich. Ich to interesuje, ich to zajmuje, oni interesują się ludzkością.&lt;br /&gt;Natomiast jedna z piosenek, to prawdziwy majstersztyk. Tak doskonale portretujący ludzkość w kilku wersach jak potrafi tylko prawdziwy poeta. (Zawsze mi się wydawało, że dobry rap czy hip-hop to inny rodzaj poezji śpiewanej.)&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;Piosenka, o której piszę, była przez jakiś czas puszczana w Trójce.&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Handlebars.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wszystko utrzymane w konwencji liryki bezpośredniego zwrotu do odbiorcy. Każda zwrtoka zaczyna się słowami "Look at me, look at me!". W każdej z nich, przez swoje umiejętności, opisani się inni ludzie. Każda smutniejsza od poprzedniej.&lt;br /&gt;Bo pierwsza grupa ludzi umie jeździć na rowerze bez trzymanki. Potrafią rysować komiksy, sa dumni ze swojego kraju i potrafią utrzymać rytm bez metronomu. To artyści, dzieci, robotnicy, młodzież, czy ludzie bez większych problemów życiowych.&lt;br /&gt;Drudzy - naukowcy i biznesmeni. Projektują silniki i komputery potrafiące przetrwać powódź. Mogą przekonać cię do kupienia ich produktu. Rozumieją przyszłość. Prowadzą całe narody za pomocą mikrofonu. Rozszczepiają atomy.&lt;br /&gt;I na koniec politycy. Ich zasięg jest światowy, ich wieża jest bezpieczna. Mogą wysyłać setki ludzi do więzienia, tylko dlatego, że ich nie lubią (chociaż ten tekst wydaje mi się strasznie banalny). Umieją trafić coś przez teleskop, kierować rakietą z satelity. A co najważniejsze, mogą skończyć całą planetę holokaustem.&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;A co jest dla mnie najciekawsze? Że to nie są żadne grupy ludzi. To nie są jacyśtam mistyczni oni. Podmiot liryczny za każdym razem mówi "Ja!", "Patrzcie na mnie!". To wszystko jesteśmy my. Ludzie. Potrafimy jednocześnie jeździć na rowerach bez trzymanki i zniszczyć całą naszą planetę (gdyby ktoś nie wiedział, to tak, mamy taką możliwość gdzieś od lat siedemdziesiątych).&lt;br /&gt;Nadinterpretacja? Może. Ale to co napisałem wyżej to właśnie spotkanie intencji nadawcy i intencji odbiorcy.&lt;br /&gt;I szczerze polecam płytę Flobots&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Fight with tools.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-2800436074397315470?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/2800436074397315470/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=2800436074397315470' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2800436074397315470'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2800436074397315470'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/11/walcz-narzdziami.html' title='Walcz narzędziami'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-547288869902417196</id><published>2008-10-26T18:48:00.004+01:00</published><updated>2008-10-26T19:08:13.085+01:00</updated><title type='text'>Czarny ocean</title><content type='html'>Literatura kłamiąc, mówi prawdę o świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dukaj kłamie. Nie istnieje żaden Nicolas Hunt, nie ma żadnych labów na orbicie, ani jakiś Wojen Ekonomicznych. Nie ma wszczepek, legalnych narkotyków, OVR, Grzybów, Tuluz, Września, Grudnia, Kwietnia, Lipca. Nic z tych rzeczy. A jednak...&lt;br /&gt;A jednak czytając to zastanawiasz się nad tym co cię otacza. Piękne to. Literatura zawsze kłamie. Zawsze tworzy inny świat. Ale w tym świecie przecież w jakimś stopniu odbija się nasz, rzeczywisty świat. Można go obejrzeć z innej perspektywy. Może zobaczyć, co jest z nim nie tak?&lt;br /&gt;Ale do sedna. Dukaj w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czarnych Oceanach&lt;/span&gt; opisuje coś, co nazywa "myślnią". Właściwie nie wiadomo co to jest. Parę razy stosuje się analogię do dziewiętnastowiecznego pojęcia "eteru". "Myślnia" przenosi "psychomemy", czyli pojedyncze myśli, odczucia. "Psychomemy" produkuje każda żywa, świadoma siebie istota. "Psychomemy" krążą po świecie, osadzają się w niektórych miejscach, kumulują się.&lt;br /&gt;Większość ludzi jest dość dobrze chroniona przed obcymi "psychomemami". W toku ewolucji wykształciliśmy rodzaj ściany otaczającej nasze umysły. Żeby nie mieć podwójnej pamięci, żeby nie współodczuwać bólu i cierpienia. Ale czasem ciśnienie "psychomemów" skumulowanych w jednym miejscu jest tak duże, że coś jednak zaczyna do nas przeciekać.&lt;br /&gt;Szpitale, cmentarze, hospicja, więzienia. Całe są nafaszerowane "psychomemami" bólu, cierpienia, smutku. I to nam też się udziela.&lt;br /&gt;Albo odruchy stadne, tak zwany "owczy pęd". Za dużo "psychomemów" wytwarzanych na raz przez zbyt dużą liczbę osób i nam też się udziela to samo zachowanie. Będąc niby sobą, działamy w tłumie jak jeden organizm. Myślimy tymi samymi "psychomemami". Psychologia tłumu.&lt;br /&gt;To wszystko wyjęte żywcem z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czarnych Oceanów&lt;/span&gt; (oczywiście dość spłycone). I co? Nie pasuje do współczesnego świata? Mnie pasuje jak ulał.&lt;br /&gt;Zresztą, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czarne Oceany&lt;/span&gt; pasują mi do naszego świata jeszcze w innej kwestii. Jeden z bohaterów (telepata) spisuje swoje wrażenia po ciągłym kontakcie z cudzymi myślami. Ostatecznie ucieka daleko od wszelkich ludzkich skupisk. Nie może znieść nienawiści, wstydu, bezsilności, zawiści. Nazywa ludzkie myśli właśnie czarnym oceanem. Oceanem nieprzejrzystej czerni.&lt;br /&gt;Coraz częściej myślę tak samo. Człowiek, to jest jednak najgłupsza istota na Ziemi. Czarne są nasze myśli. A nasi bogowie? Głód, Zawiść, Lenistwo (ewentualnie jeszcze Piękno i Zemsta).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, dzisiaj skończyłem czytać &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czarne Oceany&lt;/span&gt;. Tak, jestem pod ich wielkim wrażeniem. Tak, Dukaj to człowiek o niespotykanym umyśle i wyobraźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzy razy TAK.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-547288869902417196?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/547288869902417196/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=547288869902417196' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/547288869902417196'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/547288869902417196'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/10/czarny-ocean.html' title='Czarny ocean'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-416885383743163310</id><published>2008-10-24T08:57:00.004+02:00</published><updated>2008-10-24T09:40:22.622+02:00</updated><title type='text'>OVR</title><content type='html'>Czy wiecie, że człowiek już właściwie nie ewoluuje? Praktycznie od paleolitu istniejemy w prawie niezmienionym kształcie. Zwłaszcza układ pokarmowy mamy taki jak nasi przodkowie w epoce kamienia łupanego.&lt;br /&gt;To wszystko przez cywilizację. Odkąd zaczęliśmy oswajać naturę naszymi wynalazkami, nasze ciała przestały się zmieniać, ewoluować. Bo i nie miały po co. Teraz, do wstępnej obróbki pokarmu, służy nam ogień. Nie musimy mieć niesamowicie sprawnej pamięci, bo mamy pismo. Nie musimy mieć donośnego głosu, bo mamy telefony.&lt;br /&gt;Dlatego też, wielu naukowców skłania się ku teorii, że człowiek teraz będzie ewoluował w stronę rzeczywistości wirtualnej. Niektórzy idą w tym bardzo daleko, twierdząc, że całe nasze ciała zostaną prędzej czy później przeniesione do wnętrza komputerów.&lt;br /&gt;I nie ma się co dziwić. Przecież teraz już właściwie wszystko jest uzależnione od komputerów, procesorów, sieci, a to uzależnienie pogłębia się z dnia na dzień. Ba! To nie tylko urządzenia. Patrzcie na ludzi. Nałogowi internauci. World of Warcraft i inne MMOGi. Sam przecież widzę po sobie, że często wolę pograć na sieci w Call of Duty 4 niż robić coś konstruktywnego.&lt;br /&gt;Rzeczywistość staje się dla ludzi coraz mniej zrozumiała, coraz mniej pojmowalna. A naturalną ludzką reakcją jest odejść od czegoś niezrozumiałego. Uciekamy zatem w VR. Tam przynajmniej zasady są jasne, a i zginąć nie możemy. No, najwyżej z głodu, jeśli się zapomnimy, albo ze starości, jeśli zapomnimy się jeszcze bardziej. Ale to tylko kwestia czasu, zanim zmienimy ciała na zera i jedynki, a wtedy już jesteśmy wręcz nieśmiertelni. Prawie.&lt;br /&gt;Czekam tylko, kiedy na rynku pojawią się wszczepki. Nanomechaniczne nakładki na mózg. Komputer osobisty, telefon i dużo różnych modułów (edytor ruchu, niwelator bólu). Dukaj to jest jednak geniusz. Takie coś wymyślić. Bo mając takie coś w mózgu można być w VR cały czas. Całą wieczność.&lt;br /&gt;Jak nie pasuje ci zapach, to go wycinasz. Tak samo z wydokiem. Możesz sobie zaślepić zmysły i wejść zupełnie w VR. Edytujesz sobie nastrój. Brayshnikow trzyma cię na nogach choćbyś był ledwo żywy.&lt;br /&gt;A najciekawszym pomysłem Dukaja wydaje mi się asystent. Taki jak z pakietu Office. Tyle, że tego ze wszczepki się używa. Można z nim rozmawiać, pytać o rady. Asystentem głównego bohatera jest rogaty diabeł. Książę ciemności wykonuje jego każde życzenie bez mrugnicia okiem. Piękne, mieć diabła na smyczy.&lt;br /&gt;Pełen zaślep.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-416885383743163310?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/416885383743163310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=416885383743163310' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/416885383743163310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/416885383743163310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/10/ovr.html' title='OVR'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-3080309317859426111</id><published>2008-10-20T10:07:00.003+02:00</published><updated>2008-10-20T10:39:04.857+02:00</updated><title type='text'>Kontekst</title><content type='html'>Każdy tekst kultury należy rozpatrywać w kontekście. W kontekście jego powstania, kontekście nowym, w którym go umieścimy, społecznym, politycznym, historycznym, psychologicznym, feministycznym czy jakim się nam żywnie podoba.&lt;br /&gt;Pomyślałem o tym ostatnio, przenosząc szafy po remoncie. Puściliśmy sobie z bratem do pracy płytę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Występ&lt;/span&gt; Kazika Na żywo.&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;Kiedy zaczęła lecieć piosnka &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Łysy jedzie do Moskwy&lt;/span&gt;, spytałem Młodego czy wie o czym jest. Ucieszyło mnie, że wiedział, że to o Oleksym. Zapomniał tylko okoliczności, o których śpiewał Kazik. Ale, że w ogóle wiedział, o którego Łysego chodzi, to już i tak sukces.&lt;br /&gt;Inna bajka, że ta płyta przywołała mnóstwo wspomnień, ukryte gdzieś między zwojami mózgowymi, wyskoczyły nagle jak przysłowiowy Filip. Ale w drugiej strony skłoniła mnie do myślenia o młodych ludziach słuchających Kazika - człowieka, który ma mnóstwo politycznych tekstów, których oni często nie rozumieją.&lt;br /&gt;Piosenka fajna, bo ma przyjemny rytm i skoczną melodię, przy której można się pobawić. Ale prawie do nikogo nie dociera, o co chodzi z "w Soczi to było życie, się piło, się jadło".&lt;br /&gt;Zresztą, z drugiej strony to chyba dobrze. Też się cieszę, że tego nie przeżyłem. Też się cieszę, że jestem dzieckiem lat 90tych. Ale wciąż wydaje mi się, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;historia vitae magistra est&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Oprócz tego, przypomniała mi się jeszcze inna piosenka Kazika, z płyty &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czterdziesty pierwszy&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzisiejszy styl&lt;/span&gt;. Tak trafnej oceny współczesnego społeczeństwa i mody nie słyszałem jeszcze nigdy. Celne i piękne z jednej strony, a z drugiej przerażające, jak ludzie potrafią się zajmować takimi rzeczami. Zajmować, ba! Interesować! Pasjonować! Pasjonować się czymś, co jest ulotne jak babie lato i wręcz nieistotne. "On uszył nową suknię dla Demi Moore". I jeszcze trafniejsza uwaga a propos homoseksualistów.&lt;br /&gt;"Kto nie jest pedałem, ten jest faszystą". Nie ma nic pośrodku. Nie możesz stać obok, nie interesować się ich sprawą. Choćbyś miał to w głębokim poważaniu musisz być po czyjejś stronie. A jeśli nie jesteś po ich stronie, to jesteś faszystą.&lt;br /&gt;Kazik do pewnego stopnia przypomina mi poetów modernistycznych, albo jakichkolwiek wielkich artystów. Geniusz niezrozumiany przez tłum. Albo może po prostu nie zrozumiany do końca, bo jego to jednak trochę rozumieją.&lt;br /&gt;A śpiewak także był sam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A mój kot&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(Powinienem tu robić co jakiś czas taką rubryczkę. "A mój kot". Inspiracja oczywiście w felietonach Jacka Podsiadły z 'Tygodnika Powszechnego")&lt;br /&gt;A mój kot był wczoraj wielce obrażony. Podczas remontu sypialni, materace i pościel z łóżka leżały na jednym stosie w jadalni. Kocica przychodziła tam spać. Jak prawdziwa księżniczka. Dwa materace, dwa komplety pościeli. Ciekawe, czy uwierały ją jakieś ziarnka grochu?&lt;br /&gt;Ale w sobotę remont się skończył, łóżko na powrót zmontowane, a materace wyniesione z jadalni. W niedzielę kocica stanęła w progu jadalni, spojrzała na puste miejsce po materacach, odwróciła się do mnie i miauknęła z wyrzutem. Tak, zabraliśmy jej posłanie. Będzie musiała wrócić do spania na kaloryferze.&lt;br /&gt;Znając podejście kotów do tych spraw, pewnie twierdziła, że wreszcie ujrzeliśmy jej boskość i dlatego zrobiliśmy jej takie wspaniałe posłanie. Całą niedzielę potem siedziała mi na kolanach. Ciekawe, czy był to jej sposób na wyproszenie powrotu posłania? Chociaż wątpię. Koty tego tak nie robią.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-3080309317859426111?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/3080309317859426111/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=3080309317859426111' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/3080309317859426111'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/3080309317859426111'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/10/kontekst.html' title='Kontekst'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-7388303531067086592</id><published>2008-10-15T18:59:00.003+02:00</published><updated>2008-10-16T12:02:44.175+02:00</updated><title type='text'>R U NORMAL?</title><content type='html'>Jak powszechnie wiadomo, w krainie ślepców jednooki jest królem. Zakładając oczywiście, że ślepcy go nie dopadną i nie oślepią, bo takie zachowanie jest dość powszechne wśród ludzi. Ale kto jest królem w krainie wariatów?&lt;br /&gt;Hunter Thompson czuł się otoczony przez świrów. On był jedyny normalny w 1971 w Las Vegas. Nawet, jeśli miał w bagażniku meskalinę, kokainę, trawę, całą galaktykę "uppers, downers, screamers, laughers", tequilę, rum, i skrzynkę piwa. Do pewnego stopnia to właśnie czyniło go bardziej normalnym od reszty społeczeństwa. Resztki wielkiej fali ruchu hipisowskiego, która załamała się gdzieś pod koniec lat 60tych.&lt;br /&gt;Ale wracając do współczesności, to kto tu jest normalny? Wykładowcy? Pracownicy fizyczni? Menele z mojej dzielnicy? Dzieci z elitarnych szkół? Ciche myszki z mojego akademika? Katapulty? My?&lt;br /&gt;Pierwsza zasada Tymczasa głosi, że normalność (podobnie jak ruch i czas) jest pojęciem względnym. Normalne jest wszystko to, z czym się utożsamiamy, co sami bysmy zrobili. Nienormalne jest to, co nas odrzuca, czego sami byśmy nigdy nie uczynili. Imperatyw kategoryczny Kanta? Trochę. Horyzont moralny Taylora? Po części. Inspiracja einsteinowską względnością czasu? Jak najbardziej.&lt;br /&gt;Dwóch młodych ludzi, prace magisterskie na karku, możliwa perspektywa doktoratu. Co robią? Oglądają kreskówki, grają na konsoli, a piorąc skarpetki rozmawiają o śmierci postmodernizmu. Podług powszechnych standardów nie jesteśmy normalni. Mnie to akurat zbytnio nie przeszkadza. Nie jesteśmy osobami publicznymi. Opinia publiczna może się od nas odchrzanić. Najwyżej przykleją nam etykietki dziwaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał.&lt;br /&gt;Wrogów poszukam sobie sam.&lt;br /&gt;Dlaczego, kurwa mać, bez przerwy&lt;br /&gt;Poucza ktoś, w co wierzyć mam?&lt;br /&gt;(Garczarek)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Normalny człowiek, robi co mu się żywnie podoba. Normalny człowiek zna zasady posługiwania się wolnością. Wie, że wolno mu wszystko, dopóki nie narusza wolności innych ludzi. Ma prawo do dobrej zabawy i niepoprawnych myśli. Wolno mu bronić swoich poglądów.&lt;br /&gt;Normalny człowiek, ma bronić swojej rasy przed najeźdźcami. Ma być zawsze czujny, wobec wrogich nacji. Ma tropić żydowski spisek wszędzie, gdzie tylko może. Ma publikować w internecie listy czerwonych. Ma bić geja, bo to zboczuch i zniszczy nas piękny, heteroseksualny kraj.&lt;br /&gt;Normalny człowiek nosi tęczowe szaliki. Normalny człowiek popiera małżeństwa osób tej samej płci. Normalny człowiek chce legalizacji marihuany. Normalny człowiek chce obalić Babilon i żeby wszyscy ludzie byli braćmi. Żeby wszyscy byli równi.&lt;br /&gt;Śmiem twierdzić, że tradycyjnie pojmowana normalność rozmyła się do tego stopnia, że już nikt nie może mówić co jest normlane, a co nie. To wszystko kwestia punktu widzenia. Normalność jest względna.&lt;br /&gt;R U NORMAL?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.&lt;br /&gt;Za każdym razem, kiedy oglądam "Malcolm in the Middle" mam wrażenie, że to rodzina Malcolma jest najbardziej normalna ze wszystkich w około. Niby są trochę dziwni, ale ich zachowanie wydaje mi się tak naturalne, że aż właśnie dziwne dla innych.&lt;br /&gt;"-Man, that was bravest thing I've ever seen.&lt;br /&gt;- Thanks.&lt;br /&gt;- You're gonna die!&lt;br /&gt;- I know."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Oh God, we're so dead" (w tłumaczeniu na polski - "Matka rozerwie nam torsy.")&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"You're not the boss of me now and you're not so big.&lt;br /&gt;Life isn't fair..."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-7388303531067086592?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/7388303531067086592/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=7388303531067086592' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/7388303531067086592'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/7388303531067086592'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/10/r-u-normal.html' title='R U NORMAL?'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-2550077475452744835</id><published>2008-10-14T10:07:00.005+02:00</published><updated>2008-10-14T10:44:01.045+02:00</updated><title type='text'>Enklawa</title><content type='html'>Sąsiad kupił perę win&lt;br /&gt;na bazie siarki i malin (wers z przeniesieniem akcentu na ostatnią sylabę słowa 'malin')&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz czwarty wróciłem na Pogoń i po raz czwarty zostałem przytłoczony tutejszą codziennością. Dzielnica cudów. Jak również "najstarsza dzielnica, najwierniejsi fani" (jak pisało na wlepce Zagłębia).&lt;br /&gt;Wciąż wydaje mi się, że osiedle akademickie na Pogoni to tylko taka mała enklawa, wioska otoczona czterema warownymi obozami, która dzielnie stawia czoła rzymskiemu najeźdźcy. Taka oaza czegoś innego, dziwnego, nietutejszego.&lt;br /&gt;Bo cała dzielnica Pogoń składa się w większości ze starych kamienic, w których jakieś 90% mieszkańców stanowią staruszkowie i rodziny patologiczne. Ale tym razem to wszystko dociera do mnie w większym niż w poprzednich latach natężeniu.&lt;br /&gt;Menele, ozdoba wszystkich podobnych dzielnic. Panowie, którzy nie wiadomo z czego żyją (zasiłki, renty, złom, pensja żony?), a wszystkie pieniądze wydają na wino. Standard, są wszędzie. Tutaj są o tyle ciekawi, że często rozsiadają się w piaskownicy. A jeden z nich (chyba jakiś wysoko postawiony w hierarchii) wiecznie chodzi w okularach przeciwsłonecznych. Dlaczego? Po co? Czyżby wyznacznikiem dobrego stylu były czarne oksy a'la amerykańska drogówka? A może przesadzam i powód jest dużo bardziej skomplikowany? Nadwrażliwa siatkówka?&lt;br /&gt;Kolejnym elementem pogońskim są gołębie. Kraków mógłby Pogoni pozazdrościć. Tyle ich tutaj jest, że ludzie mogliby się spokojnie nimi żywić, a i tak nie przetrzebiliby ich populacji. Nie warto trzymać auta w jednym miejscu więcej niż 48 godzin. Codziennie w drodze na zajęcia mijam takie czarne cinquecento obesrane z każdej strony. Nie mówię już o oknach i parapetach domów. Jeszcze można się załapać na biedną wersję "X" (japońska animacja), tyle, że zamiast lśniących, anielskich piór z nieba spada małe, szare i obesrane piórko gołębie.&lt;br /&gt;Dzieci kazirodczych związków. Też tu ich sporo. Jakoś dziwnie się tu namnożyło ludzi upośledzonych, pokrzywionych, niepełnosprawnych. Niskiego wzrostu kobieta o spuchniętej twarzy. Chroma, jedna noga krótsza od drugiej. Jej chód można poznać z daleka. Staruszka z zespołem Downa. Siwe włosy, mongoidalne rysy twarzy, wiecznie prowadzona przez swoją siostrę (matkę?). Niepełnosprawny umysłowo grubasek, ciągany wszędzie przez swojego ojca alkoholika. Kiedy były jeszcze huśtawki siedział na nich godzinami i huśtał się w jednostajnym, katatonicznym rytmie. Wpatrzony w dal. Huśtawka skrzypiała zawsze w tym samym miejscu, tworząc monotonną pieśń opartą na rytmie huśtawki. Jak scena z dobrego thrillera. Psychodelia lepsza od stworzonego na LSD rocka psychodelicznego, bo rzeczywista. Staruszek, również niepełnosprawny umysłowo. Chudy, wysuszony jak trup. Skóra zwisa z policzków, śniada (z brudu czy ze słońca?). Prawie nie mówi. Wydaje z siebie jakieś nieartykułowane odgłosy. A mimo to, ludzie którzy wokół niego się kręcą, jakoś potrafią go zrozumieć i wejść z nim w kontakt.&lt;br /&gt;Dodajmy jeszcze do tego toksyczne związki. Kobieta idzie ulicą, szybki, sprężysty krok. Młoda. Podąża za nią młody mężczyzna. Jest kilka kroków za nią. Ona nagle się odwraca i krzyczy ile sił w płucach "Spierdalaj!", "Odpierdol się ode mnie!", "Odpierdol się ty pedofilu!". Scena trwa dobrych kilka minut. On tylko chce podejść, coś jej powiedzieć, może wyjaśnić. Ona wciąż odchodzi, ucieka. Wygląda, jakby była w szoku.&lt;br /&gt;Straszne to jest. Dukaj ma rację. To wszystko, ich myśli, odczucia, uderza w otoczenie. W innych ludzi. Czuję, jak ich skumulowane w tym miejscu myśli mnie przenikają. Trzeba się odwołać do jakiejś mantrycznej modlitwy, bo w końcu... Przerażają mnie.&lt;br /&gt;Do całości obrazu należy dodać jeszcze psie gówna, szczurze truchła, trujące grzyby wyrastające na trawnikach między blokami. Wszystko jest na swoim miejscu. To wszystko powinno tutaj być.&lt;br /&gt;Nas nie powinno tutaj być. Studentów. Enklawy. Jesteśmy dla nich jak wrzód na dupie. Jak niepasujący do niczego element układanki. Zupełnie z dupy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-2550077475452744835?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/2550077475452744835/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=2550077475452744835' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2550077475452744835'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2550077475452744835'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/10/enklawa.html' title='Enklawa'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-2612976516183533053</id><published>2008-10-09T09:50:00.005+02:00</published><updated>2008-10-09T10:24:49.373+02:00</updated><title type='text'>Słownik DS4 (na podstawie DS4 Sosnowiec)</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Alkohol&lt;/span&gt; - przyjmowany w każdej postaci jest podstawowym źródłem kalorii niejednego studenta. Często jest przyczyną zawartych/zniszczonych związków i niechcianych ciąży. Jednak bez niego ciężko wyobrazić sobie szarą egzystencję w DSie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Frytki&lt;/span&gt; - podstawowy (oprócz herbaty i kanapek) pokarm studenta. Ze względu na proces technologiczny wymagający wysokiej temperatury i gorącego tłuszczu, jest to pokarm dość niebezpieczny dla studenta oraz jego otoczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Herbata&lt;/span&gt; - ciepły posiłek w ciągu dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kierownica&lt;/span&gt; - kierowniczka DSu. Zazwyczaj niewiasta charakteryzująca się dość pragmatycznym podejściem do życia. Materialistka i mizantropka. Zwykła zwracać baczną uwagę na szczegóły wystroju wnętrz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Klucz od suszarni&lt;/span&gt; - przedmiot widmo, cierpiący wiecznie na syndrom Pszczółki Mai ("jest gdzieś lecz nie wiadomo gdzie"). Niby istnieje, ale tak po prawdzie nikt go nie widział. Studenci V lat i ZBoWiD (patrz 'ZBoWiD') niby go raz kiedyś widzieli, ale nie jest to nigdzie udokumentowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Konserwatorzy&lt;/span&gt; - rubaszne rabarbary, które naprawiają krany i wymieniają lapmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Korytarz&lt;/span&gt; - doskonałe miejsce na wieczorne/nocne rozmowy o życiu, śmierci i Gwiezdnych Wojnach. Dobra miejscówka na imprezę, bo nie trzeba jej sprzątać, a do łóżka też blisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kuchnia&lt;/span&gt; - Cześć. Cześć. Smacznego. Wzajemnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kuźnia&lt;/span&gt; - wspólny pokój, przeznaczony do cichej nauki, jednak przez 95% roku akademickiego używany na imprezy (urodzinowe, imieninowe, sylwestrowe, czwartkowe, środowe, wtorkowe, itd.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Larwa [korytarzowa]&lt;/span&gt; - student/ka, który/a nie ma co robić (albo ma tylko mu/jej się nie chce) i przez cały dzień siedzi na korytarzu zabawiając innych rozmową. Podstawowy posiłek larwy składa się zazwyczaj z kawy i papierosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Net&lt;/span&gt; - dostęp do sieci Internet, z którym zawsze są problemy na początku roku akademickiego. Admin kłamie, wykręca się sianem, wyłącza telefon, bo nie może znieść tabunów studentów, którzy nie potrafią podpiąć się do sieci i lecą do niego z płaczem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pisanie pracy&lt;/span&gt; - ostatnia rzecz, którą chce ci się robić w akademiku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Portier/ka&lt;/span&gt; - pan/pani, która czasem musi być również wychowawcą studentów. Robi obchód zawsze w tej chwili, w której chcemy wejść do DSu. Zazwyczaj, kiedy czekamy na koniec obchodu, na dworze jest -20 i musimy jakoś się dogrzewać (najczęściej innym 36,6 st. innej płci).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pralki&lt;/span&gt; - wiecznie zajęte, pełne i zgodnie z prawem Murphy'ego używane akurat w tej chwili, kiedy mu musimy zrobić pranie, bo nie mamy co na siebie włożyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ryjec&lt;/span&gt; - patrz 'kuźnia'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sprzątaczki &lt;/span&gt;- kobiety, które wykonują jeden z trudniejszych zawodów na świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Stypendium&lt;/span&gt; - czasem przychodzi za późno i wtedy kierownica (patrz 'kierownica') czepia się, że jeszcze nie zapłaciło się za akademik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Współspak/Współspacz&lt;/span&gt; - osobnik płci męskiej mieszkający z kimś w jednym pokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Współspaczka&lt;/span&gt; (czyt. współpaczka) - osobniczka płci żeńskiej mieszkająca z kimś w tym samym pokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ZBoWiD&lt;/span&gt; - Związek Bojowników o Warunek i Dziekankę, powszechnie znani pod nazwą 'wiecznych studentów'. Ludzie, którym tak bardzo podoba się na studiach, że nie chcą z nich rezygnować za żadne skarby. Nawet, jeśli daje się im dobitnie do zrozumienia, że studia nie sa dla nich.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-2612976516183533053?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/2612976516183533053/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=2612976516183533053' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2612976516183533053'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/2612976516183533053'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/10/sownik-ds4-na-podstawie-ds4-sosnowiec.html' title='Słownik DS4 (na podstawie DS4 Sosnowiec)'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-6243669191013002705</id><published>2008-09-30T12:31:00.002+02:00</published><updated>2008-09-30T13:12:14.028+02:00</updated><title type='text'>Malowane kartoniki</title><content type='html'>Bo Bóg tak ukochał liczbę 4...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak ukochał, że teraz brydżyści męczą się wielce czekając na tego czwartego. Sam nie raz doświadczyłem tej męki, kiedy siedzi trzech, karty rozdane, wszyscy już się niecierpliwią i chcą zobaczyć jak rozwinie się to rozdanie, a czwarty się spóźnia. Męka nie znana ludziom, którzy nigdy nie grali w brydża lub grali, ale gra nie wciągnęła ich na tyle, żeby zagrali jeszcze raz.&lt;br /&gt;Znam ludzi, którzy w ogóle nie lubią grać w karty. Znam ludzi którzy twierdzą, że brydż to głupia gra, bo zawsze musi być czterech, a i tak gra tylko trzech. Ja nie jestem żadnym z tych ludzi.&lt;br /&gt;Karty to magia. Karty to małe królestwa lub dwory szlacheckie, gdzie jest odpowiednia hierarchia. Po trzynaście osób na każdym dworze. Król, królowa, książę, czempion i dziewięć sług. Każda z kart znaczy co innego. Każda wskazuje coś, sugeruje coś. W końcu nie na darmo kart używa się do wróżenia. O kartach pisze się książki i piosenki. Całe fortuny rodziły się u upadały przez karty. Zaiste piękny to wynalazek.&lt;br /&gt;A brydż to już czysty majstersztyk. Dużo lepszy niż szachy. W brydżu każda sytuacja, każde rozdanie jest inne. Za każdym razem trzeba podchodzić do kart inaczej. A szachy? Co prawda każda partia przebiega inaczej, ale początek zawsze jest taki sam. Nudne na dłuższą metę.&lt;br /&gt;W brydżu trzeba myśleć nad milionem rzeczy. Liczyć karty, ściągać auty, zakładać impasy, myśleć o zrzutkach. No i licytacja, wręcz gra w grze! Coś, czego szachy nigdy mieć nie będą.&lt;br /&gt;Brydżyści to też dość hermetyczna społeczność. Jak zaczną rozmawiać o brydżu, a ty nigdy nie grałeś, to za ChRL ich nie zrozumiesz. "I on wtedy mi wykłada 3 piki na stół! A ja dałem re!".&lt;br /&gt;Albo "Trefl, pas, pas... budzę się spocony". Albo "Rex misiaczku, dlaczego pokazujesz mi czwórkę kurwa kutasie?" Albo "Qlek, jak chcesz grać 3NT bez figur?"&lt;br /&gt;A Elitarny Klub Brydżowy "Cztery Geje" rozwija się i ma się dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"-Lubi pani grać w brydża?&lt;br /&gt;- Lubię.&lt;br /&gt;- To czemu się pani nie nauczy?"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-6243669191013002705?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/6243669191013002705/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=6243669191013002705' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/6243669191013002705'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/6243669191013002705'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/09/malowane-kartoniki.html' title='Malowane kartoniki'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-498201891867410416</id><published>2008-09-27T13:46:00.003+02:00</published><updated>2009-01-12T01:51:43.751+01:00</updated><title type='text'>Niedorzeczne</title><content type='html'>That's so ridiculous! Hey Fred, why don't you come here and...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owszem, była to dość niedorzeczna sytuacja. Jednocześnie rozmawiałem z dwiema byłymi dziewczynami. O wielka sieci! Dzięki Ci za te nowe możliwości! W rzeczywistym świecie taka sytuacja nigdy by nie miała miejsca (a przynajmniej miałaby spore problemy z zaistnieniem). A tak - komunikator i dwa okna rozmów. Nawet chyba lepiej, że tylko czytałem ich wypowiedzi, bo pewnie bym znowu padł ofiarą nerwowego rozstroju. Tak, brakuje mi ich obu. Ale dróg powrotnych nie widzę. To już ponad moje siły.&lt;br /&gt;Z jedną sobie jak gdyby nigdy nic rozmawiam o studiach, z drugą o science-fiction i zastanawiam się, jak to się stało, że obie wolały iść swoją drogą zostawiając mnie gdzieś na rozstajach (jak rudą paskudę). Ja byłem powodem?&lt;br /&gt;Śmiem twierdzić, że nie. Co prawda M. zrobiłem dużo świństw, ale na początku. Tyle ze mną wytrzymała, a potem nagle koniec. Prf. Przestała się odzywać trzy tygodnie przed końcem. Dobrze, że akurat miałem egzaminy i miałem co robić. Gdybym tylko siedział i myślał o niej, to pewnie bym zwariował. W piątek byłem już zdecydowany - po egzaminie z czeskiego dzwonię do niej i mówię, żeby zatrzymała sobie moją bluzę, którą jej pożyczyłem tydzień wcześniej. A ona jak spod ziemi pojawia się pod moimi drzwiami z moją bluzą w rękach. Mówi, że nie chce, żeby się to skończyło. Śliczna romantyczna scena nie? Jasne, szkoda tylko, że wszystko co romantyczne, istnieje krócej niż niestabilne jądro uranu 235. Mamy dużo energii i wspaniały wybuch, ale po nim zostaje tylko spalona ziemia. Napromieniowana i trująca na dodatek. Tu było podobnie. Po dwóch tygodniach cisza w eterze. Koniec.&lt;br /&gt;Ciągle twierdzę, że to wszystko efekt niezdecydowania. Tak czy nie? Nie ma próbowania. Jest "zrób" albo "nie zrób". O ile zawsze uważałem, że wiele jest odcieni szarości (od czerni do białości), to w takich sprawach tego nie jestem w stanie pojąć. Chyba jednak jeszcze zbyt szczylowaty jestem.&lt;br /&gt;Z B. sytuacja była dużo prostsza. Krócej, bez wielkich uniesień i scen wyjętych żywcem z romansu. Ona po prostu nie wiedziała. Tylko tyle i aż tyle. Znów jestem chyba zbyt szczylowaty.&lt;br /&gt;Obie te historie i obie dziewczyny łączy jedno zdanie - "Nie chcę tracić z Tobą kontaktu" (aczkolwiek nie jestem pewien, czy w obu przypadkach "tobą" było napisane wielką literą). Zdanie tak oklepane i tak nieprawdziwe, że aż boli. Boli właśnie kontakt. Nie mogę, nie daję rady. Czuję rozdzierający ból, kiedy one starają się ze mną rozmawiać. Ja też się staram, ale długo nie wytrzymuję. Rozklejam się. Sentymentalna ciota.&lt;br /&gt;Rozstanie z M. - Niel Young - "Dead Man end titles"&lt;br /&gt;Rozstanie z B. - P.I.F. - Svqto / Свято (Swjato)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rację miał ten, kto wymyślił, żeby miłość oznaczyć przebitym strzałą sercem. Niby ranka jest malutka, ale glęboka i boli jak wszyscy diabli. I jedynym sposobem na wyciągnięcie strzały z serca jest przepchnąć ją na drugą stronę, bo wyciągnięcie jej zrobi tylko jeszcze większe spustoszenie. Do przodu. Nigdy do tyłu. Zaboli, ale masz szansę wyjść z tego żywcem.&lt;br /&gt;Mam już jeden nóż w plecach i nie ma tam miejsca na następny. Ja miałem jedną strzałę, która zaraz została zastąpiona przez następną. Super. Zobaczymy, jak to przetrzyma mój organizm.&lt;br /&gt;Żałuję tylko, że sam dwa razy posłałem strzałę w samą dziesiątkę - prosto między komory. Dwa razy. Jak Robin z Locksley przepołowiłem pierwszą strzałę drugą. To chyba jedyna rzecz, której tak bardzo w życiu żałuję. Na razie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-498201891867410416?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/498201891867410416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=498201891867410416' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/498201891867410416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/498201891867410416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/09/niedorzeczne.html' title='Niedorzeczne'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-124750643029054877</id><published>2008-09-25T11:29:00.006+02:00</published><updated>2008-09-25T12:53:35.630+02:00</updated><title type='text'>Obshtestven eXpriment</title><content type='html'>Całkiem nieźle mi tam płacą&lt;br /&gt;Za to co i tak wszak lubię&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrobiłem to, ale niecała godzina wystarczyła, żebym przekonał się, że miałem rację od początku. Na szczęście już wszystko wróciło do normy. Nasza Szkapa doskonale daje sobie radę beze mnie, a ja bez niej.&lt;br /&gt;Założyłem fikcyjne konto na naszej-klasie.pl. Dlaczego nie mam normalnego? Nie potrzebuję. Nasza-klasa.pl stała się obecnie lepszym źródłem danych wywiadowczych o Polakach niż archiwa KGB czy CIA. Pokaż mi swoje konto na Naszej Klasie a powiem ci kim jesteś.&lt;br /&gt;Do większości ludzi z podstawówki i LO nie czuję żadnego sentymentu. Chcieć to móc (a cieć to buc), więc przy odrobinie chęci miałbym z nimi doskonały kontakt. Mam dosłownie z 6-7 osobami z obu klas. Więcej mi nie trzeba.&lt;br /&gt;Czemu? Bo lata szkolne to kraina mityczna, nierealna i (najczęściej) idylliczna. Kraina właściwie istniejąca wyłącznie w naszej pamięci i wyobrażeniach o dawnych czasach. Zazwyczaj zbytnio ubarwiamy. Lubimy wspominać tylko miłe chwile, a zapominać o grupkach, podgrupkach, konfliktach, podkładaniu świń.&lt;br /&gt;Ale w większości przypadków nawet nie chodzi o to, żeby wrócić do tych lat. Jakoś jednak podświadomie wiemy, że są one bezpowrotnie stracone. 3/4 ludzi na Naszej Szkapie chce tylko pokazać, że im się w życiu udało. Że mają wspaniałą żonę/męża, dziewczynę/chłopaka, synka/córkę. Pracują w znanej firmie na wysokim stanowisku, wyjeżdżają na egzotyczne wakacje, mają szlamczyk, laski, bryczki, zero doła.&lt;br /&gt;Zawsze lubiliśmy piękne fasady, frontony. Przód musi być kunsztowny, kapać złotem, być ozdobiony pięknymi ornamentami. Natomiast środek i podwórko może być zapuszczone jak (odpowiednio) stajnia Augiasza i Puszcza Kampinoska, bo tego nikt nie widzi.&lt;br /&gt;Wnioski z małego eXperymentu społcznego:&lt;br /&gt;1. Większość ludzi nie zmienia się tak szybko, jak by się mogło wydawać. Zazwyczaj interesujący ludzie pozostali interesujący, a tło pozostało tłem. I pomimo swoich starań, tłem pozostaje nadal. Tym bardziej uśmieszek na twarzy wywołują zdjęcia robione a'la profesjonalne zdjęcia modelek w studio wrzucane przez wszystkie Krysie, Anie, Ole itd.&lt;br /&gt;2. Wiele wartościowych osób w ogóle nie ma konta na Naszej Szkapie. Wygląda na to, że wiedzą czym to śmierdzi i do czego sprowadza się ten serwis. Małe światełka na końcu tunelu.&lt;br /&gt;3. Dostęp do Naszej Szkapy na pewno mają agenci GRU, KGB, CIA, Mosadu i MI-6. Taka baza danych jest zaiste imponująca. Nie dziwota, że cały ten system z powodzeniem sprzedaje się za granicę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko napisane powyżej powstało po niecałej godzinie obserwacji. Można więc to bez większego problemu podważyć. Poza tym pisałem to z całkowitym mętlikiem w głowie. Tym bardziej, wszystko co napisałem powyżej mija się z prawdą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-124750643029054877?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/124750643029054877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=124750643029054877' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/124750643029054877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/124750643029054877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/09/obshtestven-expriment.html' title='Obshtestven eXpriment'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-5237084114125933060</id><published>2008-09-23T13:15:00.005+02:00</published><updated>2008-09-25T00:32:45.345+02:00</updated><title type='text'>Kultura klubowa</title><content type='html'>Oh, show me the way to the next whiskey bar!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powoli zaczynam wchodzić w kulturę klubową. Dopiero teraz do niej docieram, poznaję ją. To efekt mojego małomiasteczkowego pochodzenia. Ludzie w dużych miastach wchodzą w kulturę klubową w wieku 15-17 lat. Ja wchodzę w nią w wieku lat 23. I im głębiej w nią wchodzę, tym bardziej cieszy mnie jednak moje małomiasteczkowe pochodzenie.&lt;br /&gt;Po pierwsze, trzeba mieć pieniądze, a nawet jeśli się ich nie ma, to trzeba udawać, że się ma. Ja nigdy nie miałem potrzeby chwalić się pieniędzmi. Bo i po co? Bo czym? Ale kultura klubowa wymaga, żeby nawet kiedy się nie ma pieniędzy, robić wszystko, żeby nikt tego nie zauważył. W dobrym tonie jest chwalenie się, że zamiast wody do fajki wodnej wlewa się beherovkę, pić najdroższe alkohole i palić najdroższe papierosy. Najciekawsze jest to, że zwykle chwali się pieniędzmi rodziców, bo samemu jeszcze nie pracuje.&lt;br /&gt;Ale najczęściej, tacy bywalcy klubowej kultury, to jeszcze niepełnoletni uczniowie liceum. Robią piękne miny, kiedy chcę zobaczyć dowód osobisty.&lt;br /&gt;"- Dwa piwa.&lt;br /&gt;- Dwa dowody." (Dyd 2008)&lt;br /&gt;Ciekawe, czy ich rodzice wiedzą, co ich pociechy robią wieczorami? Czy wiedzą, że piją, jeśli ktoś przypadkiem nie sprawdzi im dowodu? Że palą, jeśli w kiosku znów ktoś nie zauważy, że nie mają osiemnastu lat? Przecież to nie żadni bezprizorni. A bezprizorni też są, tyle, że na szczęście nie na taką skalę jak w Moskwie. Wokół knajpy kręci się grupka dzieci, które próbują się dostać do środka, pociągnąć z fajki wodnej, zrobić jakiś psikus. Ich rodzice pewnie piją i nie mają czasu zajmować się dziećmi. Albo jedno z rodziców pije, a drugie stara się zarobić na całą rodzinę. Tak czy inaczej, ci sosnowieccy bezprizorni niedługo zasilą szeregi koneserów tanich alkoholi w sąsiednich lokalach. Ale jednak mimo wszystko mam nadzieję, że to ostatnie zdanie jest nieprawdziwe.&lt;br /&gt;Przyznam, że dwie rzeczy bardzo mnie spajają z tą pracą.&lt;br /&gt;1. Winyle. Od chyba dwóch czy trzech lat (może więcej, nie pamiętam) nie mamy w domu gramofonu. A płyt mamy zatrzęsienie. Wśród nich takie perełki jak "Sierżant Pieprz" czy "The Wall". Nie wspominając już, że nawet moją ulubioną płytę Opeth mam na winylu. Ale nie mam gdzie jej puszczać. Tutaj jest gramofon. Działa bez zarzutu. Więc często puszczam ludziom Milesa, czy edukuję ich w stronę muzyki Paco lub Duke'a Elingtona.&lt;br /&gt;Lubię winyle. Nie wiem, czy po prostu mam do nich wyniesiony z domu sentyment, czy to efekt czegoś innego. Przecież winyle trzeszczą, kurzą się, rysują się, trzeba co chwilę stronę zmieniać, krótko grają. Ale mają duszę. Mają coś, niewidzialną otoczkę, której brakuje płytom kompaktowym, a tym bardziej plikom muzycznym. Albo może to ja za bardzo czuję się, jakbym urodził się ileśtam lat za późno?&lt;br /&gt;2. Stali klienci. Znasz ich, rozumiesz bez słów, zawsze wiesz, co chcą zamówić. Zawiązuje się między wami specyficzna więź. Koleżeńska, przyjacielska. Do nas zaglądają regularnie tabuny studentów. To jedna, około dwudziestoosobowa grupa. Z nimi co prawda żadna więź się nie zawiązuje. Może poza jednostkami, które czasem z braku miejsca siedzą przy barze i wdajesz się z nimi w rozmowę. Poznajesz ich, dyskutujesz, itd. Ogólnie rzecz ujmując, młodzi, inteligentni, weseli i ciekawi świata ludzie.&lt;br /&gt;Za to najciekawszą parą stałych klientów jest Amerykanin i Polak. Kiedy któryś z nich podejdzie do baru, wiem, że mam podać dwa piwa butelkowe i dwa kieliszki wiśniówki (choć ostatnio przerzucają się na tequilę). Amerykanin prawie nie mówi po polsku. Tylko "dziekuje", "dopranotz" i inne zwroty grzecznościowe. No, i nazwy alkoholi oczywiście. Polak zaś mówi po angielsku trochę lepiej niż Amerykanin po polsku, ale i tak bardzo słabo. Nie wiem o czym rozmawiają, bo zawsze siadają daleko od drzwi. Czasem Polak przychodzi prosić o kartkę i długopis, bo nie mogą się porozumieć. Z tych kartek mogę się domyślać jedynie, że robią jakieś interesy. Chyba w nieruchomościach. Za to za każdym razem, kiedy przychodzą, opróżniają prawie całą flaszkę wiśniówki, wypijają po cztery-pięć piw na głowę i wychodzą zupełnie pijani.&lt;br /&gt;  Stały klient, ma tę przewagę nad zwykłym, że barman jest mu w stanie więcej wybaczyć. Chodzi głównie o przesiadywanie po godzinach zamknięcia. Jeśli zamyka się np. o 24.00, to zwykły klient o 00.05 (maksymalnie o 00.15) zostaje wyrzucony z knajpy. Stały klient może sobie jeszcze posiedzieć. Oczywiście do pewnych granic, ale na pewno może sobie pozwolić na więcej.&lt;br /&gt;  Ciekawe, jak to będzie, kiedy sam będę stał za barem? Wyrobię się? Dam radę (zwłaszcza w piątki)? Czas pokaże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- What is your nationality?&lt;br /&gt;- I'm a drunkard.&lt;br /&gt;- That makes you the citizen of the world.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-5237084114125933060?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/5237084114125933060/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=5237084114125933060' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/5237084114125933060'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/5237084114125933060'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/09/kultura-klubowa.html' title='Kultura klubowa'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2780721330586022099.post-4825560048103355774</id><published>2008-09-20T11:33:00.001+02:00</published><updated>2008-09-20T12:05:49.159+02:00</updated><title type='text'>Dziękujmy Julce</title><content type='html'>Dziękujemy Julce Kristevej za ukucie terminu "intertekstualność". Nie, żeby wymyśliła coś, czego nie było wcześniej. Przypominało to trochę odkrycie elektronu. Niby istniało to coś od dawien dawna, ale dopiero teraz, kiedy zostało to odkryte i nazwane, daje nowe, wręcz nieograniczone możliwości. No, nieograniczone w przypadku elektronu to chyba za dużo powiedziane. Za to w przypadku intertekstualności wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt; Skoro w każdym tekście kultury (przez tekst kultury należy rozumieć literaturę, film, szeroko pojęte sztuki plastyczne, muzykę, komiks, itd., itp., zpt...) istnieją odniesienia do innych tekstów kultury, to możliwości kombinacji są wręcz nieskończone. Począwszy od starożytności, powoływania się na inne dzieła, przytaczanie Biblii, stylizacje, parodie, pastisze, polemiki. Kultura napędza się sama. Właściwie nie trzeba już tworzyć nic nowego (co zresztą piewcy "literatury wyczerpania" z Johnem Barthem na czele i takk uważają za niemożliwe). Wystarczy bawić się, grać tym, co już zostało napisane, stworzone. Wystarczy odpowiednio ułożyć odniesiena do innych tekstów, pobawić się z odbiorcą w skojarzenia i gotowe. Trafiamy w system oczekiwań odbiorcy (Eco) i tworzymy coś, co powszechnie się podoba. Wystarczy dać odbiorcy zagadkę. "A do czego to jest nawiązanie?" Oczywiście, zagadka nie może być zbyt trudna, bo odbiorca się zrazi. A najlepiej dać kilka zagadek. Mniej wyrobiony odbiorca zadowoli się prostszymi, a bardziej doświadczony pomęczy się z trudniejszymi i obaj będą usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt; I po co ja to wszystko piszę? Bo zachciało mi się mieć bloga. Do tego czuję się jednak dzieckiem postmodernizmu i intertekstualności. Ze zgrozą zauważyłem niedawno, że moi znajomi i ja, rozmawiając ze sobą, coraz rzadziej używamy własnych, nowych i na prędce wymyślonych sformułowań. Najczęściej zadowalamy się tym, co już gdzieś usłyszeliśmy, przeczytaliśmy, zobaczyliśmy. Nic nowego pod słońcem. Trochę mnie to przeraża, ale z drugiej strony nie powinienem się dziwić. W końcu oni, tak jak ja, są dziećmi intertekstulaności i umierającego postmodernizmu. I w oparach tych właśnie idei czujemy się najlepiej.&lt;br /&gt;Natomiast najpiękniejsze w intertekstualności jest to, że powiązania z innymi tekstami wybiera się samemu. Nikt nie ma prawa ingerować w ich dobór, ani pytać dlaczego?, skąd?, po co? Wola twórcy i nie musi się przed tym nikomu tłumaczyć (niewierzący) lub wyłącznie Bogu/bogom (wierzący w zależności od wyznania). Apoteoza wolności.&lt;br /&gt; Tak to będzie wyglądało w ogólnym zarysie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;zpt - Żydowsko-Portugalskie Towarzystwo&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2780721330586022099-4825560048103355774?l=intertym.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://intertym.blogspot.com/feeds/4825560048103355774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2780721330586022099&amp;postID=4825560048103355774' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4825560048103355774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2780721330586022099/posts/default/4825560048103355774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://intertym.blogspot.com/2008/09/dzikujmy-julce.html' title='Dziękujmy Julce'/><author><name>Tymczas</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04030345790126147646</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_zBy4cnljm84/SNjPrDMF8kI/AAAAAAAAAAU/GcElTOpzfKQ/S220/profesor.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
